Informację o śmierci cywilów przekazało wojsko brytyjskie.

W tłumie, który desperacko próbuje dostać się do jakiegokolwiek samolotu wylatującego z kraju, wybuchła panika, nasilona przez  strzelających w powietrze talibów. Ci z kolei próbują odpędzić swoich rodaków jak najdalej od lotniska.

Przedstawiciele brytyjskiej armii przyznają, że sytuacja w porcie lotniczym w Kabulu jest bardzo trudna, zapewniają też, że robią wszystko, aby zarządzać sytuacją przy zachowaniu możliwie największego bezpieczeństwa.

W sobotę wojska brytyjskie i innych krajów Zachodu w pełnym rynsztunku bojowym próbowały zapanować nad napierającym tłumem. Przy temperaturze 34 stopni, która teraz panuje w Afganistanie, udzielali pomocy ludziom słabnącym z upału, spryskując ich wodą i rozdając wodę butelkowaną do chłodzenia głów.

Nie jest do końca jasna przyczyna śmierci siedmiorga cywilów - nie wiadomo, czy zostali ususzeni, zmiażdżeni, czy zmarli w wyniku ataku serca.

Administracja prezydenta USA Joe Bidena rozważa wezwanie amerykańskich komercyjnych linii lotniczych do zapewnienia samolotów i ich załóg, które zostałyby wykorzystane do transportu afgańskich uchodźców po ich wywiezieniu z kraju przez samoloty wojskowe.

Na wezwanie komercyjne linie lotnicze przetransportowałyby ewakuowanych do innego kraju lub z międzynarodowego lotniska Dulles w Wirginii do amerykańskich baz wojskowych.

Jeden z wysokich rangą urzędników poprzedniego rządu, Abdullah Abdullah - były minister spraw zagranicznych, premier w latach 2014-2020, wraz z byłym prezydentem Afganistanu Hamidem Karzajem, spotkali się z Abdulem Rahmanem Mansourem, pełniącym obowiązki gubernatora Kabulu z ramienia talibów. Ten zapewnił ich, że "zrobi wszystko co możliwe dla bezpieczeństwa mieszkańców Kabulu".

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły