Zdaniem Mastalerka to właśnie Kosiniak-Kamysz jest największym przegranym tego, że do wyborów 10 maja nie doszło.

Według byłego rzecznika PiS lider PSL mógł podjąć grę z PiS i doprowadzić do tego, by "w maju wybory odbyły się przy urnach".

Jak mówił Mastalerek w takich wyborach, wobec niskiego sondażowego wyniku óczesnej kandydatki PO na prezydenta, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Kosiniak-Kamysz mógłby uzyskać drugi wynik i na trzy i pół roku zostać liderem opozycji w parlamencie.

- Do Kosiniaka-Kamysza mogłyby ustawiać się kolejki posłów PO, być może mógłby się porozumieć z panem Hołownią. Stracił największą szansę swojego życia, to już nie wróci - ocenił Mastalerek.

Były rzecznik PiS był też pytany o wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego do Sejmu o wotum zaufania (szef rządu uzyskał je w czwartek większością 235 głosów).

- To był świetny pomysł, to był jasny sygnał i znak że trzeba ruszyć, zamknąć wszystkie spory, ważna jest jedność. Odebrał zainteresowanie mediów początkiem kampanii Rafała Trzaskowskiego, która miała rozpocząć się 4 czerwca symbolicznie w Gdańsku - ocenił.