fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Debaty ekonomiczne

Na hotele jest duży popyt, ale zarządzać nimi to wielka sztuka

Uczestnicy debaty: od lewej Dariusz Futoma, Managing Partner, Horwath HTL, Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels, Adam Pilczuk, dyrektor ds. strategii i rozwoju Polskiego Holdingu Hotelowego, po prawej Władysław Grochowski, prezes zarządu Arche, Janusz Mitulski, Senior Director Development CEE & Ukraine w Marriott International
Fotorzepa, Robert Gardziński
Hotelarstwo w Polsce w długiej perspektywie ma świetlaną przyszłość, bo w porównaniu z zachodnią Europą miejsc noclegowych jest zdecydowanie za mało. Hotele spełniają przy tym coraz więcej funkcji i pojawiają się nowe formaty.

Takie wnioski płyną z debaty „Rynek hotelowy w Polsce" zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą".

Władysław Grochowski, prezes zarządu Arche, uważa, że w hotelarstwie nie będzie kryzysu. Tłumaczy to faktem, że rynek turystyczny Polski to tylko 0,5 proc. rynku europejskiego, a ludności mamy aż 5 proc. – Nie widzę innej możliwości, tylko duży rozwój. Mamy zaległości. Ciągle czekamy na odkrycie. Trochę ludzi do nas przyjeżdża, ale jeszcze wielu nie zna Polski – mówił Grochowski.

Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels, przyznał, że taka luka rozwojowa istnieje, ale już w statystykach widać spowolnienie. – Na najmocniejszych rynkach turystycznych w Polsce już widać spadki w hotelarstwie. Rynek wydaje się bardzo rozgrzany. Na razie stabilizują się ceny i obłożenia, a koszty rosną – stwierdził.

Pracownik potrzebny od zaraz

Dariusz Futoma, Managing Partner, Horwath HTL, dodał, że hotelarze cierpią z punktu widzenia zyskowności hotelu. – Z punktu widzenia kosztów jest dramat. Najtrudniej będzie z pracownikami, w Polsce potrzeba przynajmniej 3 mln ludzi do pracy. W przypadku hoteli problem jest jeszcze ostrzejszy – ocenił.

To generuje presję na wynagrodzenia. Polskie hotele będą musiały wyrównać do zachodnich poziomów. Jednak pracowników na rynku nie ma. – Jedyna możliwość to skorzystanie z pracowników z Filipin, Bangladeszu i Indii – zaznaczył Grochowski. Dodał, że problemem jest administracja, bo załatwianie procedur związanych z zatrudnieniem pracownika trwa miesiącami.

Gdy w Polsce dojdzie do spowolnienia gospodarczego to ludzie nadal będą jeździć na wakacje, ale już nie do hoteli z 4–5 gwiazdkami.

– Do tej pory turyści wywozili dużo pieniędzy z Polski. Trzeba to zmienić, żeby do nas je przywozili – apelował Grochowski. – Naszym atutem jest to, że jesteśmy tańsi, a mamy wiele ciekawych obiektów hotelowych na najwyższym światowym poziomie.

Kryzysowy barometr

Goście zgodzili się, że nikt nie jest w stanie ocenić, kiedy przyjdzie kryzys w hotelarstwie. – Hotelarstwo jest związane z ogólną sytuacją w gospodarce. Tak jak funkcjonuje gospodarka, tak działa nasza branża – mówił Janusz Mitulski, Senior Director Development CEE & Ukraine w Marriott International. Tłumaczył, że widać duże zainteresowanie 3–4-gwiazdkowymi hotelami w ich portfolio. Są to hotele z segmentu select service, gdzie ilość personelu jest zdecydowanie mniejsza niż w hotelach typu full service. Inwestorzy podchodzą rozsądnie do tych inwestycji, element emocji jest filtrowany przez doradców i samych inwestorów.

Adam Pilczuk, dyrektor ds. strategii i rozwoju Polskiego Holdingu Hotelowego, podkreśla, że branża hotelowa jest dobrym barometrem na zbliżające się kryzysy, ponieważ pracuje dla różnych sektorów. Widać to przy rezerwacjach korporacyjnych, jak również przy organizacjach wydarzeń MICE. – Miejmy na uwadze nowe inwestycje, które się otworzą w całej Polsce. To nie musi być kryzys gospodarczy, żeby spadły wskaźniki w hotelach – mówił. Zawsze patrzymy na otoczenie wokół naszego hotelu, na powstające nowe hotele, które często działają pod międzynarodowym brandem, oraz hotele niezależne. Patrzymy na to, jakie będą chciały osiągać parametry w odniesieniu do oczekiwanej stopy zwrotu. Musimy pamiętać o tym, że nowy hotel w okolicy to również efekt świeżości i goście często wybierają to miejsce, kierując się chęcią sprawdzenia, jak dany hotel wygląda i jak funkcjonuje.

Nowa podaż zmienia rynek. Jeden hotel może spokojnie 10 lat funkcjonować. Niektóre muszą dużo wcześniej się modernizować ze względu na konkurencję. – Największe wyzwania są na najciekawszych rynkach, czyli Gdańsku, Warszawie czy Kołobrzegu – ocenił Wróblewski.

Futoma podkreślił, że hotelarze sami nie przywiozą turystów, bo nie są w stanie. – Hotelarze są gotowi na każdą liczbę klientów, którą biura podróży przywiozą. LOT stwarza takie możliwości. Powinien dużo dobrego zrobić w kontekście otwarcia nowych kierunków i kreowania nowego popytu – mówił.

Według Grochowskiego spowolnienia czy kryzysy są potrzebne hotelarzom w rozwoju, bo to jest twórcze. – Hotel może być też miejscem, które będzie spełniać wiele funkcji, np. publicznych czy kulturalnych. W nowych projektach uwzględniamy duże wspólne przestrzenie, które można swobodnie aranżować. Mocno będziemy szli też w gastronomię – zdradził. Goście zgodzili się, że hotele mają funkcję miastotwórczą. W małych miejscowościach to miejsca spotkań, także dla mieszkańców.

Turyści nakręcą hotele

Adam Pilczuk potwierdza, że coraz bardziej widoczne jest, jak Polska jest promowana na rynkach zagranicznych i niewątpliwie ruch turystyczny ma istotny wpływ na frekwencję w polskich hotelach. – Istotne jest, by turystyka napędzała hotele. Biznes silnie działa w miastach od wtorku do czwartku. Można to doskonale uzupełnić tematami związanymi z turystyką przyjazdową, medyczną, wypoczynkową czy zwiedzaniem. Polska ma swoje atrakcje turystyczne od wybrzeża do gór.

Grochowski zauważył, że wzrost turystów zagranicznych to nawet kilkadziesiąt procent rocznie. – Przyjeżdżają zorganizowane grupy z całego świata. I Niemcy, Izrael, Amerykanie, wschodnie kraje – wyliczał. Podkreślił, że możemy zaimponować gastronomią, mamy dziedzictwo, kulturę, tradycję.

Polska kuchnia jest tak pożądana przez Niemców, że w niektórych Hiltonach jest restauracja z typowo polskim jedzeniem.

Koszty biją w biznes

W inwestycjach widać spowolnienie, bo rosną koszty inwestorów. – Jeden z inwestorów w Krakowie ma do sprzedania działkę 1000 mkw. i oferuje ją za 40 mln zł – podał Wróblewski. W takim przypadku może się okazać, że koszt inwestycji w działkę będzie droższy niż sam hotel, więc to właściciel gruntu zrobi najlepszy interes.

Zgodnie z przytoczonym w trakcie debaty raportem PKO BP około połowy hoteli w Polsce nie jest dochodowych. – Są inwestorzy indywidualni, którzy sami prowadzą biznesy i zarabiają tylko na własne utrzymanie. One są na granicy opłacalności, perspektyw nie ma, jeden rok jest lepszy, drugi gorszy. To pokazuje, jaki to jest biznes, trzeba być ostrożnym. Na jednym hotelu można bardzo dobrze zarabiać, a w innym miejscu stracić – mówił Wróblewski.

Mitulski podkreślił, że kluczem jest dobra lokalizacja. – W miastach trzeba być jak najbliżej starego miasta albo centrum. Jeśli jest to obiekt nad morzem, to idealnie, jeśli znajduje się przy samej plaży. Ważne jest również, jak hotel został zaprojektowany, jak jest zarządzany, w jakim jest stanie technicznym, kiedy był ostatnio remontowany – tłumaczył.

Ważne też, kto zarządza hotelem. Jeśli jest to doświadczony operator, który jest praktykiem w branży, to spełnia wszystkie warunki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania hotelu. Należy zauważyć, że wyróżniamy na rynku hotele sieciowe i niezależne, gdzie pewne standardy są narzucone lub w hotelach niezrzeszonych należy je wdrożyć we własnym zakresie. Można zauważyć również, że często hotele niezależne zarządzane są bezpośrednio przez inwestora lub rodzinę, lecz nie są to hotelarze, przez co sami narażają się na błędy, co też jest bezpośrednio odczuwane przez gości – stwierdził Pilczuk.

Nie wolno inwestować pieniędzy pod wpływem emocji. Jeśli ktoś nie będzie miał podmiotu, który go wesprze, to ten biznes się nie uda. – Jest duże ryzyko, ale i perspektywa zarobków. Do tego jednak trzeba się przygotować. Niektórzy kilkanaście lat dochodzili do tego, żeby osiągać takie, a nie inne wyniki – zaznaczył Futoma.

Uczestnicy debaty przyznali, że w branży hotelowej mamy coraz większą segmentację. Jednym z przykładów 3-gwiazdkowego hotelu jest Moxy.

– Charakteryzuje się tym, że w częściach wspólnych mamy recepcję połączoną z barem. Nie ma tradycyjnego podziału na pracowników recepcji, restauracji czy baru. Jest kapitan i załoga. Każdy wykonuje wszystkie czynności. To poprawia efektywność zarządzania obiektem. Praca dla milenialsów staje się ciekawa – tłumaczył Mitulski. Podkreślił, że dzisiaj jest ważne, żeby tak zaprojektować części wspólne, aby maksymalizować przychód. – Zaznaczył, że goście hotelowi nie chcą tylko jeść w restauracji. Chętnie usiądą z komputerem w lobby i tam wypiją kawę, zjedzą sałatkę. Chodzi o to, by ten sam pracownik, który obsługuje restaurację, mógł tutaj dojść i przynieść menu.

Pilczuk dodał, że Moxy to jest to produkt ekonomiczny, jednak można stwierdzić, że jest „hotelem jutra". – Jest to hotel stworzony dla milenialsów, którzy pracują i są multifunkcyjni. Ci ludzi czują się sobą w pracy, mają bardzo dużą dowolność. Nie wymaga się od nich stania w mundurku przez osiem godzin. Bardzo dobrze pracują, wchodzą w interakcje z gośćmi, bo czują się częścią biznesu – tłumaczył.

Futoma zauważył, że brandów jest tyle, iż nie wiadomo, z czego już wybierać i co jest najlepsze. – Kluczowe nie jest to, że przyjeżdżamy do konkretnego hotelu. Kluczem jest forma spędzania wolnego czasu. To forma spędzania wolnego czasu będzie motorem napędowym dla gości, którzy odwiedzają Polskę. Jest dużo inwestycji na etapie projektowania. Jeśli to się zrealizuje, znaczy, że jesteśmy w czepku urodzeni – prognozował.

Hotel zapamięta, co lubisz

Mówi się, że nasz dom jest tam, gdzie telefon loguje się automatycznie do sieci wi-fi. W hotelach będzie nabierać znaczenia intuicyjność technologii. – Dziś nie chcemy przyjechać do hotelu i uczyć się nowego systemu. Jedna aplikacja w telefonie powinna nam umożliwić zrobienie rezerwacji, zameldowanie się, wejście do pokoju hotelowego, skontaktowanie się z pracownikiem hotelu itd. Tego typu rozwiązania w Marriotcie mocno rozwijamy, już wiele z tych funkcji jest dostępnych – zauważył Mitulski.

Tłumaczył, że należy wykorzystać technologię, którą gość już ma, i sprawić, żeby była jak najbardziej automatyczna i intuicyjna. To umożliwi w przyszłości np. sprofilowanie ustawień w pokoju, aby oferta telewizyjna była dopasowana do oczekiwań gościa, natężenie światła w pokoju czy muzyka. Personalizacja i intuicyjność wspierające gościa to jest przyszłość hotelarstwa.

Wróblewski dodał, że jakiś czas temu otworzył hotel, który był w prawie 100 proc. autonomiczny. – W 2019 r. ten hotel musiał połowę załogi robotów zwolnić, bo się okazało, że ważny jest kontakt z człowiekiem. W hotelarstwie tak ważne są szczegóły i dokładność, że najmniejsze błędy robotów były tak irytujące dla gości, że nie byli w stanie tego zaakceptować – zdradził.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA