fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Szalona miłość kobiety do młodego weterana. "Z innego świata" w kinach

Marion Cotillard – jej kreacja trzyma film Z innego świata
M2
Nicole Garcia zrobiła film o wielkiej namiętności. „Z innego świata" od piątku na ekranach.

Górna Prowansja z lat 50., konserwatywne środowisko małego miasta. Tymczasem Gabrielle, bohaterka „Z innego świata" Nicole Garcii zachowuje się prowokacyjnie. Jest chorobliwie uzależniona od miłości do żonatego nauczyciela, narzuca mu się na oczach całego miasteczka.

Wbrew swojej woli wydana za mąż za hiszpańskiego robotnika, więdnie i zaczyna chorować. Mąż, prosty, ale dobry człowiek, z niemałym wysiłkiem wysyła ją do szwajcarskiego sanatorium. Tam Gabrielle zakochuje się bez pamięci w młodym żołnierzu, który wrócił z Indochin. Andre jest przystojny, kulturalny, delikatny, pochodzi z wyższych sfer, lubi Czajkowskiego. I jest ciężko chory. Gabrielle wróci do męża, ale będzie czekała na listy ukochanego, gotowa rzucić wszystko i biec za miłością.

„Z innego świata" powstało na motywach bestsellerowej włoskiej powieści Mileny Agus.

– Kupiłam tę książkę na lotnisku Orly jako czytadło na czas lotu z Paryża do Marsylii – mówi „Rzeczpospolitej" Nicole Garcia. – Zaraz po wylądowaniu zadzwoniłam do znajomego producenta, czy mógłby sprawdzić, jak wyglądają prawa do jej ekranizacji.

Garcia przeniosła akcję filmu z Włoch do Francji lat 50.

– W tamtym czasie nikomu nie śniła się jeszcze rewolucja seksualna, kobieta miała być oddaną żoną i matką – mówi „Rzeczpospolitej" Garcia. – Tymczasem Gabrielle miała w sobie potrzebę wolności uchodzącą w tamtym czasie za szaleństwo. Urzekła mnie zresztą właśnie tą niekiełznaną dzikością i determinacją, by biec za miłością. To nie jest nimfomanka, to ktoś, kto pozwala sobie na namiętność, na bunt wobec tradycyjnego otoczenia i bycie sobą. Uwielbiam takie kobiety. Nieskromnie powiem, że też do nich należę. Tyle że nie poddaję się nieustającej miłości do mężczyzn, lecz do kreacji. W każdej postaci.

Nicole Garcia jest aktorką i reżyserką. Urodziła się w Oranie, na terenie dzisiejszej Algierii, w 1946 roku. „Do dzisiaj noszę w sobie wspomnienie afrykańskiego światła, jakiego nie ma nigdzie w Europie" – mówi. Przyjechała do Francji jako szesnastolatka. Studiowała filozofię, potem sztuki dramatyczne. Występowała w teatrze, grała w filmach najlepszych francuskich reżyserów: Philippe'a de Broki, Alaina Resnais'go, Claude'a Chabrola, Claude'a Leloucha, Bertranda Bliera, Claude'a Millera. W 1986 roku zrobiła krótki film „15 sierpnia".

– Przeżywałam jakieś życiowe zawirowania i nie byłam specjalnie szczęśliwa – wspomina. – Ktoś przysłał mi zdjęcie domu nad oceanem. Pomyślałam: to jest miejsce dla mnie, będę tam filmować mojego małego syna. Napisałam w dwa tygodnie historię: byłam w niej ja, mój syn. Dostałam trochę pieniędzy na film. Potem nastąpił montaż. Dla mnie to było coś fantastycznego. Mój krótki film został zakwalifikowany do Cannes. Nie dostałam nagrody, ale zaistniałam w kinie.

Cztery lata później zadebiutowała w fabule „Co drugim weekendem". Potem nakręciła m.in. „Ulubionego syna" i „Plac Vendome". „Z innego świata" to jej ósmy film. Co ciekawe, już nigdy więcej we własnej produkcji nie połączyła roli aktorki i reżyserki.

– Jako aktorka daję się ponieść emocjom, jako reżyserka muszę być silna, wyważona, świadoma każdego ruchu i efektów każdej decyzji. To dwa różne światy – twierdzi.

Ale zawsze współpracowała ze świetnymi aktorami, z Catherine Deneuve czy Danielem Auteuilem na czele. W „Z innego świata" w roli głównej wystąpiła Marion Cotillard.

– To świetna artystka – przyznaje. – Czasem wszyscy się rozchodzili, a my zostawałyśmy na planie i gadałyśmy o roli. Dziennikarze pytali mnie, czy zaangażowałam ją dlatego, że wykuła sobie mocną pozycję w Hollywood. Nic podobnego! Hollywood mało mnie obchodzi, a Marion jest najlepsza w filmach europejskich.

Trzeba przyznać, że właśnie kreacja Cotillard trzyma film Garcii, choć reżyserka zadbała o pewien suspens, dała też szansę mężowi Gabrielle. Prosty uciekinier z Hiszpanii ma w sobie szlachetność, a nawet zrozumienie dla szaleństwa zdradzającej go żony. Gdyby spojrzeć na „Z innego świata" z jego punktu widzenia, to trzeba by zanucić „Niebieski prochowiec" Cohena – opowieść o mężczyźnie, który trwa przy kobiecie tęskniącej za innym. A więc film kobiecy? Tego określenia Nicole Garcia nie cierpi.

– Co za wymysł! – protestuje. – Po pierwsze, we Francji coraz więcej kobiet staje za kamerą i nie ma co stale mówić o tym jak o czymś wyjątkowym. Po drugie, nie ma kina kobiecego i męskiego. Z ogólnej sieczki wyróżnia się dziś po prostu kino autorów mających własny charakter.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA