fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Firmy chętniej płacą na ZUS

123RF
Pracodawcy mniej oszczędzają na pozapłacowych kosztach pracy. Jeśli jednak nie ruszą inwestycje, ten korzystny trend może się szybko odwrócić.

– Firmy muszą walczyć o pracowników i oferują im atrakcyjne warunki. A jednym z elementów atrakcyjnych warunków jest umowa o pracę, z pełnymi składkami na ZUS – mówi Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

– Mamy rynek pracownika, dramatycznie brakuje fachowców, a w takiej sytuacji trudno oszczędzać na kosztach pracy – dodaje Wojciech Warski z Business Centre Club.

Tak eksperci komentują dane zebrane przez „Rzeczpospolitą", które wskazują, że firmy w nieco mniejszym niż dotychczas stopniu wykorzystują elastyczne formy zatrudnienia pozwalające na ograniczenie pozapłacowych kosztów pracy, głównie składek na ZUS.

Jak wynika z danych Eurostatu, w pierwszym półroczu tego roku pracodawcy zapłacili około 50 mld zł składek na ubezpieczenia społeczne. W porównaniu z pierwszym półroczem 2015 r. wzrosły one aż o 7,4 proc. To największy skok od 2012 r. , gdy wzrosła składka rentowa płacona przez pracodawców (z 4,5 do 6,5 proc.). W kolejnych latach rosły o 2–3 proc.

Także dane ZUS pokazują, że w tym roku po raz pierwszy po latach spadków zwiększyła się liczba „zwykłych" pracowników – o 2,2 proc.

Zmiana przepisów

– Relacje na linii pracodawcy – pracownik dosyć znacząco zmieniły się w ciągu ostatniego roku – kontynuuje Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP. – Okazało się przykładowo, że elastyczne formy zatrudniania, które dotychczas wydawały się bardzo korzystne dla pracodawcy, teraz mogą działać w pewnym sensie na jego niekorzyść. Bo taki pracownik może łatwo odejść skuszony ofertą inną firmy, a przy brakach w podaży pracy odejście tych najcenniejszych pracowników jest dosyć bolesne – zauważa Kozłowski.

– Rynek pracy, na którym pracownicy mogą w większym stopniu dyktować warunki, to jedno. Ale ważne są też zmiany w przepisach, które nastąpiły od początku 2016 r. – uzupełnia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomista Konfederacji Lewiatan. Chodzi o tzw. ozusowanie umów-zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia. – Wcześniej było tak, że zleceniodawca mógł wystawić nieograniczoną liczbę umów-zleceń, a składki na ZUS były odprowadzane tylko od tej pierwszej. – Jeśli opiewała ona np. na 500 zł, to składka była płacona od tej kwoty, nawet jeśli łącznie ktoś zarabiał 5 tys. zł. Teraz składki trzeba zapłacić od łącznej kwoty na kolejnych umowach, aż zsumują się one do minimalnej płacy – wyjaśnia.

W mikro bez zmian

Wzrost pozapłacowych kosztów pracy nie dotyczy wszystkich branż i wszystkich przedsiębiorstw. – Chodzi przede wszystkim o firmy, które zatrudniają profesjonalistów, a także mogą się pochwalić rosnącą produktywnością pracy – uważa Warski. – W małych firmach, szczególnie tych działających w mniej rozwiniętych regionach Polski, które mało inwestują w swój rozwój, kalkulacje dotyczące tego, ile kosztuje zatrudnienie każdego pracownika, wciąż są priorytetem.

– Najmniejszym firmom szczególnie mocno zależy na utrzymaniu w ryzach kosztów działalności, co dosyć często przekłada się na starania o ograniczenie kosztów pracy – uzupełnia Starczewska-Krzysztoszek. – Mechanizm jest prosty: kapitał ludzki może być zastąpiony przez inwestycje w nowe technologie podnoszące wydajność pracy. Tymczasem nasze mikro i małe firmy nie mają wystarczającego kapitału na duże inwestycje. Jednocześnie można też zwiększać wydatki na zatrudnienie, o ile ma się wysokie dochody, a w sektorze MŚP jest z tym duży problem.

Kluczem produktywność

Według ekspertów większa skłonność pracodawców do zatrudniania tzw. kodeksowego potrwa tak długo, jak długo utrzyma się rynek pracownika. Prognozy na 2017 r. są raczej optymistyczne – zatrudnienie powinno dalej rosnąć, a stopa bezrobocia powinna spadać, choć te korzystne tendencje nie będą już tak dynamiczne jak w 2016 r. – Jest jednak pewien problem – zauważa Łukasz Kozłowski. – Niewątpliwie wzrost kosztów pracy i zawężanie się możliwości stosowania elastycznych form zatrudnienia jest mniejszym kłopotem dla firm, jeśli współgra ze wzrostem produktywności pracy. A ta rośnie razem z inwestycjami podnoszącymi wartość dodaną w gospodarce. Z kolei, jak wyglądają inwestycje przedsiębiorstw, wszyscy wiemy. Jeśli nie zostaną one uruchomione, nierównowaga na rynku będzie się pogłębiać – ostrzega Kozłowski. Inaczej mówiąc, firm nie będzie stać na taki poziom zatrudnienia jak obecnie.

Dane Eurostatu pokazują, że produktywność pracy (w przeliczeniu na jedną osobę pracującą) rośnie bardzo wolno. W III kw. tego roku była realnie o 1,9 proc. wyższa niż rok wcześniej, a w II kw. – o 2,1 proc. Takie wskaźniki są znacznie lepsze niż na przełomie 2012 i 2013 r., gdy polska gospodarka przechodziła jeszcze głębsze spowolnienie, ale znacznie niższe niż np. w 2011 r. Wówczas wydajność rosła o 4–5 proc. rok do roku.

Opinia

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Na rynku pracy większość zjawisk jest efektem czystej gry rynkowej, jeśli pracodawca jest postawiony w sytuacji: konieczność poniesienia wyższych kosztów pracy versus wizja braku niezbędnego pracownika, to wybór jest prosty. Problem niedoboru pracowników narasta lawinowo, o ile jeszcze pół roku temu był to jeden z kilku ważnych tematów podczas spotkań przedsiębiorców, o tyle teraz to temat dominujący. Oczywiście obecne zmiany nie oznaczają, że pozapłacowe koszty pracy przestały być dla firm zbyt wysokim obciążeniem. Aktualny jest postulat, by rząd wprowadził systemowe zmiany zmniejszające obciążenia nałożone na pracę. Bo to wypycha wiele osób w szarą strefę i powoduje takie zjawiska jak zatrudnianie na czarno.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA