fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Sąd Najwyższy: odpowiedzialność administratora strony za wpisy na Facebooku

Fotorzepa, Radek Pasterski
Administrator strony na portalu społecznościowym nie odpowiada automatycznie za obraźliwe wpisy.

Sąd Najwyższy wydał wyrok ważny dla osób prowadzących strony na Facebooku. Dotyczy on odpowiedzialności za umieszczane tam wypowiedzi. SN uznał, że założenie strony nie oznacza automatycznej odpowiedzialności. Jeśli założyciel jest usługodawcą hostingowym, to podlega rygorom ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Jeśli nie, trzeba mu wykazać indywidualnie bezprawne działanie.

Na FB o gminie

Sprawa, którą zajmował się SN, dotyczyła wielu obraźliwych, co jest już przesądzone, wpisów na stronie Płochocin Facebook o burmistrzu O., podwarszawskiego miasteczka. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał pozwanemu Dariuszowi M., założycielowi strony i jej administratorowi, zamieszczenie na niej przeprosin za kilka nieprawdziwych stwierdzeń, m.in. że w urzędzie gminy panuje ogromny nepotyzm i niekompetencja, że zatrudniani są urzędnicy po znajomości niemający elementarnej wiedzy o procedurach samorządowych, że gminą rządzą ludzie „z tzw. kliki K., którzy są umiejscowieni w różnych przestępczych stowarzyszeniach związanych z samorządem".

Kto odpowiada

Najistotniejsza w sporze okazała się kwestia, kto może być w takiej sprawie pozwanym (tzw. legitymacja bierna). Dariusz M. twierdził, że zarejestrowany w USA Facebook, który wpisy na tym portalu tolerował, ewentualnie nieznani z imienia i nazwiska autorzy wpisów.

SO, a następnie SA były innego zdania. Uznały, że będąc z zawodu informatykiem oraz administratorem strony, miał wpływ na jej działalność i zamieszczane na niej teksty. W istocie jest więc przynajmniej współautorem tych materiałów. Tym bardziej że przyznał, że zamieszczane na tej stronie zdjęcia, w tym burmistrza, są jego autorstwa. Wzbogacał też teksty, zawartość strony własnymi informacjami o działalności władz gminy, choćby jako obserwator sesji rady gminy.

W obronie Dariusza M. skargę kasacyjną złożył rzecznik praw obywatelskich. Występująca w jego imieniu przed SN Magdalena Olczyk wskazywała, że niższe instancje poszły na skróty.

– Wspomniały o ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale są duże wątpliwości, czy Dariusza M., który nie jest przedsiębiorcą, można zakwalifikować jako usługodawcę hostingowego. Z kolei jako zwykła osoba – bloger, nie może odpowiadać za to, że wzbogacał wpisy własnymi informacjami czy zdjęciami, o które nie ma sporu.

Sąd Najwyższy przyznał jej rację i zwrócił sprawę SA do ponownego rozpoznania.

– Założenie bloga, strony WWW nie oznacza automatycznie odpowiedzialności za umieszczane na nich treści, tak samo umieszczenie zdjęć czy dodatkowej informacji – wskazał w uzasadnieniu sędzia SN Grzegorz Misiurek. – Wymaga też zbadania, czy można pozwanego zakwalifikować jako usługodawcę hostingowego. Wtedy są inne zasady zwolnienia się z odpowiedzialności.

Zgodnie z art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną portal (usługodawca hostingowy) nie musi sprawdzać wpisów. Ma obowiązek reagować dopiero po otrzymaniu wiadomości o niedopuszczalnym wpisie albo gdy sam go zauważy. ©?

Podobna kwestia pojawiła się przed kilkoma dniami w sprawie przeprosin dla Romana Giertycha za hejt na portalu fakt.pl. SN przesądził, że w razie sporu to administrator strony internetowej ma dowieść, że nie wiedział o bezprawnych wpisach, a jeśli wiedział – ponosi odpowiedzialność. Tam nie było wątpliwości, że fakt.pl jest usługodawcą hostingowym.

Sygn. akt ICSK 511/16

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Paweł Litwiński, ?adwokat specjalizujący się w prawie mediów

W tego rodzaju sprawach kluczowe znaczenie ma prawidłowa kwalifikacja prawna roli portalu Facebook oraz osoby prowadzącej stronę na tym portalu z punktu widzenia definicji hostingu. Pierwotnym hostingodawcą jest Facebook – to on udostępnia zasoby do założenia strony i umieszczania na niej komentarzy przez inne osoby. Ale osoba prowadząca stronę także udostępnia zasoby tej strony, np. w celu komentowania wpisów. Nie musi być przy tym właścicielem systemu, w którym strona działa. Wystarczy, że sprawuje nad nim władztwo. Wydaje się więc, że nie ma przeszkód, by uznać osobę prowadzącą stronę na portalu Facebook za hostingodawcę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA