[b]Rz: Rosyjskie władze chcą ukarać finansowo synoptyków, którzy nie przewidzieli srogiej zimy.[/b]
[b]Tomasz Zubilewicz:[/b] Nie wiadomo tylko, czy byli nierzetelni, czy może zajęci rozgrzewaniem się... Patrząc na polskie agencje meteorologiczne, także odnoszę wrażenie, że niektórzy nie przykładają się do swojej pracy.
[b]Co pan robi, kiedy ma pan zapowiedzieć pogodę, w którą trudno uwierzyć? Dzieli się pan swoimi wątpliwościami z widzami?[/b]
Oczywiście. Tak buduje się wiarygodność. Kiedy ostatnio w Polsce było 12 stopni, dzwonili właściciele stoków oraz ci, którzy chcieli wyjechać w góry, pytając, czy to już koniec z nartami. Mówiłem: „Jeszcze przyjdą mrozy”, chociaż samemu trudno mi było w to uwierzyć. I teraz się okazuje, że w Warszawie pada śnieg, a temperatura spadła do -8 stopni. Prognoza się sprawdziła.
[b]Ale czasem się nie sprawdza.[/b]
Atmosfera jest dynamiczna i chaotyczna. Dlatego kończąc dzień, przeglądam Internet, sprawdzając, czy coś się zmieniło. Rozpoczynam dzień, otwierając mapy pogodowe. Więc mało mam prognoz nietrafionych.
[b]Zastanawia się pan nad prognozami, które pan otrzymuje? Analizuje je pan w jakiś sposób?[/b]
W TVN mamy synoptyków, którzy pracują od godz. 5.50 do 21. Sprawdzają, czy na przykład to, co idzie w kierunku Polski znad Niemiec, zatrzymało się, czy przyspieszyło. Dzięki temu jesteśmy w stanie zmienić prognozę nawet dziesięć minut przed jej głównym wydaniem. Ja sam z wykształcenia jestem geografem synoptykiem, więc te sprawy mnie kręcą. Mam zegarek, który mierzy ciśnienie atmosferyczne, mogę więc w każdej chwili sprawdzić, czy zapowiada się nadejście frontu pogodowego, czy nie.
[i]-rozmawiała Monika Gębala[/i]