fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Skwirowski: Dług nie straszy, a powinien

Adobe Stock
Nasze finanse publiczne nie są przygotowane nie tylko na kryzys, ale nawet na spowolnienie gospodarcze.

Wartość długu publicznego ciągle rośnie i na koniec 2018 r. przekraczała 1 bilion zł. W ciągu ostatnich trzech lat rząd zadłużył Polskę na blisko 111 mld zł. Uspokaja jednak, że nic złego się nie dzieje, bo inni zadłużali bardziej, co więcej – w relacji do produktu krajowego brutto zadłużenie spada. Inaczej mówiąc: mamy spać spokojnie, bo gospodarka rośnie szybciej niż dług.

Bilion to abstrakcyjna kwota dla zwykłego zjadacza chleba. Nie ma towaru ani usługi, do której mógłby ją przypisać. O miliardach czasem słyszy, ale i takie pieniądze trudno sobie wyobrazić. Może dlatego doniesienia o poziomie długu nie wywołują wielkich emocji obywateli. Licznik długu, który przed laty w centrum Warszawy uruchomiła fundacja kierowana przez Leszka Balcerowicza, dla większości przechodniów był jedynie ciekawostką, jeśli w ogóle go zauważyli i poświęcili mu chwilę uwagi.

Tymczasem sprawa jest bardzo poważna. Trochę głupio bez końca powtarzać ostrzeżenia ekonomistów, że nasze finanse publiczne nie są przygotowane nie tylko na kryzys, ale nawet na spowolnienie gospodarcze. A takie – wedle licznych znaków z gospodarki, przede wszystkim światowej – nadchodzi.

Ekonomiści od dawna przekonują, że czas szybkiego wzrostu i koniunktury gospodarczej mądry rząd powinien wykorzystać na naprawę finansów publicznych i ich konsolidację. Po to, by w gorszych czasach móc nieco popuścić pasa, pomóc w ten sposób na nowo rozpędzić się gospodarce. I wiele krajów w ten właśnie sposób wykorzystało kończący się okres szybkiego wzrostu w gospodarce światowej. Wiele odnotowało nadwyżki w swoich budżetach. Niektóre notują ją od kilku lat. Dały sobie szansę na możliwie łagodne przejście okresu spowolnienia gospodarczego. Nasz rząd takimi radami ekonomistów specjalnie się nie przejmował.

Ostatnie trzy lata to czas niespotykanego wcześniej sypania publicznym groszem. Na realizację mniej lub bardziej sensownych obietnic wyborczych idą grube miliardy. Często to pieniądze wydawane bez głębszego zastanowienia, na zasadzie: jest problem – zasypiemy go miliardami złotych! Nie pomogło – dosypiemy kolejne miliardy! Co gorsza, są to takie wydatki, z których trudno się będzie w przyszłości wycofać. Takie, które w okresie spowolnienia będą ciążyć budżetowi ze zdwojoną siłą. Spowolnienie sprawi, że relacja długu do PKB i sam dług zaczną szybko rosnąć.

Jest w tym jeszcze jedna zła wiadomość. Zła dla naszych dzieci. Długi trzeba spłacać. I za dzisiejsze rozdawnictwo na kredyt ktoś kiedyś będzie musiał zapłacić. Politycy się z tym nie liczą, bo ich już wtedy u władzy nie będzie. Nie zapłacą za często bezsensowne rozdawnictwo pieniędzy publicznych, nie tylko z własnej kieszeni, ale zapewne nawet politycznie. Zapłacą podatnicy, czyli my wszyscy, a właściwie nasze dzieci. Niekorzystny trend demograficzny sprawi przy tym, że na ich barki, na barki coraz mniejszej grupy pracujących, spadnie dodatkowo ciężar utrzymania coraz większej grupy emerytów.

Są powody do niepokoju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA