fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Covid spowolnił planowanie

Z roku na rok miejscowych planów jest coraz więcej. Wciąż jednak w wielu miejscach ich brakuje
AdobeStock
Przez pandemię prace nad miejscowymi planami wyhamowały. Inwestorzy się obawiają, że wydłuży to czas formalności.
Inwestorzy są zaniepokojeni. Z powodu pandemii miasta musiały przerwać prace nad nowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Teraz pomału je wznawiają, ale już nie na tak dużą skalę. Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) uważa, że z tego powodu w najbliższym czasie może zmniejszyć się liczba rozpoczynanych inwestycji.

Na warunki czeka się długo

– Szkoda, że prace nad miejscowym planami wyhamowały – mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny PZFD. – Tam gdzie nie ma planów, trzeba uzyskać decyzję środowiskową oraz warunki zabudowy. A to są dwie decyzje, na których wydanie czeka się najdłużej, bo średnio dwa–trzy lata – dodaje.
– Poza tym tam, gdzie gminy rozpoczęły prace nad miejscowym planem nie uzyska się warunków zabudowy tak szybko, ponieważ na dziewięć miesięcy zawiesza się postępowanie w sprawie ich wydania. Dochodzą do nas także niepokojące informacje, że z prac nad wieloma planami samorządy chcą zrezygnować. Pandemia wydrenowała ich budżety. Nie stać ich na kontynuowanie prac oraz brakuje im środków na odszkodowania za nieruchomości wywłaszczone na cele publiczne – tłumaczy Konrad Płochocki.
Wtóruje mu Zbigniew Juroszek, prezes spółki ATAL.
– Obecna sytuacja negatywnie wpływa na tempo prac nad planami zagospodarowania przestrzennego. Ograniczona praca urzędów oraz niepewność w aspekcie administracyjnym mają niekorzystny wpływ na sektor nieruchomości, m.in. przyczyniają się do zahamowania procesu przygotowania inwestycji, co bezpośrednio przekłada się na poziom oferty oraz koszty prowadzenia inwestycji – wyjaśnia Zbigniew Juroszek.
Prezes ATAL-u przypomina również, że jeszcze na długo przed pojawieniem się zagrożenia koronawirusem procedury administracyjne oraz brak planów były barierami w prowadzeniu inwestycji.
Natomiast samorządy uspokajają. Przyznają, że musiały przerwać prace planistyczne, ale je wznawiają i będą dalej prowadzić. Poza tym dzięki przepisom antykryzysowym, które niedawno weszły w życie mogą je kontynuować także online, a to jest sporym ułatwieniem i mniej kosztuje, co nie jest bez znaczenia.

Prace nabierają tempa

Od lat inwestorzy narzekają na brak miejscowych planów w Warszawie. Obecnie w stolicy obowiązuje ich 298, a obejmują 20 tys. ha. Trwają prace nad planami obejmującymi aż 33,72 proc. powierzchni Warszawy.
– W związku z pandemią nie przerwaliśmy prac nad żadnym planem, jedynie wydłużyliśmy okres ich sporządzania – uspokaja Karolina Gałecka z warszawskiego ratusza. – Dzięki czwartej tarczy antykryzysowej możliwe stało się zbieranie uwag w formie elektronicznej (również e-mailem), a także organizowanie dyskusji publicznych w formie zdalnej. Chcemy skorzystać z tych możliwości – dodaje.
Z kolei w Gdyni plany posiada 31,45 proc. miasta (4249,70 ha). Trwają prace planistyczne nad 23 projektami planów stanowiącymi 9,21 proc. powierzchni miasta.
Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni, przyznaje, że wprowadzone na samym początku stanu epidemii zakazy m.in. dotyczące przemieszczania się oraz organizowania spotkań uniemożliwiły organizowanie dyskusji publicznych nad rozwiązaniami przyjętymi w projektach planów miejscowych, a tym samym spowodowały paraliż niektórych procedur planistycznych.
– W momencie ogłoszenia pandemii, żaden z opracowywanych w Biurze Planowania Przestrzennego Miasta Gdyni projektów planów nie znajdował się na etapie wyłożenia do publicznego wglądu, nie była też zaplanowana żadna dyskusja publiczna nad rozwiązaniami przyjętymi w projektach planów – wyjaśnia Katarzyna Gruszecka-Spychała.
W Gdyni, tak jak w stolicy, do dalszych prac będą wykorzystane narzędzia online.
– W połowie sierpnia przeprowadzimy po raz pierwszy w Gdyni dyskusję publiczną za pomocą środków porozumiewania się na odległość, zapewniających jednoczesną transmisję wizji i dźwięku. Mamy nadzieję, że poprzez wprowadzenie proponowanych zmian w proces sporządzania planu miejscowego zaangażuje się większa liczba zainteresowanych i stanie się on dla nich bardziej dostępny – wyjaśnia Katarzyna Gruszecka-Spychała.
Kontynuowanie prac nad miejscowymi planami zapowiadają Kraków, Lublin czy Zakopane.
– Wstrzymaliśmy przygotowanie pięciu nowych procedur przetargowych, mających na celu wyłonienie wykonawców projektów zmian do pięciu planów miejscowych. Natomiast nie zerwaliśmy żadnej już wcześniej podpisanej umowy, prace trwają – zapewnia Agata Pacelt-Mikler z Urzędu Miasta Zakopane.
Obszar gminy Zakopane, z wyłączeniem terenów Tatrzańskiego Parku Narodowego, jest objęty obowiązującymi planami miejscowymi na aż około 96 proc. powierzchni.
Do wybuchu pandemii w Krakowie toczyły się prace nad 63 planami miejscowymi. Z tego zawieszeniu z powodu wirusa SARS-CoV-2 uległo dziesięć. W odniesieniu zaś do pozostałych 51 sporządzanych planów miejscowych procedura planistyczna była kontynuowana, a dwa były przekazane do uchwalenia i zostały już uchwalone.
Obecnie Kraków ma plany dla 65,7 proc. powierzchni miasta. W sumie to 199 planów.

Trzeba oszczędzać

Katarzyny Gruszecka-Spychała przyznaje jednak, że bardziej niż do tej pory samorządy muszą oszczędzać.
– Wobec zmniejszenia dochodów samorządów, spowodowanego m.in. zmianami w prawie podatkowym, przy jednoczesnym wzroście wydatków, w tym m.in. spowodowanych przeciwdziałaniem Covid-19, zasadne jest ograniczanie w przyszłości prowadzenia prac planistycznych na obszarach nieprzygotowanych do zabudowy i wymagających zapewnienia dostępu do sieci komunikacyjnej oraz wyposażenia w sieci infrastruktury technicznej i społecznej – podkreśla wiceprezydent Gdyni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA