fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cywilizacja

Ludzkość przebiła naturę

Syberyjskie kratery znajdują się w tak niedostępnych miejscach, że nie doczekaliśmy się jeszcze wyczerpujących badań tłumaczących ich powstawanie
the press service of the governor of the Yamal-Nenets Autonomous Okrug
W czasie dramatycznej anomalii pogodowej 55,8 mln lat temu miała miejsce niewiarygodnie wielka emisja dwutlenku węgla. Nasza cywilizacja emituje go jeszcze więcej i szybciej.

Ekipa rosyjskich dziennikarzy podczas przelotu nad tundrą Syberii odkryła gigantyczną dziurę w ziemi. Krater wyglądający jak efekt zrzucenia bomby ma 20 m średnicy i ponad 50 m głębokości. Bez trudu zmieściłby się w nim kilkunastopiętrowy blok. To już dziewiąta dziura, którą odkryto na odludnych terenach rosyjskiej Arktyki od 2013 roku. Ta jednak jest największa.

Zwolennicy teorii spiskowych jako przyczyn powstawania anomalii doszukują się działalności UFO, zapadnięcia się tajnych baz wojskowych czy upadku meteorytu. Naukowcy twierdzą jednak, że za ich powstanie odpowiada wybuch gazu, a dokładnie metanu. Gaz ten gromadzi się pod ziemią w wolnych przestrzeniach w wyniku rozkładu materii organicznej. Zbiera się tam i pozostaje zamknięty, chyba że podziemny zbiornik nie wytrzyma ciśnienia, eksploduje i wypuści gaz do atmosfery (proces taki nosi nazwę kriowulkanizmu). To złe wieści dla naszej planety, bo oznaczają, że wieczna zmarzlina roztapia się, ściany zbiorników z gazem słabną, a metan, który wywiera około 30 razy silniejszy efekt cieplarniany niż dwutlenek węgla, trafia do atmosfery.

Torf też odmarza

Topnienie wiecznej zmarzliny odpowiada za jeszcze jedno niebezpieczne zjawisko, czyli gigantyczne pożary torfowisk, które szaleją na Syberii wzdłuż kręgu polarnego. Torfowiska są glebami gromadzącymi gnijące szczątki roślin przez tysiące lat. Są to najbardziej zagęszczone węglowo ekosystemy na Ziemi – typowe północne torfowiska zawierają około dziesięciu razy więcej węgla niż las borealny. Prawie połowa węgla, który został zdeponowany przez naturę w szczątkach roślin na świecie, znajduje się w torfowiskach leżących między 60 a 70 stopniem szerokości geograficznej północnej.

Te szalone pożary, które pustoszą północ już drugi rok, powstają z powodu odmarzania historycznie zamarzniętych gleb. W miarę rozmarzania wiecznej zmarzliny gleby torfowe stają się coraz bardziej wrażliwe na zapłon. Ogień uwalnia niebywałe ilości węgla przyczyniającego się do ocieplenia klimatu, w efekcie rozmarza jeszcze więcej lodu i wybucha jeszcze więcej pożarów. Opublikowane w zeszłym miesiącu badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu McGilla w Kanadzie sugeruje, że północne torfowiska przestają być magazynem węgla, a stają się jego źródłem, co jeszcze bardziej przyspieszy zmiany klimatu. Do końca sierpnia światowe pożary, w których poważne znaczenie mają płonące torfowiska, wyemitowały rekordową ilość 244 megaton dwutlenku węgla – to o 35 proc. więcej niż rok wcześniej.

Winny jest człowiek

Obecnie emitujemy bardzo dużo dwutlenku węgla. W 2019 r. wyemitowaliśmy około 36,8 gigatony. W efekcie jego ilość w atmosferze gwałtownie rośnie. Na początku XVIII wieku poziom atmosferyczny CO2 wynosił 280 części na milion, a obecnie 415 i rośnie. Poziom ten byłby jeszcze wyższy, gdyby znacznej części dwutlenku węgla nie pochłaniały oceany. Powoduje to silne zakwaszenie wody i wpływa na organizmy morskie. Nawet w najgorszych dla Ziemi czasach, gdy aktywność wulkaniczna była znacznie wyższa niż ta, którą obserwujemy dzisiaj, w powietrzu nie pojawiało się tak dużo dwutlenku węgla. Jeszcze gorsze jest to, że wówczas uwalniał się on przez tysiące lat, co pozwalało na adaptację żywych organizmów do zmieniających się warunków środowiskowych, a dziś trwa to raczej dziesiątki lat.

Naukowcy z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty Uniwersytetu Columbia zbadali warunki oceaniczne 55,6 mln lat temu, w czasie znanym jako paleoceńsko-eoceńskie maksimum termiczne (PETM). Wcześniej planeta była już znacznie cieplejsza niż obecnie, ale gwałtownie wzrastający poziom CO2 spowodował wzrost temperatury o kolejne 5 do 8 stopni Celsjusza. Oceany wchłonęły duże ilości węgla, wywołując reakcje chemiczne, które spowodowały, że wody stały się bardzo kwaśne. To zabiło wiele gatunków morskich.

Badacze przeanalizowali obecnie żyjące maleńkie otwornice (Foraminifera), posiadające pancerzyki zbudowane z węglanu wapnia, i ich skamieniałych przodków. Pozwoliło im to na zidentyfikowanie sygnatur izotopów związanych z określonymi źródłami węgla. Wskazywało to na fakt, że głównym źródłem były wulkany – prawdopodobnie z masowych erupcji skupionych wokół dzisiejszej Islandii.

Badacze twierdzą, że erupcje trwały przez co najmniej 4000 do 5000 lat i dodały do oceanów aż 14,9 kwadryliona ton węgla – co stanowiło wzrost o dwie trzecie w stosunku do ich poprzedniej zawartości. Wody stały się bardzo kwaśne i pozostawały takie przez dziesiątki tysięcy lat.

Jednak natura nie zbliżyła się nawet do tego, co ludzie dzisiaj robią. W badaniu szacuje się, że obecnie nasza cywilizacja wprowadza ten pierwiastek do atmosfery trzy do ośmiu razy szybciej. Konsekwencje dla życia zarówno w wodzie, jak i na lądzie są potencjalnie katastrofalne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA