fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Robert Gwiazdowski: Nowy deal

Kancelaria Premiera
Premier Morawiecki jak prezydent Roosevelt chce zbudować New Deal – Nowy Ład. Dla odróżnienia od amerykańskiego pierwowzoru nasz będzie nazywał się Polski Nowy Ład. Nie wiem dlaczego nie „Narodowy"? Czyżby budowa „Mediów Narodowych" i działania Polskiej Fundacji Narodowej źle się kojarzyły?

Nowy Deal zostanie zbudowany przy wykorzystaniu Krajowego Planu Odbudowy. Tu się stratedzy od komunikacji społecznej nie popisali, bo cóż mielibyśmy „odbudowywać"? Przecież wszystko po pięciu latach rządów PiS funkcjonuje doskonale. Czyżby jednak Polska była „w ruinie"?

Skąd złośliwości? Przecież premier zapowiedział, że „podatki będą niższe". Powinienem się cieszyć. Ale jakoś się martwię, bo dodał, że będą „bardziej sprawiedliwe". Czyli będą wyższe.

Deal (co ciekawe, „dilować" oznacza też handlować narkotykami) polegać ma na tym, że bogatsi oddadzą więcej na przekupywanie biedniejszych – tych, dla których 500 plus ma większe znaczenie i którzy mają nadal głosować na PiS. Choć słyszeliśmy na nagraniach u Sowy, jak Premier dziwił się, „że ludzie są tacy głupi, że to działa", to nie ma się czemu dziwić. Owszem – są.

Bogatsi to ci, którzy zarabiają 7,5 tys. zł brutto miesięcznie. Wpadają już w drugi, wyższy próg podatkowy. Do znudzenia więc będę przypominał – może nie wszyscy są tacy głupi – że rząd zabiera im z tego ok. 2,2 tys. zł i zostawia netto ok. 5,3 tys. zł. Ale to nie jest do końca takie prawdziwe netto. Bo jak zrobią oni zakupy, to zapłacą ok. 0,8 tys. zł VAT. Czyli netto dla nich to ok. 4,5 tys. zł. Choć też nie tak zupełnie, bo w cenach netto są przecież inne podatki – na przykład opłata emisyjna, której najwyraźniej Orlen jednak nie „wziął na siebie", jak obiecywał prezes Obajtek, skoro paliwa są już po 5 zł. Szefowie prezesa – i ten nominalny, i ten faktyczny – nie przejmują się tym jednak tak jak premier Tusk, który – co też wiemy z nagrań u Sowy & Przyjaciele – kazał prezesowi Krawcowi utrzymywać ich cenę przed wyborami poniżej granicy 5 zł. Trzeba jeszcze pamiętać, że tak naprawdę to ci bogatsi nie zarabiają brutto 7,5 tys. zł. Rząd każe ich pracodawcom zapłacić sobie jeszcze ok. 1,5 tys. zł za to, że ich zatrudnili. Czyli razem prawdziwe brutto to jest ok. 9 tys. zł – bo tyle pracodawca płaci za pracę pracownika. I w ten sposób robi się 100 proc. różnicy – 9 tys. zł jest warta praca, a 4,5 tys. zł są warte zakupy, które można zrobić za otrzymaną pensję.

Za te pieniądze na odbudowę kraju ma powstać m.in. Instytut Demograficzny, który będzie się zajmował poprawą współczynnika dzietności kobiet. Ciekawe, kto zostanie prezesem?

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA