fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Rosnących cen prądu nie da się zatrzymać

Adobe Stock
Notowania uprawnień do emisji CO2 pną się w górę i biją kolejne rekordy, pociągając za sobą wzrost cen prądu. W przyszłym roku za energię możemy płacić o 30–50 proc. więcej – szacują eksperci.

Na Europejskiej Giełdzie Energii (EEX) w Lipsku notowania uprawnień do emisji CO2 znów gwałtownie wzrosły. W minionym tygodniu cena na rynku spotowym przekroczyła 27 euro za tonę CO2, sięgając w piątek rekordowych 27,32 euro. Jeszcze w styczniu stawki sięgały 22–23 euro, a w lutym spadły nawet poniżej 20 euro za tonę. Uprawnienia muszą kupować elektrownie i fabryki, by pokryć własne emisje CO2. To kluczowy element polityki Unii Europejskiej na rzecz walki ze zmianą klimatu.

Analitycy są jednomyślni – za ostatnimi podwyżkami stoją głównie zawirowania wokół wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Konsekwencje już widać w rosnących cenach energii elektrycznej na warszawskiej giełdzie. W dalszej kolejności odczują to wszyscy konsumenci w rachunkach za prąd.

Kilka czynników

– Rynek oczekiwał brexitu, a wraz z nim wyprzedawania brytyjskich uprawnień do emisji CO2. Oddalenie tej wizji skutkuje wzrostem popytu i notowań CO2 – wyjaśnia Paweł Puchalski, analityk Santandera BM. Dodaje, że trudno dziś przewidzieć, jak dalej mogą się kształtować ceny uprawnień. – Wiadomo jednak, że celem UE jest utrzymanie wysokich notowań i ma ona narzędzia do tego, by tę cenę podwyższać – zauważa Puchalski.

Tomasz Bujacz, ekspert Vertis Environmental Finance, wśród kolejnych czynników mających wpływ na ceny CO2 wymienia też m.in. przypadający na koniec kwietnia termin uzupełnienia ewentualnych braków w ilości uprawnień z 2018 r. – Są instalacje w Europie, które nie pokryły jeszcze w pełni deficytów roku poprzedniego i są teraz aktywne. Wiele firm także na bieżąco zabezpiecza emisję z roku 2019 – wyjaśnia Bujacz. W jego opinii popyt może dalej rosnąć, bo z roku na roku firmy otrzymywać będą coraz mniej darmowych uprawnień.

Analitycy Societe Generale do tej listy dodają jeszcze rosnące w ostatnim czasie ceny gazu, surowca, który jest alternatywnym dla węgla paliwem do produkcji energii elektrycznej.

Efekty już widać

Rosnące koszty zakupu CO2 przekładają się na wzrost cen energii elektrycznej. Zwłaszcza w Polsce, gdzie około 80 proc. prądu produkuje się z węgla. W piątek na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie cena 1 megawatogodziny (MWh) energii elektrycznej z dostawą na przyszły rok kosztowała 268,23 zł. To o 4 proc. więcej niż na początku tego miesiąca i aż o 32 proc. więcej niż przed rokiem.

– Przy braku ingerencji państwa ceny prądu dla konsumentów w przyszłym roku musiałyby być istotnie wyższe niż obecnie – zapewnia Puchalski.

Pytani przez nas eksperci szacują, że gospodarstwa domowe za energię mogą płacić w przyszłym roku nawet o 30–50 proc. więcej niż obecnie.

Dalszy rajd w górę uprawnień do emisji CO2 to także niekorzystny scenariusz dla firm energetycznych, bo ceny energii nie rosną tak szybko jak ich koszty. – W efekcie widać ryzyko dla poziomu zysków krajowej energetyki opartej na węglu brunatnym i kamiennym – podkreśla Puchalski. Na to samo wskazuje Bartłomiej Kubicki z Societe Generale: – Cena CO2 jest odzwierciedlona w cenie energii elektrycznej w Polsce, jednakże krajowe firmy energetyczne z roku na rok mają coraz mniej darmowych uprawnień do emisji i muszą je kupować na rynku, w związku z czym ich wyniki na tym ucierpią.

Ręczne sterowanie

Mocny rajd w górę notowania CO2 rozpoczęły już w drugiej połowie 2018 r. Wówczas przebiły barierę 25 euro za tonę, podczas gdy jeszcze na początku minionego roku oscylowały wokół 8 euro. Spowodowało to gwałtowny wzrost cen energii na polskiej giełdzie. W 2018 r. Polska miała najwyższe ceny hurtowe prądu spośród krajów ościennych. Jak podaje Polska Grupa Energetyczna, średnia cena 1 MWh energii w naszym kraju była wyższa o 25–32 zł w porównaniu ze Szwecją, Czechami i Niemcami. Miało to wpływ na istotny wzrost importu energii do Polski z sąsiednich krajów.

Ceny hurtowe przekładają się w dalszej kolejności na stawki, jakie płacą odbiorcy końcowi: gospodarstwa domowe, firmy czy samorządy. Dlatego do silnych podwyżek cen prądu miało dojść już w tym roku, ale ostatecznie zastały one zablokowane przez ustawę zamrażającą stawki na poziomie z 2018 r. W zamian sprzedawcy prądu mają dostać od państwa rekompensaty. Rozporządzenia w tym zakresie wciąż jednak nie ma, a w rządzie trwa spór na temat kształtu tych przepisów. W praktyce więc, o ile klienci indywidualni utrzymali ceny z ubiegłego roku, o tyle firmy czy samorządy wciąż czekają na renegocjacje umów na dostawy energii na ten rok. Te podpisane w drugiej połowie 2018 r. uwzględniają podwyżki rzędu 40–70 proc.

Sprzedawcy prądu wstrzymują się ze zmianą umów do czasu wydania przez ministra energii wspomnianego rozporządzenia, bo na podstawie tych przepisów będą mogli oszacować faktyczny poziom rekompensat, jakie otrzymają. Na razie pojawił się tylko projekt, który wywołał ostrą krytykę nie tylko ze strony przedstawicieli branży energetycznej, ale też w samym rządzie.

Krytyczne uwagi zgłosił resort przedsiębiorczości. Alarmuje, że jeśli proponowane przepisy wejdą w życie, to nie wszyscy sprzedawcy prądu dostaną wystarczający zwrot utraconych przychodów i grozi im fala upadłości. Firmy energetyczne już zapowiadają, że jeśli na zamrożeniu cen stracą, będą domagać się odszkodowań od państwa w sądach.

Bartłomiej Kubicki analityk Société Générale

Rosnące koszty zakupu CO2 przełożą się na wzrost cen energii elektrycznej, co na polskiej giełdzie już jest widoczne. Od początku kwietnia hurtowa cena prądu wzrosła o ponad 10 zł za MWh. W takiej sytuacji, jeśli dojdzie do odmrożenia cen energii, to w przyszłym roku z pewnością konsumenci będą musieli przygotować się na silny wzrost cen prądu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA