fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Wszystkie kłopoty Marka Falenty

Policja
Walka o ułaskawienie to niejedyny problem Marka Falenty. Biznesmen ma zarzuty, za które grozi mu do dwóch lat więzienia w tzw. małej aferze taśmowej.

Od ubiegłego roku Falenta jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym tzw. małej afery taśmowej. Ciąży na nim łącznie osiem zarzutów.

– Z tego dwa dotyczą bezprawnego założenia i posłużenia się urządzeniem podsłuchowym w celu uzyskania informacji, do której nie był uprawniony. Sześć kolejnych dotyczy natomiast ujawnienia nieustalonym osobom treści tych rozmów – mówi „Rzeczpospolitej" prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa –Praga.

W tle zarzutów są nagrania, których istnienie wyszło na jaw już po zamknięciu głównego śledztwa w sprawie afery taśmowej (tego, w którym biznesmen został skazany na 2,5 roku więzienia i walczy, by uniknąć odsiadki). Już po tym, kiedy zapadł wyrok skazujący, prawicowe media opublikowały kolejne, wcześniej nieznane nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele". W tym m.in. rozmowę biznesmena Jana Kulczyka z Radosławem Sikorskim oraz z prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim. A także inną, w której brał udział Włodzimierz Karpiński.

Obecnie status pokrzywdzonych w tym śledztwie ma 11 osób (w tym dzieci zmarłego Jana Kulczyka jako jego spadkobiercy).

Zdaniem śledczych – tak jak i w głównej sprawie – Marek Falenta miał zlecić nagrywanie kelnerom warszawskiej restauracji (zarzut za potajemne nagrywanie rozmów ma także kelner Łukasz N.). Podejrzanym jest również jeden z detektywów, który – według prokuratury – miał przekazać taśmy mediom.

Prokuratura, stawiając Falencie zarzuty, zastosowała zamiast aresztu wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym zakaz opuszczania kraju oraz dozór policyjny. Jednak kiedy biznesmen zniknął, przestał stawiać się w komisariacie. Prokurator prowadzący rozważał nawet, czy wystąpić o jego aresztowanie – jednak ostatecznie za racjonalne uznał czekanie na zatrzymanie Falenty w sprawie, w której ma do odsiadki 2,5-letni wyrok.

Teraz, kiedy Falenta jest już w kraju, prokuratura będzie kontynuowała śledztwo, w planie jest jego przesłuchanie.

– Śledztwo jest w toku, są planowane kolejne czynności – mówi krótko prok. Saduś.

Falenta mógł usłyszeć zarzuty w tzw. małej aferze taśmowej dzięki temu, że oskarżając go w głównym śledztwie, przyjęto niekorzystną dla niego koncepcję. Nie zawarto stwierdzenia, że zlecając nagrywanie, biznesmen działał tzw. czynem ciągłym. – Gdyby tamta koncepcja obejmowała czyn ciągły (art. 12 par. 2 kk – red.), to nawet w razie pojawienia się nowych taśm, Falenta nie mógłby usłyszeć w związku z nimi zarzutów – byłoby to traktowane jako jedno przestępstwo – tłumaczy nam jeden ze śledczych.

Dlaczego nie przyjęto, że Falenta, zlecając kelnerom nagrywanie, działał czynem ciągłym? Zdaniem śledczych nie było do tego podstaw. – Nagrywano różne osoby, w różnych konfiguracjach i czasie – tłumaczy śledczy.

W efekcie każdorazowe nagranie było przedmiotem nowego zarzutu. Tu w jednym przypadku śledczy mają dowód, że Falenta zlecił założenie podsłuchu.

Marek Falenta nigdy nie przyznał się do zlecania nagrywania. Jednak pewne jest, że służbom nie udało się odkryć pełnych kulis tej afery – czego najlepszym dowodem jest fakt, że od 2015 roku pojawiło się dotychczas już aż osiem nieznanych prokuraturze i służbom taśm.

W zakończonym w 2015 r. śledztwie dotyczącym afery taśmowej, czyli nielegalnego nagrywania VIP-ów w restauracjach, śledczy szacują, że nagrano ponad 100 osób. Jednak odnaleziono tylko 66 nagrań. Prokuratura wie, że było ich znacznie więcej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA