Od paru lat byliśmy bliskimi przyjaciółmi – takimi, co to dzwonią do siebie, wymieniają opinie. Czasami taka wymiana opinii na tematy bieżące zamieniała się w długą nocną Polaków rozmowę. Ostatni raz rozmawialiśmy całkiem niedawno, bo 16 października.
Dzisiaj wieczorem spodziewałem się wystąpić na kolejnym spektaklu w towarzystwie Maćka. Jego wystąpienia były zawsze tak ciekawe i tak nasycone aktualnościami, ze choć kabareciarze nie mają zwyczaju słuchać osoby, która mówi po nich lub przed nimi, to gdy mówił Rybiński, człowiek stał w tej kulisie i słuchał, a czasami nawet zazdrościł.
Był człowiekiem serdecznym i ciepłym. Jego karykaturalne patrzenie na świat brało się z serca. Nie zdarzyło się chyba, żeby kogoś serdecznie nienawidził. On cudownie zauważał paradoksy, bywał złośliwy, ale nie aż do bólu. Nie tylko satyrycy, ale i politycy mogliby się uczyć od niego szacunku do świata.