[b]Rz: Na początku roku przekonywał pan, że w sprawie mediów publicznych politycy powinni zawrzeć kompromis. Co pan myśli o obecnej sytuacji w telewizji?[/b]
Janusz Piechociński, poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego: Gdy się wieszczy katastrofę spowodowaną przez kompletny brak umiejętności zawierania kompromisów przez polityków, to się nie ma satysfakcji.
[b]Wieszczy pan katastrofę?[/b]
A co innego może nastąpić?
[b]Aż tak źle widzi pan tę sytuację? [/b]
A jak można ją widzieć inaczej? Od tygodni w telewizji ciągnie się kompromitujący nas wszystkich spektakl, finansowanie mediów ulega dramatycznemu pogorszeniu, a wszystko to prowadzi do realizacji najgorszego z możliwych scenariuszy, czyli prywatyzacji mediów publicznych poprzez doprowadzenie do ich upadłości.
[b]Platforma Obywatelska do tego zmierza?[/b]
Przecież Platforma nie ukrywa, że jej zdaniem media publiczne są zbyt rozbudowane. Swego czasu o ich prywatyzacji wprost mówił jeden z ministrów w Kancelarii Premiera. Konkluzja wydaje się więc prosta. Tylko że jeśli PO rzeczywiście ma taki plan, a wszystko na to wskazuje, to powinna wreszcie jasno to powiedzieć. Oczywiście PO może dążyć do redukcji potencjału mediów publicznych poprzez ich prywatyzację, ale nie tak, jak to aktualnie robi.
Premier i minister skarbu, jako urzędnicy państwowi, rozliczani są między innymi z dbałości o majątek publiczny. I muszą mieć świadomość, że nikt z nich tej odpowiedzialności nie zdejmie. A co się dzieje? Przez bałagan ten majątek jest trwoniony. Takie działanie jest przeciw racji stanu.
[b]To ostre słowa.[/b]
Bo premier nie może dalej udawać, że nie odpowiada za to, co się dzieje w telewizji publicznej.
[b]A co miałby zrobić?[/b]
Zmienić swój sposób myślenia o mediach publicznych.
[b]Zwracacie mu na to uwagę?[/b]
Nasz koalicjant mówi wyraźnie, że do wyborów prezydenckich nie jest zainteresowany zmianami w mediach publicznych. I tylko rozgrywa tę sprawę marketingowo, zrzucając winę za wszystko, co się dzieje w telewizji, na byłego neonazistę Farfała.
[b]Tolerując to, bierzecie na siebie część odpowiedzialności.[/b]
Dlatego jestem tak rozgoryczony. Uważam, że gdyby na początku roku PSL twardo postawił Platformie warunki: albo wspólnie dokonamy pozytywnych zmian w mediach publicznych, albo my zrobimy to z udziałem innych ugrupowań, czyli bez Platformy, to dziś mielibyśmy inną sytuację.
[b]Nie obawia się pan, że to wywołałoby wojnę w koalicji?[/b]
Jaką tam wojnę, w mediach żadna koalicja nie istnieje, chyba że mowa o tej Farfałowej.
[b]Gdybyście w sprawie mediów postawili Platformę pod ścianą, mogłaby zerwać z wami koalicję, a wy stracilibyście stanowiska w rządzie.[/b]
Nic podobnego. Gwarantuję panu, że nic takiego by się nie stało. Choćby dlatego, że Platforma nie mogłaby sobie na to pozwolić w przededniu uchwalania budżetu.
I sprawę mediów mielibyśmy już załatwioną. Ich finansowanie zostałoby ograniczone do akceptowalnego dla wszystkich poziomu, a zarządzanie wyłączone spod politycznego wpływu. Tymczasem ta szansa została zaprzepaszczona.
[b]Czy to znaczy, że podejmiecie jeszcze jakąś próbę unormowania sytuacji w mediach?[/b]
I Herkules sam nie poradzi. Oczekiwanie, że ja osobiście czy nawet 31-osobowy klub Polskiego Stronnictwa Ludowego racjonalnością swojej argumentacji sam doprowadzi do zmiany, jest nieporozumieniem. Ale jeśli będzie taka wola, możemy pośredniczyć w szukaniu konsensusu.