fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Wpis na Facebooku dowodem na oszustwo studentki

123RF
Studentka napisała pracę egzaminacyjną za koleżankę – i pożegnała się z uczelnią.

Zaszkodził jej m.in. wpis na Facebooku, zawierający ustalenia między obiema studentkami. Senackie komisje dyscyplinarne wyższej szkoły w Krakowie uznały, że chodziło o transakcję finansową.

Monika Ł. (dane zmienione) napisała własną pracę egzaminacyjną ocenioną na 4+. Następnie przystąpiła w drugim terminie do egzaminu z tego samego przedmiotu, podając się za studentkę Paulinę S. (dane zmienione) i podpisując arkusz egzaminacyjny jej imieniem i nazwiskiem. Tym razem praca wypadła na 3+. Do oszustwa doszło, mimo że w przeddzień egzaminu dotarł do prodziekana swoisty donos: zawiadomienie e-mailowe, że w następnym dniu może przyjść na egzamin inna osoba niż ta, która ma go zdawać. Do e-maila dołączono kopię wpisu na forum portalu społecznościowego Facebook. Zawierał m.in. informacje o ocenie Moniki Ł. z egzaminu, o warunkach pisania prac i ilości osób, które mają przystąpić do egzaminu.

Wpis internetowy dokumentował zamiar zdawania egzaminu za inną osobę

Senacka komisja dyscyplinarna ds. studentów uznała, że wpis na Facebooku dokumentuje przygotowania do oszustwa. Przypomniała, że w 2014 r. Monika Ł. została uznana za winną podrobienia podpisów dwóch profesorów w indeksie oraz w karcie okresowych osiągnięć studenta. Wymierzono jej wtedy naganę z ostrzeżeniem, a kara nie została dotychczas zatarta. W trakcie postępowania dyscyplinarnego Monika Ł. przyznała się zresztą do napisania pracy za koleżankę, która według jej wyjaśnień znalazła się w trudnej sytuacji i nie mogła się stawić na egzamin.

Odwoławcza komisja dyscyplinarna stwierdziła, że wina studentki nie budzi wątpliwości. Wydruk z Facebooka uznała za wiarygodny, dokumentujący zamiar i przygotowania do zdawania egzaminu za inną osobę. Kara dyscyplinarna wydalenia z uczelni jest więc adekwatna do czynu i skali naruszenia przepisów obowiązujących na uczeni.

Decyzję o wydaleniu Monika Ł. zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Jej zdaniem sankcja jest za surowa, nie wzięto pod uwagę żadnych okoliczności łagodzących. Nie jest też, twierdziła, autorką wpisu na Facebooku; ktoś celowo podszył się pod nią. Nigdy nie powołano spośród studentów świadków, którzy potwierdziliby istnienie tego wpisu. Nie zareagowały również władze uczelni, które otrzymały donos ze wspomnianym wpisem dzień przed egzaminem.

Podczas rozprawy pełnomocnik studentki zarzucił, że orzeczenia o wydaleniu z uczelni nie ogłoszono na jawnej rozprawie. A przewodnicząca komisji dyscyplinarnej wypowiadała się w sprawie wpisu na Facebooku. Błędnie też ustalono, że motywem działania studentki było uzyskanie korzyści majątkowych.

W ocenie WSA już same teksty obydwu prac egzaminacyjnych, napisane własnoręcznie przez skarżącą, nie budzą wątpliwości co do jej winy – do czego zresztą sama się przyznała. Nie ma więc specjalnego znaczenia, czy Monika Ł. osobiście dokonywała z Pauliną S. uzgodnień dotyczących pisania pracy egzaminacyjnej, czy też uczynił to ktoś inny – stwierdził sąd, oddalając skargę.

sygn. akt III SA/Kr 1209/15

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA