fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Infekcja Covid-19 groźna dla chorych z POChP

Adobe Stock
Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu infekcji wywołanej wirusem SARS-CoV-2. Ale nic nie wskazuje na to, by chorzy na tę trzecią pod względem częstości występowania chorobę w Polsce, byli narażeni na większe ryzyko zakażenia niż osoby zdrowe.

Jak ocenia WHO, na tę poważną chorobę płuc w całym świecie choruje ok. 200 milionów osób. W Polsce jest ona na czwartym miejscu pod względem śmiertelności. Wpływa na to m.in. lekceważenie początkowych objawów przez chorych, którzy przewlekły kaszel, odkrztuszanie i chrypkę biorą za skutki np. palenia tytoniu.

Unikać kontaktów

POChP to trwałe ograniczenie przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe, wynikające ze stanu zapalnego w oskrzelach, zmian w miąższu płuc i w naczyniach płucnych. Te z kolei rozwijają się na skutek działania pyłów czy gazów. Sygnałem alarmowym jest zazwyczaj narastająca duszność oraz pogorszenie tolerancji wysiłku.

Wiadomo od lat, że chorzy na ciężką postać POChP czy ciężką astmę, zainfekowani wirusem grypy, często doświadczali też ciężkiego przebiegu zakażenia. – Ironia sytuacji polega na tym, że my od lat powtarzaliśmy, że w okresach jesienno-zimowych, kiedy fale grypy przychodzą do Polski, chorzy na POChP powinni się szczepić przeciw grypie, unikać kontaktów, szczególnie z dziećmi, np. z wnukami. Bo dziecko może nawet nie zauważyć, że chorowało na grypę: wyściska się z babcią czy dziadkiem, a oni w pięć minut złapią infekcję grypową, która może bardzo ciężko u chorego na POChP przebiegać. To samo dotyczy koronawirusa – podkreśla prof. dr hab. n. med. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Chorzy na POChP nie tylko częściej mają ciężki przebieg infekcji spowodowanej koronawirusem, ale częściej też dochodzi u nich do rozwoju ostrej lub zaostrzenia przewlekłej niewydolności oddychania. Od czego jeszcze zależy przebieg zakażenia? – Można założyć, że istotny wpływ będzie mieć wyjściowy stan pacjenta w okresie przed pandemią. Znaczenie dla rokowania mają: stopień zaawansowania choroby podstawowej oraz ewentualne współistnienie innych schorzeń, szczególnie sercowo-naczyniowych, takich jak nadciśnienie tętnicze czy niewydolność serca i metabolicznych, przede wszystkim cukrzycy – mówi prof. Śliwiński.

I dodaje, że wszystko zależy od tego, na jaki stan pacjenta nałoży się zakażenie koronawirusem. POChP ma bowiem w swoim obrazie klinicznym bardzo szerokie spektrum chorych. Są tacy pacjenci, którzy mają obniżoną pojemność płuc na poziomie 10 procent, co zdaniem specjalisty, prawdopodobieństwo konieczności wdrożenia wentylacji znacznie zmniejsza. Ale są też tacy, którzy mają wyjściowo 20 proc. czy 30 proc. objętości płuc i już przed pandemią musieli na stałe oddychać tlenem z powodu niewydolności oddychania. – Jeżeli jakakolwiek infekcja, w tym infekcja koronawirusem, do takiego pacjenta dotrze, to jego los jest bardzo niepewny – podkreśla lekarz.

wiadomość

Zgodnie z badaniami opublikowanymi w „International Journal of Chronic Obstructive Pulmonary Disease", osoby cierpiące na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc mają mniejsze prawdopodobieństwo zakażenia koronawirusem. Badania przeprowadziło Hiszpańskie Towarzystwo Medycyny Internistycznej (SEMI). Z analizy ponad kilkunastu tysięcy przypadków osób zainfekowanych koronawirusem w Hiszpanii, które potrzebowały leczenia szpitalnego, wynika, że odsetek pacjentów z POChP był niewielki, wynosił zaledwie 7 proc. Naukowcy przypuszczają, że powodem może być któryś z leków stosowanych w terapii POChP.

Autorzy badań potwierdzili jednak, że pacjenci z POChP, którzy są już zakażeni koronawirusem, narażeni są na znacznie większe ryzyko niż osoby, które nie cierpią na to schorzenie. Naukowcy wyliczyli, że odsetek zgonów w hiszpańskich szpitalach wśród leczonych na Covid-19 osób z POChP był niemal dwukrotnie wyższy niż u pacjentów bez tej choroby. W pierwszej grupie odsetek zmarłych wyniósł bowiem aż 38,3 proc. – w drugiej 19,2 proc.

Ale prof. Śliwiński zaleca dystans do tych sensacyjnych w tonie doniesień. – To jest twierdzenie w stylu popołudniówki: „Zachoruj na POChP, to cię uchroni przed Covid-19" – komentuje specjalista. – Tak nie jest. Na początku pandemii faktycznie istniała obawa, że jak ktoś choruje na POChP i jest dodatkowo obciążony niewydolnością oddychania, to łatwiej będzie zapadał na SARS-CoV-2. Te obawy się na szczęście nie potwierdziły. Ryzyko zakażenia koronawirusem wśród chorych na POChP jest takie samo jak w ogólnej populacji. Niestety, prawdziwa jest obserwacja, że kiedy tacy chorzy zakażą się Covid-19, to ryzyko ciężkiego przebiegu jest dużo większe. Częściej wymagają oni hospitalizacji i zwiększonych nakładów sił i środków na ratowanie ich życia. Na szczęście są obserwacje, w których się stwierdza, że ryzyko zgonu chorego na POChP z powodu Covid-19 nie jest większe niż w ogólnej populacji.

Z kolei na stronie Fundacji Thorax, zajmującej się rozwojem profilaktyki, diagnostyki i leczenia chorób klatki piersiowej można przeczytać o badaniach, które przeprowadzono w Chinach. Analizowano tam choroby współistniejące u 1590 pacjentów z Covid-19. POChP występowała wśród 62,5 proc. ciężkich przypadków i u 25 proc. zmarłych. Chorzy na POChP stanowili 15,7 proc. pacjentów w stanie krytycznym, ale tylko 2,3 proc. pacjentów w stanie średnim.

Kolejna analiza przeprowadzona w Chinach wskazała starszy wiek, współistniejącą niewydolność serca oraz palenie tytoniu jako czynniki podwyższające ryzyko ciężkiego przebiegu Covid-19 i zwiększonej śmiertelności u pacjentów z POChP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA