Do Seyne-les-Alpes, małej miejscowości najbliższej miejsca katastrofy, przyjeżdżają bliscy ofiar. Są objęci pomocą psychologów i lekarzy.
Oprócz ciał ofiar ratownicy poszukują jednej czarnej skrzynki. Jedna został odnaleziona już wczoraj - ta, która zawiera nagrania rozmów z kokpitu. Jest uszkodzona, ale eksperci będą starali się odtworzyć jej zawartość.
Wydobywanie ciał ofiar może potrwać nawet kilka dni, bo do katastrofy doszło w wyjątkowo trudno dostępnym miejscu, na prawie pionowej skale. W samym miejscu wypadku nie ma śniegu, ale by dostać się do szczątków samolotu, trzeba przebrnąć przez jego zalegające płaty. Są również miejsca, w których występuje poważne zagrożenie lawinowe.
Władze tanich niemieckich linii lotniczych Germanwings traktują katastrofę jako wypadek. - Wszelkie inne spekulacje są nieuzasadnione - twierdzą.
Krótko przed katastrofą kontrolerzy lotu usiłowali nawiązać kontakt z załogą samolotu, ale bezskutecznie.
W katastrofie zginęło 150 osób, w tym 6 członków załogi. Wśród ofiar jest 16 uczniów i dwie nauczycielki ze szkoły w Haltern am See w Nadrenii Północnej-Westfalii oraz dwoje śpiewaków z opery w Duesseldorfie - Oleg Bryjak i Maria Radner.
Airbusem 320 mieli lecieć piłkarze trzecioligowej drużyny piłkarskiej, w ostatniej chwili zmienili lot.
W tym samym miejscu, w którym wczoraj rozbił się samolot niemieckich linii Germanwings, w 1953 roku również doszło do katastrofy. Rozbił się wówczas samolot lecący z Paryża do Sajgonu, zginęły 42 osoby.