fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Ukraina: Skandal szpiegowski i iskandery

Aleksander Łukaszenko wielokrotnie zapewniał Petra Poroszenkę, że jest przyjacielem Ukrainy.
NurPhoto
Ukraińskiego dziennikarza oskarżono o szpiegostwo na Białorusi. W Kijowie mówią, że to prowokacja Rosji.

Dziennikarz Ukraińskiego Radia Paweł Szarojka został zatrzymany przez funkcjonariuszy Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) w Mińsku jeszcze 15 listopada. W niedzielę białoruskie media rządowe poinformowały, że Ukrainiec jest „pułkownikiem wywiadu wojskowego" i na zlecenie Kijowa miał zbierać informacje m.in. dotyczące rosyjskich obiektów wojskowych na Białorusi. Rzecznik KGB mówił o rozbiciu ukraińskiej siatki szpiegowskiej, do której „należało co najmniej 16 osób". Oficjalnie władze w Mińsku potwierdziły areszt jeszcze jednej osoby, Białorusina, który miał pracować „na zlecenie ukraińskich służb".

W Kijowie twierdzą, że tuż przed zatrzymaniem dziennikarzowi podsunięto dokument, który miałby świadczyć o rzekomych planach rozmieszczenia na Białorusi rosyjskich baz rakietowych.

Koniec przyjaźni

Dokument, który jakoby miał pochodzić z białoruskiego resortu obrony i stał się przyczyną aresztowania Szarojki, opublikowała znana ukraińska grupa Opór Informacyjny. Z jego treści wynika, że w miejscowości Tsel (90 km na południe od Mińska) w 2018 roku miałaby się pojawić baza rosyjskich wojsk rakietowych.

– Prawdopodobnie doszło do prowokacji rosyjskich służb, działających poprzez białoruskie KGB. Celem jest skłócenie Białorusi i Ukrainy – mówi „Rzeczpospolitej" Dmytro Tymczuk, szef Centrum Oporu Informacyjnego i deputowany Rady Najwyższej Ukrainy. – Nasi analitycy doszli do wniosku, że to nie jest prawdziwy dokument. Wiemy, że przed aresztem ukraiński dziennikarz spotykał się z dziennikarzem rosyjskiej stacji propagandowej NTW, który przekazał mu te rzekomo tajne informacje. Niepokoi nas jednak to, że nie sprostowały jej białoruskie władze – dodaje. Nie wyjaśnia jednak, w jaki sposób jego organizacja dotarła do tych dokumentów.

Tak czy inaczej relacje pomiędzy Mińskiem a Kijowem w ostatnim czasie znacząco się ochłodziły. Po zatrzymaniu dziennikarza Białoruś ogłosiła personą non grata doradcę ambasady Ukrainy Ihora Skworcowa, którego również oskarżono o szpiegostwo. Swoją drogą z ukraińskiej stolicy został wyproszony pracownik białoruskiej ambasady.

Wicepremier Ukrainy Wiaczesław Kirilenko skrytykował władze w Mińsku, które dotychczas występowały w roli pośrednika w ukraińsko-rosyjskim konflikcie. – Ile są warte słowa Łukaszenki o przyjaźni z narodem ukraińskim – mówił. Przypomniał, że już kilku Ukraińców zostało ostatnio aresztowanych na Białorusi. Wśród nich 19-letni ukraiński student Pawło Gryb, który zaginął na Białorusi 24 sierpnia, a kilka tygodni później wylądował w rosyjskim więzieniu. Obecnie jest oskarżany o terroryzm.

Drugi Kaliningrad

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko wielokrotnie zapewniał, że nie dopuści do rozmieszczenia na swoim terytorium „obcych baz wojskowych". Jeszcze w 2015 roku Moskwa forsowała podpisanie z Mińskiem porozumienia dotyczącego utworzenia na Białorusi bazy rosyjskich sił powietrznych. Łukaszenko pomysł ten zablokował i oświadczył, że „nie ma takiej potrzeby".

Temat rosyjskiej obecności militarnej na Białorusi powrócił po wrześniowych manewrach Zapad 2017, gdy zachodni i ukraińscy analitycy obawiali się, że część rosyjskich żołnierzy może pozostać na Białorusi. Po ćwiczeniach wszyscy się wycofali, a białoruski przywódca uspokajał Ukraińców, że z „białoruskiej strony zagrożenia dla Ukrainy nie będzie".

– Nie pojadę do Kijowa czołgiem, najwyżej traktorem – mówił Łukaszenko.

Obecnie na Białorusi znajdują się jedynie dwa rosyjskie obiekty wojskowe, które w żadnym z dokumentów nie są określane jako bazy wojskowe. Chodzi o radiolokacyjną stację Wołga w okolicy miejscowości Hancewicze (obwód brzeski). W swoim zasięgu ma Atlantyk i służy do śledzenia „wrogich rakiet balistycznych". Stacja ta jako pierwsza ma przekazać informacje do Moskwy w przypadku zagrożenia nuklearnego. Drugim rosyjskim obiektem jest utworzony jeszcze w latach 60. w Wilejce (obwód miński) punkt łączności z rosyjskimi okrętami podwodnymi.

– Moskwa byłaby jak najbardziej zainteresowana rozmieszczeniem na terenie Białorusi swojej bazy rakietowej. Kaliningradu nie wystarcza, a stąd ich rakiety miałyby w swoim zasięgu większą część terytorium Polski – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Alesin, znany białoruski analityk wojskowy. – Ale Mińsk na to się nie zgodzi. Oznaczałoby to koniec ocieplenia relacji z Zachodem i ogromne straty gospodarcze. Łukaszenko nie chce dzielić się władzą z Kremlem, chce być prezydentem niewielkiego, ale własnego państwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA