Ustawa o odnawialnych źródłach energii doczekała się już 6 nowelizacji.

- Nie mamy odnawialnej energetyki, ale mamy odnawialną ustawę – zażartował Wiśniewski.

Ceny uprawnień do emisji CO2 cały czas są wysokie. W zeszłym roku wzrosły ponad 100 proc., przez co ceny energii są wysokie.

- Sektor energetyczny ma świadomość tych zjawisk. Interesy krótkoterminowe powodują, że ustawy dotyczące OZE przeprowadzamy z dużym opóźnieniem. Wydaje się nam, że jak później to wprowadzimy to zaoszczędzimy i będziemy żyć z renty zacofania – mówił gość.

- Przy cenach energii mamy do czynienia z zaklinaniem rzeczywistości. Wszyscy mieli pełną świadomość, że ceny energii będą rosły i właśnie dlatego trzeba wcześniej inwestować w OZE i efektywność energetyczną. Chodzi o to, żeby nie było sytuacji, kiedy rośnie gwałtownie zapotrzebowanie na energię a jednocześnie po pas wchodzimy w drogie technologie węglowe – dodał.

Gość wyjaśnił, że sytuacja z cenami energii tworzy nisze rynkowe dla małych i średnich przedsiębiorstw. Okazuje się, że inwestycje w OZE rzędu kilkuset kW, może nawet 1MW, zaczynają się opłacać jeżeli przyjmiemy realne założenia wzrostu cen energii.

Wiśniewski podkreślił, że ze spirali chaosu wywołanego ustawą o cenach energii sektor energetyczny szybko nie wyjdzie.

- Ingerencja w rynek zachwiała pewność inwestorów do nieuchronności wzrostu cen energii. Tańsza energia już była, ale koszty się kumulują i w systemie UE wystrzelą w 2020 r. Wystrzelą ze zdwojoną mocą, nie da się ich ukryć i przerzucić na podatnika. Sektor energetyczny będzie musiał wziąć te koszty na siebie. Rozwiązaniem pewnie będzie kupowanie tańszej energii na rynkach europejskich, zwłaszcza z OZE – mówił.

Jeśli nie spełnimy celów OZE do 2020 r. (15 proc.) będziemy musieli za to zapłacić. W dokumencie wysłanym do Brukseli zapisano, że nie damy rady tego zrobić.

- To oznacza, że informacje są mętne i uniemożliwiają działania inwestorom. Już w 2015 r. zwróciłem uwagę, że będą kłopoty z wypełnieniem zobowiązań. Zamiast poprawić regulacje i stwarzać dogodniejsze warunki dla inwestycji, zablokowaliśmy możliwość rozwoju OZE na kilka lat. W listopadzie 2018 r. NIK potwierdziła, że będziemy mieli kłopot. Do tego czasu Ministerstwo Energii utrzymywało, że zrealizujemy wspomniane cele. W styczniu był już raport, że nie zrealizujemy. Jest gdybanie, że jeżeli teraz będziemy organizowali aukcje (energia będzie wyprodukowana po 2020 r.) to może się nam upiecze. Jest to bardzo ryzykowne podejście do problemu - tłumaczył Wiśniewski.

Podkreślił, że niespełnienie celu to nie tylko ryzyko kary dziennej nałożonej przez KE.

- Nowa dyrektywa mówi, że kraj członkowski musi do 2022 r. wypełnić brakujący fragment celu 2020 i dodatkowo 18 proc. celu na 2030 r. To będzie powiązane z finansowaniem. Trzeba jak najszybciej uruchomić inwestycje o krótkich cyklach inwestycyjnych, głównie prosumenckie – ocenił.

- Wygląda na to, że osiągniemy ledwie 12 proc. celu. Zabraknie nam ok. 25 TWh energii. Jeżeli byśmy chcieli dokonać transferu tej energii z innego kraju musimy w tym roku do projektu ustawy budżetowej na przyszły rok dopisać 5-10 mld zł – wyliczył Wiśniewski.