fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Walka z pedofilią: Emocje złym doradcą

Prymas Wojciech Polak apeluje do hierarchów o pomoc ofiarom pedofilii w Kościele
PAP
W sprawie molestowania seksualnego nieletnich czas na poważną debatę ponad podziałami.

„Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom" – te od dawna oczekiwane słowa padły w niedzielę z kościelnych ambon. Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski (KEP) w specjalnym liście poruszyła problem seksualnego molestowania nieletnich przez niektórych duchownych. Oprócz wyznania winy biskupi ponowili apel do pokrzywdzonych, by się ujawniali. Poprosili też wszystkich o większą wrażliwość w odniesieniu do dzieci i młodzieży oraz osób skrzywdzonych.

Na takie słowa wierni czekali od dawna. Pojawiały się one wcześniej – chociażby w stanowisku KEP na temat molestowania z listopada 2018 r. – ale nie dbano o to, by je rozpowszechnić. Wspomniane stanowisko, którego całe akapity wykorzystano teraz do niedzielnego listu, zamieszczono właściwie jedynie w internecie. Trzeba było wstrząsu, jakim był film braci Sekielskich, by niejako w reakcji na gniew i oburzenie wiernych wyjść z problemem na ambony.

Ten przykład doskonale obrazuje, jak bardzo Kościół zaniedbał w ostatnich latach sferę komunikacyjną. Żeby ją odbudować, a właściwie zbudować od nowa, trzeba będzie gigantycznej pracy.

W niedzielę Polacy usłyszeli ważne słowa. Ale co dalej? Jak się oczyścić, odzyskać wiarygodność, co zrobić, by do molestowania nieletnich już nie dochodziło? To pytania, na które biskupi, księża, wierni, ale też osoby nienależące do Kościoła muszą szukać odpowiedzi. Przede wszystkim trzeba nam wszystkim opanowania emocji. Nie ma sensu ciągła dyskusja o dymisji Episkopatu czy któregoś z biskupów. Nie mają sensu spekulacje wokół wizyty w Polsce abp. Charlesa Scicluny, bo raz, że nie jest wcale wysłannikiem papieża, tylko został zaproszony przez KEP, a dwa nikogo nie będzie rozliczał. Budowanie napięcia w związku z tą wizytą niczemu nie służy – podnosi jedynie ciśnienie i temperaturę dyskusji. Podobnie jak powracanie do tzw. sprawy tylawskiej sprzed 15 lat i zastanawianie się nad tym, dlaczego księdza mimo wyroku sądowego nie wyrzucono wtedy z szeregów kapłańskich i czy można to zrobić teraz.

Dziś potrzebna jest poważna debata ponad podziałami. Dyskusja m.in. o tym, jak wspomóc (również finansowo) Centrum Ochrony Dziecka, telefon zaufania „Zranieni w Kościele" czy fundację „Nie lękajcie się". Do wszystkich tych podmiotów zgłaszają się skrzywdzeni. Wszystkie są na równi ważne – mimo że fundacja nie ukrywa rezerwy do Kościoła.

Potrzebna jest debata o komisji ds. wyjaśnienia pedofilii, która powinna zająć się nie tylko rozliczaniem, ale wskazaniem słabych punktów w istniejących systemach kościelnych i państwowych. I tu musi zaistnieć zgodna współpraca między biskupami, ekspertami, politykami, przedstawicielami fundacji „Nie lękajcie się". Jeśli wszystkim zależy na dobru dzieci, to różne animozje trzeba po prostu zawiesić na kołku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA