fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Paryż ograniczy turystykę. Mieszkańcy mówią: dosyć

Tłum turystów przed bazyliką Sacre Coeur
Fotorzepa/Urszula Lesman
Sytuacja nie jest jeszcze tak krytyczna, jak w Barcelonie, Wenecji, Florencji czy Amsterdamie, ale Paryż ma też dosyć turystów. Zwłaszcza tych zorganizowanych, kiedy to od maja do października z autokarów wysiadają setki tysięcy cudzoziemców dziennie. I koniecznie muszą zobaczyć kultowe miejsca stolicy Francji.

Paryżanie, którym obojętne są informacje o gigantycznych kwotach, jakie miasto zarabia na turystyce. Mają dosyć gigantycznych korków, bo turyści zatrzymują ruch uliczny, ponieważ koniecznie muszą sobie strzelić selfie, najlepiej z komórką umieszczoną na selfie-sticku, i mają dość rezerwacji, które wyłączają restauracje i bistro o „świętej" godzinie 12, kiedy to Francuz musi zjeść lunch.

Czytaj także: Turyści pojadą w Austrii tylko autostradą. Objazdy zamknięte

Najtrudniejszą sytuację mają mieszkańcy bulwaru Saint Michel w pobliżu Notre Dame, ale generalnie tak jest wszędzie - koło Wieży Eiffla, w całej Dzielnicy Łacińskiej, koło Luwru i kościoła Sacré-Cour czy na Polach Elizejskich. I Francuzi powoli zaczynają być jeszcze mniej uprzejmi, niż dotychczas, a paryżanie ostro wzywają władze miasta, żeby lepiej zarządzały potokami turystów.

Tłumy, wszędzie tłumy turystów

Jeśli więc merostwo się nie weźmie za lepszą organizację turystyki zorganizowanej, sytuacja już w przyszłym roku może okazać się naprawdę trudna. Światowa Organizacja Turystyki prognozuje, że w 2020 roku Francję odwiedzi 100 mln turystów. W 2019 roku do Francji przyjedzie ok. 95 milionów. Z tego około 25 milionów odwiedzi Paryż, a to oznacza, że przyjezdnych będzie 10 krotnie więcej, niż osób mieszkających w tym mieście na stałe.

Turystyka są znaczącym źródłem przychodów miasta i nie chodzi tutaj tylko o to, że daje pracę pół milionowi ludzi, ale dodatkowo każdy, kto w Paryżu nocuje płaci tzw. taxe de sejour  - od 1,5 euro za osobę mieszkającą na kempingu do ponad 10 euro dla zameldowanych w najlepszych hotelach. Z tego tytułu do paryskiego budżetu wpłynęło 83 mln euro w roku 2018.

Już teraz wiadomo, że będą ograniczenia w zwiedzaniu takich atrakcji, jak Luwr, gdzie w maju zastrajkowali pracownicy, bo nie byli w stanie zapanować nad tłumem zwiedzających. Zarząd muzeum obiecał im wprowadzenie ograniczenia ruchu gości.

Miasto uważa, że to nie na nim spoczywa odpowiedzialność za chaos turystyczny. Wicemer Paryża, Emmanuel Gregoire, przekonuje, że winne są platformy internetowe pośredniczące w wynajmowaniu kwater, jak Airbnb. Przyznał jednak, że sytuacja w mieście zaczyna być poważna, bo Paryż nie jest przygotowany na taki napływ turystów.

- Liczyliśmy jeszcze kilka lat temu, że liczba przyjazdów będzie zwiększała się o 1-2 procent rocznie. Tymczasem z otwarciem Chin na wyjazdy zagraniczne to tempo przyspieszyło do 7-8 procent rocznie. Nie chodzi o to, że w mieście mamy zbyt dużo turystów. Popularność miasta bardzo nas cieszy. Chodzi tylko o to, że grupy nie są odpowiednio zorganizowane. I na to paryżanie są wściekli - tłumaczył w rozmowie z dziennikiem „Le Parisien" drugi wicemer, Jean-Francois Martins.

Prawdziwą zmorą dla i tak zatłoczonego miasta są autokary przywożące turystów. Wprawdzie na stałe parkują na obrzeżach Paryża, ale ich kierowcy starają się podjechać jak najbliżej Luwru czy Notre Dame i tam wysadzić średnio po 300 tys. turystów dziennie. Do tego dochodzą jeszcze busy dla turystów objeżdżających miasto, które wloką się w żółwim tempie, żeby można było zobaczyć jak najwięcej.

Od końca czerwca 2019 do ostatniego piątku policja zanotowała ponad 200 stłuczek, w których brały udział autokary turystyczne. Już teraz wiadomo, że od września liczba busów turystycznych będzie ograniczona, żeby mniej blokowały one ruch uliczny. Ma to związek z wyborami samorządowymi do władz Paryża. Merostwo zapowiedziało również, że przynajmniej połowa z tych autobusów będzie musiała mieć napęd elektryczny.

Z najazdu turystów cieszą się kieszonkowcy

Tłumy turystów i protesty „żółtych kamizelek" absorbujące policję, spowodowały, że w Paryżu wzrosła aktywność kieszonkowców. Władze miasta przyznają, że liczba drobnych, chociaż dotkliwych dla poszkodowanych, kradzieży rośnie w tempie ponad 30 procent rocznie. Trudnią się nimi przede wszystkim zorganizowane gangi z Europy Wschodniej, głównie z Rumunii, ale także z Maroka, Algierii i Tunezji, które zatrudniają głównie dzieci i młodzież. Tworzone przez nich grupy 5-10-osobowe to 90 procent paryskich kieszonkowców.

W Paryżu już nikt się nie dziwi, kiedy motorniczy metra czy kierowca autobusu miejskiego ostrzega pasażerów, bo widzi wsiadających kieszonkowców. - Kiedy ich widzimy, natychmiast dzwonimy po policję, ale nawet, jeśli funkcjonariusze ich zatrzymają, to i tak natychmiast zwalniają. małoletni doskonale znają swoje prawa - mówił „Le Parisien" jeden z motorniczych metra.

Oczywiście są i wypadki, kiedy policja odnosi sukces. Tak było, kiedy aresztowano grupę kieszonkowców przebranych za turystów, zwiedzających Wieżę Eiffla. Wpadli, kiedy w kolejną sobotę wysyłali do Rumunii 700 tysięcy euro. Jednocześnie policjanci przestrzegają przed używaniem siły wobec nieletnich przestępców, bo najczęściej mają oni przy sobie gaz bądź noże.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA