fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Rząd lubi biznes, ale tylko mały. Kumulacja wsparcia

Adobe Stock
Mikro- i małe firmy mogą liczyć na największe wsparcie państwa. Pomocy dużym politycy unikają, choć to może zaszkodzić gospodarce.

– Wspieramy w Polsce małe i średnie przedsiębiorstwa, nie duże – mówił w środę podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego premier Mateusz Morawiecki. To potwierdza wnioski, jakie płyną z analizy „Rzeczpospolitej", że przyjmowane przez rząd rozwiązania systemowe skierowane są głównie do sektora MŚP.

Czytaj więcej: Duże wsparcie rządu dla najmniejszych firm. Niższy CIT i składki na ZUS

Świat w mikroskali

– Powiedziałbym nawet, że chodzi przede wszystkim o najmniejsze firmy, czyli z sektora mikroprzedsiębiorstw – zauważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Dla nich ta pomoc jest niezwykle cenna, poprawia ich poziom płynności i zwiększa dochody do dyspozycji. Można się jednak zastanowić, czy to przyniesie zauważalne korzyści dla całej gospodarki – komentuje.

Wśród najistotniejszych działań wspierających przedsiębiorczość może wymienić – co podkreśla zresztą sam Morawiecki – obniżkę podatku CIT oraz składek na ZUS.

Zmniejszenie stawki CIT z 19 do 15 proc. (a docelowo do 9 proc.) dotyczy tych firm, które osiągają roczne przychody do 1,2 mln euro, czyli ok. 5 mln zł. – W Polsce może się wydawać, że to dużo, jednak taka wartość obrotów to wciąż skala mikroprzedsiębiorstwa – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Uniwersytetu Warszawskiego. Według definicji status mikroprzedsiębiorcy mają firmy, które osiągają obroty do 2 mln euro i zatrudniają nie więcej niż dziewięć osób (obroty rzędu 2–10 mln euro i 10–49 pracowników to małe firmy, a 10–50 mln euro i 50–249 osób to firmy średnie).

Zmiany związane ze składkami na ubezpieczenia społeczne mają kilka wątków. Tu mamy usankcjonowanie działalności bez rejestracji i konieczności opłacania składek przy przychodach do 1050 zł miesięcznie (połowa minimalnego wynagrodzenia). Z tzw. małego ZUS (wysokość składki ma być obniżona i proporcjonalna do uzyskiwanych przychodów) będą mogły skorzystać podmioty o przychodach do 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie do 5250 zł.

– Obie propozycje dotyczą ponownie skali mikro – mówi Starczewska. Obroty do 5 tys. osiągają głównie samozatrudnieni i drobna działalność gospodarcza (np. fryzjer, mechanik samochodowy, nauczyciel języka obcego itp.). Za to właściciele nawet małych osiedlowych sklepików już na tej regulacji raczej nie skorzystają.

Z kolei ulga na start, czyli sześć pierwszych miesięcy firmy bez składek na ZUS, obejmuje wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą. Jednak własny biznes zwykle rozpoczynamy przy mniejszej skali.

Ulga na innowacje

– Rząd ułatwia też życie przedsiębiorstwom, podwyższając limit obrotów dla małych podatników – wylicza Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP. Więcej więc firm może korzystać z uproszczonych form rozliczeń podatkowych czy z jednorazowej amortyzacji środków trwałych do wartości 50 tys. euro rocznie.

A co rząd robi dla dużych? – Szczególnych rozwiązań dedykowanych tym podmiotom nie ma. Choć można się spodziewać, że to większe przedsiębiorstwa będę głównie korzystać z ulgi na innowacje – podkreśla Kozłowski. Najwięcej wydatków na B+R podnoszą bowiem średnie i duże przedsiębiorstwa, m.in. dlatego że je na to stać. Podobnie większy biznes może stać się głównym beneficjentem ustawy o wspieraniu inwestycji, czyli przekształceniu Polski w jedną wielką strefę ekonomiczną.

– Duże firmy też korzystają z pomocy publicznej, np. przy inwestycjach bezpośrednich. Ale rzeczywiście rozwiązania systemowe przyjmowane w ostatnim czasie przez rząd, ukierunkowane są głównie na te mikro- i małe – przyznaje Kozłowski.

Pytanie: czy to dobrze? – Z punktu widzenie gospodarki to działania średnio sensowne – ocenia Jankowiak. – Jeśli chodzi o tempo rozwoju, to największego wsparcia wymaga poziom inwestycji i zwiększania wartości dodanej. A to domena jednak tych większych. Mamy więc zasadniczą sprzeczność między udzielanym wsparciem w ramach finansów publicznych a zwiększaniem efektywności całej gospodarki w dłuższym okresie – dodaje.

Zniechęcanie do zwiększania

– Biorąc pod uwagę, że sytuacja małych i średnich firm w Polsce nie jest różowa, kumulacja działań wspierających w tym sektorze jest uzasadniona – zaznacza Kozłowski. Chodzi o to, że na MŚP narzucane są mniej więcej takie same daniny i obowiązki administracyjne jak na duże przedsiębiorstwa, choć możliwości ich udźwignięcia są tu znacznie mniejsze. – Niemniej w sytuacji idealnej państwo powinno tworzyć dobre warunki prowadzenia biznesu dla wszystkich podmiotów. A preferencje dla małych zniechęcają do powiększania skali działalności – dodaje Kozłowski.

– Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że gospodarka nie rośnie dzięki mikrofirmom – zauważa Małgorzata Starczewska. – Oczywiście, trzeba je wspierać, ale rząd powinien też myśleć, jak zwiększać produktywność i promować nowoczesną gospodarkę – dodaj ekonomistka.

Witold Orłowski rektor Akademii Finansów i Biznesu

Nie mam nic przeciwko wspieraniu małego biznesu. Są powody, by ułatwiać mu życie, a nawet traktować preferencyjnie w niektórych obszarach. Jednak rząd powinien zajmować się także poprawianiem warunków dla dużych przedsiębiorstw. W końcu czy się je lubi czy nie, stanowią one dużą część gospodarki, wartości inwestycji, eksportu itp. Tymczasem klimat wobec dużych firm, zwłaszcza tych międzynarodowych, mamy taki, jaki mamy, w efekcie czego niezbyt wysoka jest ich skłonność np. do inwestycji. Jak rozumiem, takie działania są jednak wynikiem decyzji politycznej rządu, który wyraźnie chce wspierać małe, a do dużych jest nastawiony sceptycznie.

Cezary Kaźmierczak prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Wspieranie małego i średniego biznesu w Polsce jest koniecznością. Dotychczas państwo stawiało na duże przedsiębiorstwa, proszę spojrzeć na listę dotacji w ramach pomocy publicznej. Dobrze więc, że w ostatnich miesiącach coś się ruszyło także w pomocy dla małych, choć część z nich to wciąż tylko zapowiedzi. Co więcej, wciąż jest tego za mało. Mały biznes w Polsce jest obciążony daninami i obowiązkami administracyjnymi niewspółmiernie do swoich rozmiarów. Marzy mi się taki system jak w USA, gdzie w przypadku najmniejszych firm obowiązki, a co więcej, egzekucja tych obowiązków, są prawie żadne. Prawdziwe siły kontrolne państwo skupia na dużych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA