fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof A. Kowalczyk: A nam grozi polexodus

Archiwum
Jeśli partia rządząca, ale też szerzej – cały świat polskiej polityki – wyciągnie właściwe wnioski z rozpoczynającego się brexodusu, jak nazywany bywa rozpoczynający się właśnie odpływ imigrantów z Wielkiej Brytanii, skorzysta na tym nasza gospodarka. I odwrotnie – bierność polityków przysporzy jej kłopotów i przyczyni się do napięć społecznych w kraju.

Polacy coraz liczniej zbierają się do wyjazdu z Wysp. Wygania ich nie tylko niejasna przyszłość 3,2 mln mieszkających tam obywateli krajów UE, ale też coraz gorsza sytuacja gospodarcza. Mizerny wzrost PKB plasuje Zjednoczone Królestwo w ogonie Wspólnoty, a nurkujący kurs funta nie tylko zmniejsza atrakcyjność zarobków, ale też demoluje portfele inflacją należącą do najwyższych w Europie. Na domiar złego nasilają się nastroje antyimigranckie, rozbudzone retoryką probrexitowych polityków i wzmacniane przez zamachy terrorystyczne. Polacy nie czują się już na Wyspach mile widziani.

Jeśli choć część z ponad 900 tys. rodaków mieszkających tam wróci do Polski, poprawi sytuację na złaknionym kadr rynku pracy i przyczyni się do podtrzymania 4-proc. wzrostu gospodarczego. Dlatego rząd powinien stworzyć im jak najlepsze warunki do powrotu, uruchamiając choćby centrum z ofertami pracy czy najmu mieszkań. Potrzebny będzie program dla dzieci, które nie znają często innej szkoły niż brytyjska. Przyda się wsparcie psychologów, korepetycje z polskiego i z innych przedmiotów (różne programy nauczania, ale i różne nazewnictwo, np. w matematyce, fizyce czy biologii).

Ale to nie wszystko. Konieczne jest wyciągnięcie w Polsce wniosków z błędów polityków brytyjskich, nakręcających nastroje niechętne imigrantom. Kraj, w którym Ukraińcy ratują rynek pracy, nie może ryzykować zmiany w miarę pozytywnego stosunku społeczeństwa do przybyszów ze Wschodu przez tolerowanie coraz częstszych przejawów ksenofobii. A tych może być więcej, bo obecność Ukraińców nie tylko pozwala złagodzić braki na rynku pracy, ale też zmniejsza parcie na podwyżki płac. To może wywoływać napięcia, które wykorzystają populiści, uruchamiając kampanię z żądaniem ograniczenia napływu Ukraińców „zabierających pracę Polakom". Sprzyjać temu będą wciąż niezabliźnione rany z Wołynia.

Dlatego tak ważne jest, by dla dobra polskiej gospodarki nasze elity polityczne łagodziły antagonizm, mówiąc jednym głosem, że Ukraińcy są w Polsce mile widziani. Jeśli napięcie będzie rosło, kwestią czasu jest, gdy zaczną oni korzystać ze świeżo nabytego prawa do bezwizowego pobytu w całej strefie Schengen i zamiast w Polsce poszukają pracy np. w Niemczech. Byłoby rzeczą fatalną, gdyby nasi politycy pozwolili na taki polexodus. A jeszcze gorszą, gdyby nie umieli wykorzystać okazji, jaką daje brexodus, i nie przyciągnęli z powrotem do kraju rodaków wyjeżdżających z Wysp. Bo wtedy cudzoziemscy pracownicy wyjadą, a nasi nie wrócą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA