fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Ostrożny optymizm w poznańskim zoo. Gogh zdrowieje

Facebook/Zoo Poznań Official Site
Po przeprowadzonej w trybie pilnym operacji przewodu pokarmowego Gogh, jeden z tygrysów uratowanych z polsko-białoruskiej granicy, powoli wraca do zdrowia. Opiekunowie zastrzegają, że zwierzę jest bardzo słabe i wyniszczone, ale "jest nadzieja".

W nocy z wtorku na środę tygrys Gogh przeszedł pilną operację udrożniającą przewód pokarmowy.

Tuż po operacji dyrektor Ewa Zgrabczyńska napisała w komunikacie, że szanse tygrysa są minimalne, bo jego organizm jest straszliwie wyniszczony.

Kilkanaście godzin po operacji tygrys zjadł jednak pierwszy posiłek - mięso zmiksowane z wodą, by nie przeciążać układu pokarmowego, i wstał.

Opiekunowie siedmiu tygrysów są bardzo ostrożni w rokowaniach co do stanu zdrowia Gogha.

Wiadomo już, że dwa najsłabsze tygrysy, Gogh i Kan, zostaną w Poznaniu.

Pozostałe koty wkrótce wyruszą do Hiszpanii, gdzie ich miejscem docelowym będzie azyl prowadzony przez holenderskie stowarzyszenie AAP Adwokaci Zwierząt.

Dziś do Poznania przyjechała grupa młodzieży ze Szkoły Podstawowej nr 2 Murowanej Goślinie, przywożąc paszporty dla tygrysów, by mogły opuścić zoo.

"W najbardziej niespodziewanym momencie , kiedy urzędnicy znowu utrudniają, jak w przypadku poprzedniej interwencji, i rzucają kłody pod łapy zwierząt, z odsieczą przyjeżdża wsparcie - tym razem młodzież ze Szkoły Podstawowej nr 2 Murowanej Goślinie, przywożąc paszporty dla tygrysów, by mogły wyjechać do Hiszpanii. Może część dorosłych, która nie pojmuje, że stosowanie przepisów nie oznacza ich łamania, weźmie przykład z tej młodzieży, która powaliła nas dzisiaj siłą swoich emocji, dobra i umiłowania zwierząt" - napisali pracownicy poznańskiej placówki na Facebooku.

Problemem jest bowiem nałożenie na zoo przez  Powiatowego Lekarza Weterynarii kwarantanny na wszystkie miejsca w ogrodzie, gdzie przebywają tygrysy. A to oznacza, że zwierzęta przez 30 dni nie mogą opuścić placówki.

Po rozmowach lekarz zdecydował, że mimo to tygrysy mogą wyjechać. Wtedy jednak AAP zażądało od prokuratora prowadzącego sprawę niehumanitarnego przewozu tygrysów oraz od wójta Terespola, gdzie były przetrzymywane przed przyjazdem do Poznania - zapewnienia gwarancji prawnych. Żadna z instytucji takiej gwarancji wydać nie chce, bo oznacza, że musiałyby wziąć na siebie koszty utrzymania tygrysów na czas postępowania.

Dziesięć tygrysów jechało spod Rzymu do Dagestanu - teoretycznie do ogrodu zoologicznego lub cyrku, ale warunki, w jakich były transportowane sugerowały raczej, że są przeznaczone do produkcji wyrobów chińskiej medycyny ludowej.

Ciężarówka wioząca tygrysy została zatrzymana na przejściu granicznym w Koroszczynie przez białoruskich pograniczników - zwierzęta nie miały odpowiednich dokumentów. Transport zawrócono do Polski.

Lekarz weterynarii, który zajął się kotami, stwierdził, że warunki ich przewozu są karygodne, zwierzęta nie miały dostępu do wody pitnej, leżały we własnych odchodach w małych klatkach.

O sytuacji zawiadomiono polskie ogrody zoologiczne. Na miejsce przyjechali specjaliści z Poznania. Stwierdzili śmierć jednego z tygrysów i fatalny stan pozostałych.

Siedem tygrysów trafiło do Poznania, dwa - do zoo w Człuchowie.

Źródło: Poznańskie ZOO
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA