fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Energetycy balansują na krawędzi możliwości

123RF
Już w pierwszych dniach grudnia wymagana w systemie nadwyżka mocy będzie delikatnie niższa od tej w dyspozycji operatora systemu przesyłowego.

Do końca roku tylko w weekendy i święta różnica mocy dostępnej ponad wymaganą jest na znacząco wyższym poziomie – wynika z bilansu przedstawionego przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) systemu przesyłowego na ten i kolejne miesiące.

W styczniu – statystycznie najzimniejszym miesiącu roku – znów różnica między wymaganą a rzeczywistą nadwyżką mocy wyniesie minus 32 MW.

Z kolei w lutym i marcu różnica między dostępną a wymaganą nadwyżką mocy to tylko nieco ponad 130 i 80 MW na plusie. PSE zapewnia, że na każdy miesiąc przyszłego roku ma wymaganą 18-proc. nadwyżkę mocy. A krajowe zdolności wytwórcze, pomniejszone o  planowane w poszczególnych miesiącach roku remonty jednostek w 2016 r., są wystarczające nie tylko dla pokrycia  krajowego zapotrzebowania, ale także dla pokrycia nieplanowych ubytków mocy  na poziomie 3000-3500 MW.

- W bilansie krajowym nie został uwzględniony technicznie możliwy handlowy import, który po uruchomieniu połączenia z Litwą może wynieść  1,1 tys. MW oraz inne możliwe działania operatorskie pozwalające  na pozyskanie dodatkowej mocy ok. 1 tys. MW (uruchomienie jednostek nie podlegających centralnemu dysponowaniu, awaryjny import dyspozytorski, wykorzystanie umowy redukcji obciążenia na polecenie OSP) – tłumaczy operator.

Dlatego zakłada, że będzie mógł pokryć zapotrzebowanie także w przypadku wystąpienia nieplanowanych ubytków na poziomie 5-5,5 tys. MW. Taki – jak zapewnia PSE - może się zdarzyć jedynie w przypadku wystąpienia ekstremalnych warunków pogodowych. Przypomnijmy, że w sierpniu br. brakowało w systemie ok. 5 tys. MW.

Owocne negocjacje

Jednak aby możliwe było spięcie bilansu, operator musiał nieźle główkować. Wszystko przez zaplanowane przez wytwórców remonty. Przez pierwsze dwa miesiące przyszłego roku odstawionych zostanie po ok. 2,5 tys. MW.

To m.in. należący do Enei kozienicki blok nr 5 na 200 MW, trzy bloki PGE w Turowie (nr 1, 4 i 6) – razem na ok. 700 MW, oraz jeden w Bełchatowie (nr 3), a także jednostka Tauronu o mocy 460 MW w Elektrowni Łagisza. Przy czym początek niedyspozycyjności tego ostatniego na prośbę operatora systemu spółka zdecydowała się przesunąć o kilkanaście dni, z 13 na 27 lutego.

Sytuacja byłaby jeszcze gorsza, gdyby PGE w styczniu zrobiła remont dwóch kolejnych bloków w bełchatowskiej siłowni. Ostatecznie jednak po negocjacjach z PSE przesunięto je odpowiednio na kwiecień i wrzesień. W systemie pozostanie też prawdopodobnie planowany wcześniej do całkowitego wyłączenia blok nr 1 w Bełchatowie. Nie będzie jednak pracował z maksymalną mocą 370 MW i tylko do 1,5 tys. godzin w roku. Dostanie za to wynagrodzenie od PSE.

– Cały czas jesteśmy na granicy bezpieczeństwa. Każdy scenariusz jest możliwy – mówi Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, pytany o to, czy nie grożą nam zimowe ograniczenia dostaw prądu. Jak tłumaczy, będzie to zależało zarówno od pogody, jak i awaryjności bloków.

Na razie zima (ta meteorologiczna) zaczęła się łagodnie i podobno taka ma pozostać. Ale sierpniowy kryzys pokazał, że nawet awaria jednego dużego bloku (właśnie w Bełchatowie na 800 MW) może zdestabilizować system.

Pomoże import

– Tegoroczny 20. stopień zasilania nas zaskoczył, ale kolejne takie sytuacje wliczamy już w ryzyko – twierdzi Jerzy Markowski, prezes Silesian Coal i były wiceminister gospodarki. Jego zdaniem w 2016 r. będziemy balansować na granicy, jeśli chodzi o dostępne moce. Ocenia jednak, że z prawdziwym kryzysem mierzyć się będziemy dopiero w kolejnych latach.

By temu zapobiec, potrzebny będzie zwiększony import energii, np. z Niemiec czy Litwy, z którą niebawem uruchomimy połączenie transgraniczne. Jednak dostępne moce przesyłowe są ograniczone.

PSE pokładają nadzieję również w Ukrainie. U operatora z tego kraju w ramach umowy już zamówiliśmy na grudzień do 220 MW. Z kolei przetarg na dostawy w styczniu ogłoszono w ostatnich dniach listopada.

Zapas (bez)użyteczny?

Operator systemu sygnalizował już na naszych łamach możliwość wystąpienia od początku 2016 r. okresów trudności z zapewnieniem niezbędnego poziomu nadwyżki mocy. Dlatego w ramach działań zaradczych – obok już funkcjonującej operacyjnej rezerwy mocy – uruchamia od przyszłego roku mechanizm interwencyjnej rezerwy zimnej (IRZ).

Polega on na tym, że w razie deficytów będą włączane wyeksploatowane już bloki elektrowni Siersza i Stalowa Wola (Tauronu), a także Zespołu Elektrowni Dolna Odra (PGE) o łącznej mocy 830 MW.

Umowy na świadczenie tej usługi zawarto do końca 2017 r., z możliwością przedłużenia do 2019 r. To będzie zależało od rezultatów prowadzonych przez PSE analiz, które taką potrzebę wykażą, np. z powodu niezadowalającego tempa budowy nowych jednostek wytwórczych.

– Podejmiemy też działania mające na celu pozyskanie w przyszłości dodatkowego wolumenu mocy w ramach IRZ – poinformowały PSE.

Problem w tym, że w sytuacjach kryzysowych owe jednostki nie zapewnią systemowi stabilności. Po pierwsze dlatego, że czas ich przywoływania do życia liczony jest co najmniej w godzinach. Po drugie – ich sprawność pozostawia wiele do życzenia. Jednostki te trafią do rezerwy, bo ze względu na zaostrzone normy środowiskowe nie mogą być eksploatowane.

– To są elektrownie termalne, więc nie będzie ich można przywołać na cito – potwierdza dr Leszek Juchniewicz, były prezes URE, a dziś doradca prezydenta Pracodawców RP. Ale zaznacza, że istotą tej rezerwy jest to, by nie było potrzeby jej uruchamiania

Opinia

Konrad Świrski | Politechnika Warszawska

Bilans na 2016 r. nie wygląda jeszcze tak źle, bo widać regularną nadwyżkę mocy dyspozycyjnej na poziomie 4 tys. MW.

Wystarczą jednak dwa tygodnie siarczystych mrozów przy bezwietrznej pogodzie zimą lub długotrwały upał bez wiatru latem, by sytuacja diametralnie się zmieniła. Przy takiej pogodzie niebezpieczne jest zwiększające się zapotrzebowanie na energię w szczytach, ale też awarie, których nie da się przewidzieć. W takich sytuacjach bloki odstawione do rezerwy zimnej szybko nie pomogą.Ich uruchomienie do pełnej mocy zajmuje w naszych warunkach 10–12 godzin. Można ten proces przyspieszyć, by nie trwał dłużej niż sześć–osiem godzin, ale wtedy zmniejsza się żywotność instalacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA