Biznes

Biznes na kroplówce państwa

Adobe Stock
Rynek funduszy venture capital i startupów istnieje dzięki publicznej kasie. Jeśli ten ekosystem ma się rozwijać, musi zacząć działać samodzielnie.

Aż 81 proc. inwestycji w startupy w naszym kraju odbyło się w ub.r. z udziałem środków publicznych – wynika z pierwszego raportu o polskim rynku venture capital, który „Rzeczpospolita" publikuje jako pierwsza. Badanie fundacji Startup Poland nie pozostawia złudzeń – bez strumienia pieniędzy płynących z instytucji państwowych i unijnych ekosystem innowacji, którego motorem na świecie są fundusze VC, byłby mrzonką.

Brakuje inwestorów

Sektor venture capital jest dziś w Polsce w powijakach. Szkodzi mu właśnie państwowa kroplówka. „Stąd, mimo że badane podmioty deklarują działania typu VC, trudno nazywać je wszystkie funduszami venture capital z krwi i kości. Bardzo często są de facto operatorami państwowych programów inwestycyjnych" – piszą autorzy raportu.

W zeszłym roku zaledwie co piąta transakcja w startupy w Polsce finansowana była wyłącznie prywatnym kapitałem.

– Inwestycje w startupy są bardzo ryzykowne – doświadczenia z najbardziej rozwiniętego rynku startupowego, jakim jest USA, pokazują, że trzy czwarte z nich nie wychodzi, czyli fundusze tracą zainwestowane środki – zauważa Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Jak podkreśla, w praktyce tylko jedna–dwie spółki spośród 10 należących do portfela funduszu są „gwiazdami", których sprzedaż generuje de facto rzeczywiste zwroty pieniędzy wszystkim inwestorom.

Nic dziwnego, że fundusze VC nie chcą w Polsce ryzykować, skoro państwo puściło szeroki strumień finansowania. Wystarczy wspomnieć, że w perspektywie 2014–2020 na rynek venture capital zostanie skierowane ponad 4,3 mld zł środków publicznych, przy czym Polski Fundusz Rozwoju dopiero odkręca kurek z ponad 2 mld zł na innowacje.

Groźba „stupid money"

Brak zaangażowania prywatnych pieniędzy w raczkujący w Polsce rynek startupów sprawia, że ciężko nam budować ekosystem innowacji, który zacząłby wypuszczać na świat tzw. jednorożce (młode, innowacyjne firmy wyceniane powyżej 1 mld dol.).

Dane Startup Poland pokazują, że kwoty rund inwestycyjnych są niskie: ponad jedna trzecia inwestycji w startupy w naszym kraju nie przekroczyła 500 tys. zł. Dla porównania średnia runda seed (pierwsza, zalążkowa runda inwestycyjna) w Europie to 0,7 mln euro, a w Dolinie Krzemowej – 1,6 mln dol. Budujemy więc startupy za kilkukrotnie mniejsze kwoty niż nasi sąsiedzi.

A to dopiero początek problemów. Jak wskazuje sondaż wśród startupów, jakość funduszy VC, działających na rodzimym rynku, jest bardzo słaba. Aż połowa młodych, innowacyjnych firm twierdzi, że w Polsce nie ma godnych uwagi inwestorów tego typu, a 3/4 sądzi, iż większość funduszy VC nie ma w ogóle kompetencji do doradzania startupom. Badani wskazują, że z jednej strony zależy im wyłącznie na szybkim zwrocie z inwestycji, a z drugiej nie są w stanie zaoferować tzw. smart money, czyli cennych dla startupu kontaktów biznesowych i know-how.

– Wyniki badań potwierdzają, że twórcy startupów oczekują od inwestorów nie tylko zastrzyku gotówki, ale też mentoringu i wprowadzenia na biznesowe salony – przyznaje Aleksander Nawrat, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Według niego w opozycji do „smart" coraz częściej mówi się o „stupid money", czyli środkach, które „trzeba wydać" na innowacje i startupy, choćby z uwagi na modę na takie inwestycje.

– Za mało bierze się pod uwagę ocenę efektów tych inwestycji. To stwarza poważne ryzyko, że blokadą w rozwoju stanie się nie brak pieniędzy, lecz pomysłów. To z kolei rodzi groźbę, że te, które się jednak przebiją, będą przeinwestowane o kilka rzędów wielkości – zaznacza Aleksander Nawrat.

Problemy branży

Ale barier dla rodzimego rynku jest więcej. Natrafiają na nie również same fundusze VC. Leżą one choćby w regulacjach, które sprawiają, że inwestowanie w startupy jest nieatrakcyjne podatkowo i formalnie skomplikowane. Autorzy raportu przekonują, że – w dzisiejszych warunkach podwójnego opodatkowania funduszy – inwestorowi prywatnemu zwyczajnie nie opłaca się inwestować w startup poprzez fundusz VC zarejestrowany w Polsce.

Tym bardziej że – według Startup Poland – sami innowatorzy poszukujący finansowania nie są specjalnie zainteresowani krajowymi inwestorami. Aż 44 proc. rodzimych młodych biznesów szuka kapitału na rozwój poza granicami kraju. Niestety, udaje się to nielicznym. Wyjątkami potwierdzającymi regułę są takie spółki, jak Estimote, UXPin, SalesManago, Growbots czy Brainly.

Eksperci radzą polskim VC współpracę z zagranicznymi funduszami, ale również wspólne inwestycje z rodzimymi partnerami. Dziś takie kooperacje na naszym rynku to rzadkość. W USA zaś standard. W Startup Poland wskazują, że tam – obok wiodącego w danej rundzie finansowej inwestora – dołącza jeszcze kilka, a czasami nawet kilkanaście innych funduszy i aniołów biznesu.

Pocieszający może być fakt, że rodzime firmy z sektora VC działają z roku na rok coraz bardziej profesjonalnie. Uważa tak 54 proc. ankietowanych przez Startup Poland.

Czy polskie fundusze są w stanie zaoferować rodzimym startupom tzw. smart money?

Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Opinie

Julia Krysztofiak-Szopa, prezes fundacji Startup Poland

Inwestycje w polskie startupy są lewarowane głównie środkami z Krajowego Funduszu Kapitałowego, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Instrumenty te statutowo służą pobudzaniu innowacyjności w kraju. Zatem jeśli inwestorzy venture chcą się rozwijać i funkcjonować w globalnym ekosystemie, to muszą dojrzeć i wreszcie odciąć pępowinę, która łączy ich z państwowym kapitałem. A widzimy, że nie jest to łatwe. Odkąd PFR ogłosił dwa lata temu, że będzie pobudzał branżę venture capital miliardami na startupy, inwestorzy w Polsce – zamiast skupić się na zbieraniu funduszy z prywatnego rynku – wciąż czekają na wyniki naborów.

Za mało gier w portfelach

Polskich inwestorów najbardziej interesują startupy z obszaru big data, internetu rzeczy, a także technologii dla marketingu, czyli z branży niewymagających wysokich nakładów inwestycyjnych. Jak pokazują badania, to startupom właśnie z tych sektorów najłatwiej było w ub.r. pozyskać w Polsce kapitał na rozwój. Stosunkowo dobrze mają się także startupy z branż związanych ze zdrowiem, biotechnologią i naukami przyrodniczymi (choć reprezentują 13 proc. polskich startupów, to w grupie firm dokapitalizowanych przez VC stanowią 17 proc.). Analitycy wskazują natomiast, że niedoreprezentowane w portfelach inwestorów są branże gier, mody i projektowania, transportu i turystyki oraz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR/AR).

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL