fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Czy prywatny arbitraż zastąpi unijne prawo?

123RF
Kilka państw Europy Zachodniej chce nadzwyczajnej ochrony inwestorów przed skutkami decyzji innych unijnych rządów. Nie ufają systemom sądowym Europy Środkowej i Wschodniej i postulują powołanie obowiązkowego prywatnego arbitrażu.

Austria, Finlandia, Francja, Niemcy i Holandia zaproponowały stworzenie wewnątrzunijnego odrębnego systemu sądowego do rozstrzygania sporów między inwestorami a rządami. Miałby to być międzynarodowy arbitraż na wzór tego, którego powołania UE domaga się zwykle w umowach z krajami trzecimi.

W roboczym dokumencie wysłanym do Rady UE jeszcze w kwietniu kraje te wyjaśniły powody, dla których unijne firmy inwestujące w innych krajach UE potrzebują nadzwyczajnej ochrony, większej niż zwykli obywatele czy też przedsiębiorstwa z danego kraju skazane na jego system sądowy.

Jak twierdzą, sama Komisja Europejska w swoich raportach pisze, że „krajowe systemy sądowe dają powód do niepokoju, jeśli chodzi o długość procedur, jakość sądów i ich niezależność". Ponadto różna jest też jakość administracji publicznej i stan otoczenia biznesowego w państwach UE. Autorzy listów zwracają też uwagę na mniej więcej setkę spraw wytoczonych przez firmy z UE rządom państw Unii, co dowodzi, że arbitraż jest potrzebny.

Propozycja pięciu państw jest odpowiedzią na presję ze strony KE, która żąda wygaszenia dwustronnych umów o ochronie inwestycji (jest ich ok. 200) między państwami UE. Zostały one w większości zawarte w latach 90., gdy trwały już przygotowania do wielkiego rozszerzenia UE o kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Chodziło o zachęcenie zachodnioeuropejskich inwestorów do wejścia na te nowe rynki, gdzie nie obowiązywało wtedy unijne prawo i potrzebne były dodatkowe gwarancje ochrony ich praw w relacjach z rządami.

W Polsce najbardziej znana jest umowa z Holandią, w wyniku której rząd został pozwany przed międzynarodowy arbitraż przez firmę Eureko za wycofanie się z decyzji o prywatyzacji PZU. Odszkodowanie w tej sprawie wynosiło 2 mld euro.

Bruksela jest zdania, że takie umowy nie są już potrzebne, bo mamy rynek wewnętrzny i zakaz dyskryminacji ze względu na kraj pochodzenia inwestora.

– Są one niezgodne z unijnym prawem, a dodatkowo stanowią źródło niepewności prawnej, bo częściowo pokrywają się z unijnymi regulacjami – mówi Vanessa Mock, rzeczniczka KE.

Zgodziły się z tym Włochy i Irlandia, ale pozostałe kraje wciąż są stronami takich porozumień, bo uważają, że samo unijne prawo to zbyt mało. Komisja jeszcze w czerwcu ub.r. rozpoczęła formalne procedury o naruszenie unijnego prawa wobec Austrii, Holandii, Rumuni, Słowacji i Szwecji. Wybrała akurat te, bo w ostatnim czasie toczył się arbitraż wynikający z zawartych przez nie wewnątrzunijnych porozumień o ochronie inwestycji. Pozostałym 21 państwom przypomniano, że też powinny z nich zrezygnować.

Stąd wzięła się inicjatywa Austrii, Finlandii, Francji, Niemiec i Holandii. Uważają, że skoro taka jest wola Komisji, to można wygasić wszystkie umowy dwustronne w sposób skoordynowany. Ale musi je zastąpić jeden unijny system ochrony inwestorów.

Każda firma dokonująca inwestycji w innym państwie UE i chcąca dochodzić sprawiedliwości od niekorzystnej – jej zdaniem – decyzji rządu tego państwa, mogłaby poskarżyć się w miejscowym sądzie. Ale mogłaby też pójść poprosić o sprawiedliwość międzynarodowy prywatny arbitraż według swojego uznania, a nie w ramach procedury dobrowolnej mediacji. Tego prawa nie miałaby jednak firma krajowa, a przecież UE zakazuje dyskryminacji ze względu na kraj pochodzenia.

Europejski biznes uważa, że potrzebna jest ta specjalna ochrona, bo obecnie prawa inwestorów są rozsiane w wielu aktach prawnych, a praktyka sądowa w poszczególnych państwach różni się od siebie.

– Brakuje jasnych i jednolitych ram (ochrony inwestycji – red.) na poziomie europejskim, dlatego państwa członkowskie interpretują je w różny sposób – napisał dyrektor generalny BusinessEurope Markus Breyer w liście do KE.

Bruksela na razie nie wypowiedziała się wprost na temat propozycji stworzenia odrębnego systemu, ale podkreśla, że „we wszystkich państwach UE istnieją prawne środki zaradcze przeciwko wykroczeniom władz publicznych".

Ewentualna decyzja KE w tej sprawie będzie miała ogromne znaczenie dla przyszłości klauzul o ochronie inwestorów w porozumieniach z krajami trzecimi. Budzą one kontrowersje zarówno w podpisanej już umowie z Kanadą, jak i będącym ciągle w fazie negocjacji porozumienie z USA (TTIP).

Zdaniem Austrii, Finlandii, Francji i Niemiec właśnie dlatego potrzebny jest wewnątrzunijny system, by Unia wyglądała bardziej wiarygodnie, żądając takich klauzul od innych. Z kolei organizacje pozarządowe są przeciwne takim klauzulom, bo uważają, że ograniczają one suwerenność państwa w stanowieniu prawa. I dyskryminują firmy krajowe.

Opinia

Paul de Clerck | Friends of the Earth Europe

Propozycja stworzenia odrębnego systemu rozstrzygania sporów między inwestorami a rządami państw UE oznaczałaby powstanie równoległego wymiaru sprawiedliwości. W UE to unijny Trybunał Sprawiedliwości jest ostateczną instancją sądowniczą, a tutaj jakiś inny sąd miałby ostatnie słowo. To by oznaczało prywatyzację wymiaru sprawiedliwości. Inwestorzy powinni kierować się ze swoimi skargami do normalnych sądów. I w większości wypadków tak właśnie robią. Nie ma potrzeby tworzenia ścieżki VIP dla wybranych. Podobnie jak nie ma potrzeby wprowadzania takich klauzul z krajami rozwiniętymi, jak USA i Kanada, gdzie też można rozstrzygać spory przed krajowymi sądami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA