"Szkoda tylko tych tysięcy, dziesiątek tysięcy, które w przyszłości się już nie narodzą..." - dodał Szejnfeld.

Zgodnie z projektem w procedurze in vitro będzie można tworzyć tylko jeden zarodek, który należy umieścić w ciele kobiety w ciągu 72 godzin. Autorzy projektu chcą, by do artykułu określającego, w jaki sposób powinno być prowadzone leczenie niepłodności, dodać m.in.: "ze szczególnym uwzględnieniem prawnej ochrony życia" oraz zapisać, że żadne z działań podejmowanych na podstawie ustawy nie może naruszać praw i dobra dziecka poczętego. Obecnie przepisy zezwalają na zapłodnienie sześciu żeńskich komórek rozrodczych (w określonych przypadkach można utworzyć więcej zarodków).

W projekcie, który trafił do dalszych prac, zaproponowano też zmiany w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, które mają uniemożliwić nawiązanie prawnego stosunku rodzicielskiego dziecka poczętego in vitro wobec mężczyzny będącego partnerem matki, ale niebędącym genetycznym ojcem. Wnioskodawcy powołują się na opinię Sądu Najwyższego do projektu ustawy o leczeniu niepłodności, w której SN wskazał, że taka konstrukcja jest "bardzo skomplikowana i pozostawia wykreowanie rodzinnego stosunku prawnego ojcostwa pomiędzy osobami obcymi poza wszelką kontrolą".

PO chciała odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu. Zdaniem polityków tej partii proponowane przepisy uniemożliwią przeprowadzanie skutecznych zabiegów zapłodnienia in vitro w Polsce. Były minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz, z trybuny sejmowej zapewniał, że jeśli PO wróci do władzy, wówczas przywróci przepisy, które teraz mają zostać zmienione.

- W 2015 r. przeprowadzamy historyczną ustawę, jako ostatni w Europie, która gwarantuje bezpieczeństwo matkom rodzącym dzieciom z in vitro, zabezpieczamy zarodki. Przychodzi dzień 22 września 2016 r. kiedy pod osłoną nocy wprowadzacie przepisy, których nigdzie w Europie nie ma - przekonywał poseł PO.

Za odrzuceniem projektu głosowało 170 posłów, przeciw 252, wstrzymało się 14 posłów.