fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Firmy odzieżowe są pod ścianą, ale jest szansa dla Polski

Adobe Stock
Od stycznia do maja sprzedaż polskiego sektora tekstylnego spadła aż o 15 proc. w ujęciu rocznym. Odrabianie strat zajmie o wiele dłużej niż rok.

Kryzys związany z zamknięciem salonów stacjonarnych podczas lockdownu uderzył szczególnie mocno w sieci odzieżowe, które nie były w stanie zniwelować strat zwiększoną sprzedażą online. Taki trend widać w całej Europie, a w opinii analityków Euler Hermes obecny kryzys spowoduje spadek w europejskiej branży tekstylnej i odzieżowej o 19 proc. w roku 2020, przy jednoczesnym 9 proc. spadku PKB w krajach strefy euro.

- Przewidujemy, że w 2021 r. dojdzie do odbicia w obrotach o 15 proc., jednak powrócą one do poziomów sprzed kryzysu dopiero w 2023 r. i to zakładając postępującą poprawę globalnej sytuacji w zakresie sytuacji epidemicznej oraz zapewnienie wsparcia finansowego dla gospodarki – mówi Aurélien Duthoit, doradca sektorowy ds. handlu detalicznego, technologii i sprzętu gospodarstwa domowego w Euler Hermes.

Czytaj także: H&M zaskoczył wynikami. Zysk po wakacjach przebił oczekiwania

Pomimo znacznego wsparcia w postaci różnorodnych programów utrzymywania miejsc pracy i wysokich poziomów finansowania, do końca 2021 r. zatrudnienie w branży w UE zostanie zmniejszone o 8 proc. - około 158 tys. miejsc pracy, a zniknąć może 6 proc. firm - około 13 tys. Udział MŚP w obrotach ogółem branży tekstylnej jest dwukrotnie wyższy niż średnia w europejskim sektorze produkcyjnym, co czyni tę branżę bardziej wrażliwą na obecną sytuację.

Polski sektor tekstylny to około 25 tys. firm zatrudniających 145 tys. osób. Lokalne obroty w branży wzrosły o około 20 proc. na przestrzeni minionych pięciu lat 2015-2019 dzięki zwiększonemu popytowi i eksportowi do Niemiec. Pomimo istotnych oznak powrotu do normy, w okresie od stycznia do maja sprzedaż polskiego sektora tekstylnego spadła aż o 15 proc. w ujęciu rok do roku.

Firma podaje, że wsparcie publiczne dla branży nie tylko pozwoliłoby na szybsze odbicie i zapewniło pomoc dla przedsiębiorców w powrocie na ścieżkę wzrostu sprzed kryzysu, ale również byłoby spójne z nawoływaniami do bardziej zielonej i cyfrowej gospodarki.

Bardziej zielona branża tekstylna w opinii ekspertów Euler Hermes kładłaby większy nacisk na jakość niż na ilość. Rosnąca konsumpcja per capita w zakresie odzieży niesie za sobą pewien koszt: branża generuje w ujęciu globalnym 10 proc. emisji gazów cieplarnianych ogółem. Przypadek Włoch, gdzie zgodne interesy konsumentów, sprzedawców detalicznych i producentów pozwoliły temu krajowi utrzymać upodobanie do odzieży droższej, ale o wyższej jakości i wykonanej lokalnie, stanowi przykład dla pozostałej części UE. Korzyści zastąpienia importu byłyby bardzo namacalne: 10 proc. spadek we francuskim i niemieckim imporcie odzieży odpowiadałby 8 proc. wzrostowi w obrotach europejskich producentów odzieży.

Na sektorowych przemianach w europejskiej branży tekstylnej może zyskać także polski rynek i rodzime firmy.

- W minionej dekadzie znaczna część produkcji tekstylnej została przeniesiona z zachodu do naszego kraju, a następnie uległa dalszemu przesunięciu do krajów o jeszcze niższych kosztach produkcji, takich jak Ukraina czy nawet Litwa i Bułgaria. Tym niemniej część tej produkcji pozostała i jest to produkcja o wyższej wartości dodanej, w której liczy się jakość. Do tego dochodzą wąskie specjalizacje, takie jak szycie mundurów wszelkiego rodzaju, odzieży roboczej czy tapicerki samochodowej. Ponadto należy dodać produkcję materiałów obiciowych (dla przemysłu meblowego), która – choć może nie w skali włoskiej konkurencji – odnalazła swoją niszę w naszej dosyć dynamicznej branży meblarskiej. Dynamicznej oczywiście w czasach dobrej koniunktury – uważa Tomasz Starus, członek zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA