Jego dzieciństwo było smutne i przejmująco samotne. Ojciec zmarł bardzo wcześnie, matka cierpiała na zaburzenia psychiczne. Jednak Charlie nie załamał się. Znalazł dla tych dramatycznych doświadczeń artystyczny wyraz – stworzył postać trampa, małego włóczęgi, który cierpiał z powodu poniżenia, biedy i niesprawiedliwości. Ale w walce z losem miał niebagatelną broń – humor. Rozśmieszał już samym wizerunkiem. Pojawiał się na ekranie jako drobny facecik w meloniku, rozdeptanych butach, z nieodłączną laseczką. Każdy jego gag był perfekcyjnie opracowany. Jednak siłą Chaplina było połączenie błazenady z liryzmem, przemieszanie tragedii z komedią. Gesty i pozy przyjmowane przez Charliego miały na celu zaakcentowanie tkwiącego w bohaterze dobra, pogody ducha. Bawiąc ludzi, pokazywał im, że nawet ktoś słaby może zatriumfować. To przesłanie podnosiło na duchu analfabetów i emigrantów, którzy stanowili publiczność nickelodeonów (tanich kin). Przekonywało również elity. Chaplin udowadniał, że rozrywka na dużym ekranie nie musi być jarmarczna – jest w niej miejsce na wyrafinowanie, refleksję nad człowieczeństwem.
Przegląd potrwa do 20.01. W lutym komedie Chaplina trafią do kinowej dystrybucji