Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie strategiczne motywy stoją za amerykańskimi działaniami militarnymi wobec Iranu?
  • W jaki sposób blokada irańskich portów mogła wpłynąć na bezpieczeństwo energetyczne Chin?
  • Jakie działania USA mają na celu kontrolę kluczowych globalnych szlaków żeglugowych?
  • Które zależności chińskiego importu ropy naftowej zostały ujawnione przez te działania?

Normalny przepływ statków przez Cieśninę Ormuz musi zostać utrzymany – stwierdził chiński prezydent Xi Jinping w poniedziałkowej rozmowie telefonicznej z saudyjskim następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem. Gdy wypowiadał te słowa, ruch w tej cieśninie był niemal zerowy. Blokowany był przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Amerykanie prowadzili wtedy swoją blokadę irańskich portów. Choć Chiny nie odczuwały jeszcze większych zaburzeń na rynku naftowym (zgromadziły wcześniej duże rezerwy surowca), to przedłużające się ograniczenia w podaży musiały je zaniepokoić. Przed wojną USA oraz Izraela z Iranem sprowadzały one około połowy potrzebnej im ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Kupowały – ze sporą zniżką – około 90 proc. irańskiej ropy. Przez irańską blokadę początkowo były przepuszczane objęte sankcjami tankowce płynące do Chin, ale amerykańska Marynarka Wojenna zaczęła je zawracać. Napływ ropy z Bliskiego Wschodu do Państwa Środka całkowicie nie został zaprzestany (głównie dlatego, że Arabia Saudyjska przekierowała 7 mln baryłek surowca dziennie do terminali nad Morzem Czerwonym), ale działania administracji Donald Trumpa mogły uświadomić Pekinowi, że Amerykanie mogą przejąć kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Zwłaszcza, że USA podjęły działania na rzecz zwiększenia swojej kontroli nad innymi kluczowymi szlakami żeglugowymi na świecie.

Strategia blokady

Prezydent Trump na początku swojej drugiej kadencji zszokował świat zapowiedzią przejęcia przez USA Kanału Panamskiego. Do aneksji tego byłego amerykańskiego terytorium zależnego nie doszło, ale naciski z Waszyngtonu sprawiły, że z konsorcjum zarządzającego Kanałem Panamskim została wyrzucona spółka-córka zarejestrowanego w Hongkongu konglomeratu CK Hutchison Holding. Innym sukcesem USA w Ameryce Łacińskiej była operacja specjalna w Caracas, w ramach której pojmano wenezuelskiego socjalistycznego prezydenta Nicolasa Maduro. Wenezuela była wcześniej bliskim sojusznikiem Chin. Odpowiadała co prawda tylko za około 2 proc. importu ropy do Państwa Środka, ale posiada bardzo duże złoża surowca, które czekają na wykorzystanie. Zapewne dostęp do nich zdobędą spółki amerykańskie. Pod presją administracji Trumpa znalazły się Kuba i Nikaragua, których reżimy również blisko współpracują z Moskwą i Pekinem. Ich upadek będzie oznaczał ograniczenie wpływów Chin w regionie Karaibów i Ameryki Środkowej. Uderzenie w Iran również logicznie wpisuje się w plany demontowania systemów sojuszniczych Rosji oraz Chin, a prowadzona przez US Navy blokada irańskich portów pokazuje, że Amerykanie mogą przejąć kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Dałoby to im możliwość blokowania dostaw bliskowschodniej ropy do ChRL.

Czytaj więcej

Viktora Orbána nie ma, ale Ukraina nadal bez szans na szybkie członkostwo w UE

Pekin mogło zaniepokoić również to, że niedługo po ogłoszeniu blokady irańskich portów, USA zawarły porozumienie obronne z Indonezją. Zwiększa ono ryzyko, że Amerykanie będą mogli polować na objęte sankcjami statki w Cieśninie Malakka, przez którą przechodzi znaczna część chińskiego handlu zagranicznego. Niedawno też USA i Maroko podpisały „mapę drogową” dotyczącą współpracy wojskowej. Administracja Trumpa zdobyła więc ważny przyczółek nad Cieśniną Gibraltarską. Na tym tle „szarża” Trumpa w sprawie Grenlandii, ani pomysły budowy „riwiery” w Strefie Gazy nie wyglądają już aż tak „wariacko” jak się prezentowały na pierwszy rzut oka. Toczą się przecież negocjacje w sprawie budowy nowych baz na Grenlandii (stanowiącej jeden z brzegów morskiego korytarza GIUK łączącego Ocean Lodowaty z Atlantykiem), a obecność amerykańskich sił wojskowych w Gazie i w planowanych bazach w Izraelu zwiększy projekcję siły USA we wschodniej części Morza Śródziemnego, w tym w pobliżu wejścia do Kanału Sueskiego. Może to sprawić, że Chinom będzie dużo trudniej kupować rosyjską ropę objętą sankcjami – które Amerykanie łaskawie poluzowali w czasie wojny z Iranem. Rosja jak dotąd odpowiadała za około 20 proc. importu ropy do ChRL. Seria ukraińskich ataków na jej rafinerie i terminale naftowe ograniczyła jej jednak możliwości eksportowe. Chiny mogą być pewne jedynie dostaw ropy tłoczonej z Rosji rurociągami.

Dozowanie paliwa

Obecnie Chiny nie mają problemów z dostępnością paliw, gdyż zgromadziły ich duże rezerwy. Amerykańskie uderzenia w Wenezuelę oraz Iran pokazują jednak, że Stany Zjednoczone byłyby w stanie poważnie ograniczyć dostawy ropy do Chin, gdyby Państwo Środka przygotowywało się do inwazji na Tajwan. Administracja Trumpa mogła się wcześniej obawiać, że Chiny wykorzystają Iran do destabilizacji Bliskiego Wschodu i związania sił USA, przed taką inwazją.

Czytaj więcej

Tankowce płacą miliony, by ominąć kolejki. Kanał Panamski na granicy wydolności

„Iran jest najczęściej omawiany jako problem nieproliferacji broni jądrowej, sponsor terroryzmu czy regionalny destabilizator. Każde z tych ujęć oddaje realny problem, ale żadne nie uchwyci tego, co naprawdę ma największe znaczenie. Aktywa nuklearne, archipelag milicji rozciągający się od Libanu po Jemen, kwestia architektury bezpieczeństwa Zatoki Perskiej – wszystkie te sprawy nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy odczytuje się je na tle chińskiej strategii wielkich mocy. W rzeczywistości Pekin przez wiele lat i angażując miliardy dolarów budował Iran jako trwały, strukturalny atut. Wszystko, co dzieje się później na Bliskim Wschodzie, wypływa właśnie z tego faktu. Dlatego operacja „Epicka Furia” jest pierwszą amerykańską kampanią wojskową, która realnie zagraża przerwaniu tego atutu.” – napisała Zineb Riboua, analityczka Hudson Institute.

Jak na razie Amerykanom oraz Izraelczykom udało się wykrwawić i osłabić Iran. Niewąptliwie Donald Trump będzie miał o czym rozmawiać z Xi Jinpingiem na spotkaniu w Pekinie zaplanowanym na 14-15 maja.

Państwo Środka stawia na wszechstronną energetykę

Chińskie władze mocno działają na rzecz tego, by zmniejszyć zależność swojego kraju od zagranicznych surowców zagranicznych. Temu służy zarówno zwiększanie rezerw strategicznych jak i krajowych możliwości generowania energii. - Bezpieczeństwo energetyczne to kwestia, która naprawdę spędza chińskim liderom sen z powiek. Działania Trumpa w Wenezueli ioraz Iranie utwierdziły chińskich przywódców w przekonaniu, że postępują słusznie – twierdzi Jane Nakano, analityczka z think-tanku Center for Strategic and International Studies. Chińskie władze inwestują zarówno w energetykę węglową i gazową jak i w atom oraz odnawialne źródła energii. W latach 2019–2024 ilość energii elektrycznej wytwarzanej z wiatru wzrosła w Chinach o 146 proc., ze Słońca o 275 proc., z atomu o 32 proc., z węgla o 20 proc., z gazu o 35 proc., a z hydroenergetyki o 6 proc. W sektorze ropy i gazu władze przyspieszą dążenia do pełnego zbadania i eksploatacji własnych zasobów Chin. Proces ten rozpoczął się w 2019 roku i od tego czasu trzy chińskie państwowe koncerny naftowe zwiększyły już swoje rezerwy o 20 proc. Produkcja ropy na Morzu Południowochińskim wzrosła o niemal 50 proc., a wydobycie z innych kluczowych złóż skoczyło o jedną trzecią. Krajowa produkcja gazu ziemnego osiągnęła w zeszłym roku rekordowy poziom, rosnąc o 6 proc. do 262 miliardów metrów sześciennych. W tym roku Chiny prawdopodobnie wyprzedzą Iran, stając się trzecim producentem gazu na świecie – ustępując jedynie USA i Rosji. Chiny ścigają się również w budowie kolejnych reaktorów jądrowych. Obecnie posiadają ich 58, o łącznej mocy zainstalowanej wynoszącej 60 gigawatów elektrycznych (GW). Kolejne 33 jednostki są w budowie, co doda do systemu kolejne 35 GW. Choć moce energetyki słonecznej i wiatrowej rosną w Chinach szybciej niż planowano, to są problemy z ich wykorzystaniem. HK