fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Prof. Miłosz Parczewski: Wydłuża się czas do szczytu epidemii

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Krzywa zachorowań się wypłaszcza, ale przez to szczyt epidemii będzie później – mówi prof. Miłosz Parczewski, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych, Tropikalnych i Nabytych Niedoborów Immunologicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Trzy tygodnie społecznej izolacji mamy za sobą. Tymczasem premier w Sejmie zmroził nas wszystkich informacją, że szczyt zachorowań w Polsce ma być w maju czy w czerwcu. Dlaczego, skoro ograniczyliśmy znacznie kontakty?

To co zawdzięczamy metodzie dystansu społecznego, która została wprowadzona nie oznacza, że epidemia się szybciej wygasi. Bo choć wypłaszcza krzywą wzrostu, o co nam przecież chodziło to może też wydłużać czas do tego szczytu.

Co więc zyskujemy, skoro nie zatrzymaliśmy epidemii?

Pozwala to nam na lepsze przygotowanie służby zdrowia a tym samym zmniejszenie śmiertelności, ale też bardzo wydłuża czas drogi do szczytu epidemii.

Czy taki model „zarządzania” tą epidemią jaki przyjęła Polska jest dobry?

Tak, to jedyna słuszna droga, która jest modelem...hm. Sprawiedliwym to złe słowo. Ale po prostu w porządku wobec wszystkich ludzi niezależnie od wieku. Proszę popatrzeć na model amerykański, gdzie wszystko idzie na żywioł i praktycznie nie wprowadza się ograniczeń, gdzie system zdrowia w bardzo szybki sposób się przeładowuje i że ludzie, głównie starsi umierają. Więc jest to skazanie części populacji na nieprzeżycie. Jeśli krzywa zachorowań jest wypłaszczona to szanse tych ludzi się zwiększają.

Czyli nasza izolacja ma sens, ale nie możemy oczekiwać szybkich efektów?

I nigdy nie mogliśmy się tego spodziewać.

Kiedy rozmawialiśmy dwa tygodnie temu, powiedział pan, że za dwa tygodnie zobaczymy pierwsze efekty tej izolacji. Liczyłam na pozytywne informacje.

I widzimy. Procentowy przyrost liczby przypadków w ostatnich dniach jest w okolicy 10 proc. A na początku mieliśmy ponad 20 proc. a w krajach, które obostrzenia wprowadziły później - to było 25 a nawet 30 proc. Więc różnica jest bardzo duża bo mielibyśmy dziś może nawet kilkanaście tysięcy przypadków zakażonych a tak ten przyrost jest mniejszy. Trzeba tylko pamiętać, że dopiero teraz wchodzimy w statystykę tych większych liczb. Że te 10 proc. od tych 4 tys. jakie mamy dziś w Polsce to będzie konkretna liczba przypadków, codziennie i to jest zupełnie inna sytuacja techniczna. Liczba przypadków będzie rosła.

Mówił pan, że na początku epidemii przypominamy raczej model niemiecki a nie włoski, choć jesteśmy spóźnieni o ok. 2 tygodnie. W Niemczech jest obecnie 100 tys. zakażonych, ale tam robi się ok. 100 tys. tekstów dziennie. W Polsce 85 tys. testów wykonano w ogóle. To dość przerażająca perspektywa. Nadal przypominamy Niemców?

Tak, nadal uważam, że będziemy jak Niemcy. Bo proszę popatrzeć nie na liczbę zakażonych wykrytych, ale śmiertelność. Chodzi o procent osób. które umarły, w stosunku do liczby zakażonych. U nas jest to 2-2,3 proc., we Włoszech - ponad 5, w Niemczech - 1,5 proc. A jesteśmy opóźnieni w stosunku do Niemiec o jakieś 2, 3 tygodnie.

Czyli musimy się przygotować na kilkadziesiąt tysięcy zakażonych?

Nie umiem powiedzieć, kiedy będzie górka, ale czy będzie to kilkadziesiąt tysięcy czy kilkaset tysięcy to jest to niemożliwe do oszacowania.

Czy coraz więcej wiemy już o koronawirusie dzięki leczeniu swoich, „polskich” przypadków? 

Troszkę więcej wiemy. Np jak się kształtuje wiremia, czego się spodziewać w diagnostyce radiologicznej, jak działają terapie eksperymentalne, które zaczynamy stosować, co nas cieszy z przyzwoitym skutkiem.

Jakie to terapie?

Stosujemy chlorochinę i hydroksychlorochinę a także kilka innych - generalnie te wszystkie rzeczy, które są bardzo nowoczesne.

Wszystkie leki są w Polsce dostępne?

Jeden lek jeszcze nie jest dostępny - to remdesiwir, ale pracujemy nad tym by ta dostępność była.

Czy nowoczesne terapie są dla wszystkich pacjentów?

To zależy od wskazań klinicznych, to nie tak, że każdy dostaje leczenie w ciemno.

Czego brakuje polskim lekarzom leczących chorych na COVID-19?

To prawda, że najbardziej nam brakuje środków ochrony, cały czas są starania by były one jak najlepsze. Walczymy o polepszenie szybkości diagnostyki laboratoryjnej, jej dostępności i jakości. A gdybym miał wymienić trzecią rzecz to apelowałbym o spokój, wyrozumiałość i cierpliwość pacjentów, którzy do nas trafiają.

 

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA