fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

PILNE Boris Johnson przegrał, brytyjski parlament nie chce się rozwiązać

Premier Boris Johnson kolejny raz wnioskował o przedterminowe wybory
AFP
Izba Gmin odrzuciła wniosek Borisa Johnsona o przedterminowe wybory, które miałyby się odbyć 12 grudnia. Brytyjski premier, dla którego była to trzecia tego typu porażka, zapowiedział złożenie czwartego wniosku, który tym razem nie będzie wymagał większości dwóch trzecich głosów.

Wniosek o przedterminowe wybory poparło 299 parlamentarzystów, przeciw było 70. Większość laburzystów wstrzymała się od głosu.

Zgodnie z harmonogramem wprowadzonym ustawą Fixed-term Parliaments Act z 2011 roku, określającą stałą długość kadencji parlamentu, wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii powinny odbyć się 5 maja 2022 r. Może do nich dojść wcześniej, jeśli przegłosowane zostanie wotum nieufności wobec rządu lub jeśli w Izbie Gmin wniosek o przedterminowe wybory poprze większość dwóch trzecich (434) posłów.

W Izbie Gmin rząd Johnsona nie dysponuje nawet zwykłą większością, potrzebował więc poparcia opozycji, by wygrać głosowanie - ale go nie uzyskał.

- Dam posłom więcej czasu na debatę nad umową brexitową, ale tylko pod warunkiem, że zgodzą się na wybory parlamentarne 12 grudnia - zapowiadał wcześniej Boris Johnson.

Podczas poniedziałkowej debaty w parlamencie przewodniczący Partii Pracy Jeremy Corbyn wspominał m.in., że 12 grudnia, wskazany przez premiera jako dzień wyborów, wypada dziewięć dni przed najkrótszym dniem w roku. - Premier musi wziąć pod uwagę, że tego dnia w wielu częściach kraju będzie już ciemno - mówił Corbyn.

Lider laburzystów oświadczył podczas debaty, że jego ugrupowanie dostrzega konieczność przedterminowych wyborów, ale nie widzi potrzeby przeprowadzenia pierwszych od 1923 roku zimowych wyborów. Dodał też, że jego ugrupowanie nie poprze wniosku o przedterminowe wybory, dopóki "zdecydowanie i definitywnie" nie zniknie możliwość twardego brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE bez umowy z Brukselą.

Z kolei Sammy Wilson z Demokratycznej Partii Unionistycznej mówił, że jego partia nie poprze przedterminowych wyborów, ale nie dlatego, że się ich obawia. Powodem ma być fakt, że umowa brexitowa nie jest umową dla całej Wielkiej Brytanii, w gorszej sytuacji stawiając gospodarkę Irlandii Północnej.

Wilson podkreślił też, że przedterminowe wybory nie dają "żadnej nadziei" na zmianę umowy brexitowej.

Po przegranym głosowaniu Boris Johnson zapowiedział, że ponownie przedłoży parlamentowi wniosek o przedterminowe wybory. Nowy wniosek premiera ma mieć formę projektu ustawy stwierdzającej, że wybory odbędą się 12 grudnia, a do jego przeforsowania wystarczy zwykła większość (320 głosów).

Realizację takiej inicjatywy (z inną datą wyborów) zapowiedziały wcześniej Szkocka Partia Narodowa i Liberalni Demokraci, partie przeciwne brexitowi, które chciałyby wyborów 9 grudnia, zanim posłowie mogliby przyjąć umowę brexitową Johnsona. Wniosek wyborczy SNP i LD miały złożyć we wtorek.

W zeszłym tygodniu Izba Gmin zaaprobowała ustawę o porozumieniu w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (Withdrawal Agreement Bill, WAB), mającą wprowadzić w życie przepisy wynegocjowanej przez premiera umowy brexitowej. Deputowani nie zgodzili się jednak na proponowany przez szefa rządu trzydniowy harmonogram prac nad ustawą. W odpowiedzi Johnson zawiesił prace legislacyjne nad WAB do czasu otrzymania stanowiska Brukseli w sprawie brytyjskiego wniosku o przesunięcie terminu brexitu o trzy miesiące, do wysłania którego wcześniej ustawą zmusili premiera posłowie.

Unia Europejska miała decyzję w sprawie przesunięcia brexitu podjąć w piątek, ale odłożyła ją, ponieważ Johnson zapowiedział głosowanie w sprawie samorozwiązania parlamentu. W poniedziałek szef Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował, iż ambasadorowie 27 państw Unii Europejskiej uzgodnili, że UE27 zaaprobuje elastyczne opóźnienie brexitu do 31 stycznia 2020 r.

Wielka Brytania będzie mogła wyjść z UE wcześniej, jeśli przed tym terminem zakończy się ratyfikacja porozumienia brexitowego.

Umowa brexitowa wynegocjowana przez Johnsona opiera się na zapisach umowy Theresy May - najpoważniejszą różnicą jest wykreślenie z niej tzw. backstopu, czyli mechanizmu, który miał pozwolić na uniknięcie przywrócenia regularnej granicy celnej między Irlandią Północną a Irlandią po brexicie (co mogłoby doprowadzić do ponownego wybuchu konfliktu między brytyjskimi rojalistami, a zwolennikami oderwania się Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii). Backstop przewidywał, że po brexicie cała Wielka Brytania tymczasowo pozostanie członkiem unii celnej z UE - co budziło sprzeciw dużej części parlamentarzystów Partii Konserwatywnej obawiających się, że takie tymczasowe rozwiązanie może okazać się stałe.

Tymczasem umowa Johnsona przewiduje, że - aby uniknąć pojawienia się granicy w Irlandii - kontrola celna dotycząca wybranych towarów będzie prowadzona na granicy między Irlandią Północną a pozostałą częścią Zjednoczonego Królestwa.

9 września królowa podpisała przyjętą wcześniej przez parlament tzw. ustawę Hilary'ego Benna. Zgodnie z jej treścią w przypadku nie przyjęcia do 19 października umowy ws. brexitu przez brytyjski parlament oraz w sytuacji, w której parlament nie poprze do tego dnia możliwości twardego brexitu, brytyjski rząd musi zwrócić się do Unii z prośbą o przełożenie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE do 31 stycznia 2020 roku. Johnson zapowiadał wielokrotnie, że będzie przestrzegał prawa, ale jednocześnie deklarował, że Wielka Brytania na pewno opuści Unię 31 października.

W związku z przyjęciem ustawy Benna Johnson usunął z Partii Konserwatywnej 21 posłów, którzy poparli tę ustawę. Po głosowaniu ws. ustawy Benna liczba parlamentarzystów Partii Konserwatywnej w Izbie Gmin wynosi 288 (na ogólną liczbę 650 parlamentarzystów).

Boris Johnson został liderem torysów 23 lipca - wybór Johnsona na to stanowisko oznaczał, że został on automatycznie nowym premierem Wielkiej Brytanii, którego 160 tys. członków partii wybrało spośród dwójki kandydatów (byli to Johnson - były szef MSZ, były mer Londynu; i Jeremy Hunt - w tamtym czasie szef MSZ).

Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonują jednak wszyscy członkowie partii. Faworytem wyborów jest Johnson.

Boris Johnson od początku zapowiadał, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson był przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa".

Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna była od początku część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej.

Do zmiany premiera doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA