- Ci ludzie grozili, że odbiorą mi życie, co traktowałam jako realną groźbę. Stwierdzili, że jeśli nie opuszczę terytorium Białorusi dobrowolnie, wówczas i tak zostanę wywieziona: w całości lub w częściach - relacjonowała Kolesnikowa.
- Grożono mi też pozbawieniem wolności do 25 lat i utrudnianiem mi życia w miejscach odosobnienia - mówiła opozycjonistka.
Kolesnikowa w związku z potraktowaniem jej domaga się podjęcia działań prawnych przeciwko przedstawicielom władz, w tym przeciwko białoruskiemu KGB.
W swoim oświadczeniu Kolesnikowa ze szczegółami podała chronologię wydarzeń z 7 i 8 września, gdy została uprowadzona z centrum Mińska i wywieziona na granicę z Ukrainą, której jednak nie zgodziła się przekroczyć.
- Kiedy oficerowie KGB zorientowali się, że nie opuszczę Białorusi dobrowolnie, założyli mi worek na głowę, wepchnęli do minibusa i zabrali na granicę Białorusi z Ukrainą, gdzie próbowali zmusić mnie, wbrew woli, do przekroczenia granicy z Ukrainą - mówiła.
Białoruskie MSW informowało początkowo, że nie wie nic o zatrzymaniu Kolesnikowej przez organy państwa.
Opozycja białoruska informowała później, że zaginęło również dwóch współpracowników Kolesnikowej. Ci, jak się potem okazało, przekroczyli granicę z Ukrainą.
Kolesnikowa jest jedną z liderek protestów, do jakich doszło na Białorusi po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia. Według oficjalnych wyników wybory te, z poparciem ponad 80 proc. głosów, wygrał prezydent Aleksander Łukaszenko. Jednak przeciwnicy prezydenta uważają, że wybory zostały sfałszowane i domagają się zorganizowania ponownych, uczciwych wyborów.