fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Śmiałe plany polskich firm fotowoltaicznych

Adobe Stock
Budowa kolejnych linii wytwórczych w swoich zakładach i budowa wspólnej fabryki ogniw może dać nawet 1,7 tys. nowych miejsc pracy.

Do porozumienia, które ma na celu wspólną walkę z azjatycką konkurencją, włączyło się jak dotąd dziesięć polskich firm produkujących różnego rodzaju elementy do instalacji fotowoltaicznych. To m.in. ML System, Bruk-Bet Solar, Hanplast czy JBGPV. Pierwszym owocem tej współpracy jest prezentacja planu rozwoju całej branży w Polsce do 2030 r. Głównym celem jest zwiększenie skali działania, bo tylko w ten sposób możliwe jest obniżenie kosztów i stawienie czoła potentatom z Chin. Stąd plan rozbudowy obecnych fabryk i budowa nowego zakładu produkującego ogniwa słoneczne. Inicjatywy te pochłoną 1,5 mld zł i mogą przynieść 1,5–1,7 tys. np. w regionach pogórniczych.

Czytaj także: Zostać po zielonej stronie mocy

Bezkonkurencyjne ceny

Eksperci przekonują, że Polska ma szansę zwiększyć swój udział w słonecznym biznesie, ale nie będzie to łatwe. Dziś to Chiny są największym rynkiem świata w obszarze fotowoltaiki. Potężna skala działania pozwoliła tamtejszym zakładom oferować bezkonkurencyjne ceny. Do tego dochodzi wysoka jakość produktów. – Często patrzymy na chińskie produkty jako na coś słabszego niż wyroby np. europejskie, ale w przypadku fotowoltaiki jest na odwrót. Polskie firmy muszą więc znacznie zwiększyć produkcję i zrozumieć, że kluczem do sukcesu jest równoczesna sprzedaż urządzeń na rynku krajowym i zagranicznym – podkreśla Mirosław Bieliński, prezes Stilo Energy, firmy montującej instalacje PV na dachach domów.

Ogromny potencjał

W Polsce trwa boom na instalacje słoneczne, który zdaniem ekspertów szybko się nie skończy. Moc zainstalowana w fotowoltaice przekroczyła już 2 GW, czyli podwoiła się w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy. Potencjał wciąż jest jednak ogromny. Branża szacuje, że dzisiaj takich instalacji w gospodarstwach domowych mamy ponad 200 tys., a liczba gospodarstw „z własnym dachem" sięga w Polsce ponad 6 mln. Szacuje się, że taka przydomowa inwestycja zwraca się po 6–8 latach. Im cena energii elektrycznej na rynku jest wyższa, tym szybszy zwrot.

Upowszechnienie się energetyki słonecznej było możliwe dzięki potężnemu spadkowi cen urządzeń. Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) szacuje, że w latach 2010–2018 spadek kosztów wytworzenia prądu w elektrowniach słonecznych sięgnął aż 77 proc. Swoje zrobiły też fundusze unijne i rządowy program „Mój prąd" z budżetem sięgającym 1 mld zł, w ramach którego można pozyskać do 5 tys. zł na przydomową instalację. Do połowy lipca do programu wpłynęło już 100 tys. wniosków, które mogą przynieść w sumie 560 MW mocy. Dla porównania, moc największej polskiej farmy fotowoltaicznej na terenie gminy Czernikowo koło Torunia sięga 3,77 MW.

Eksperci przewidują jednak, że przy tym tempie składania wniosków o dofinansowanie budżet programu wyczerpie się już w tym roku. Ale to nie zatrzyma słonecznej hossy.

– Widzimy ogromny potencjał do dalszego, dynamicznego wzrostu rynku prosumenckiego w Polsce. Zakładamy, że zapoczątkowana przez rządowy program „Mój prąd" hossa na rynku klasycznej fotowoltaiki będzie kontynuowana, biorąc pod uwagę rosnące ceny energii z jednej strony, a wyraźny spadek kosztów technologii i relatywnie szybki zwrot poniesionych nakładów na PV z drugiej – komentuje Dawid Cycoń, prezes ML System.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA