[b]Rz: Nie idealna, ale wystarczająco dobra. Jaka to babcia?[/b]
[b]Wojciech Warecki:[/b] Mądra. Oddzieli rzeczy ważne od błahostek,a prawdę od pozorów. To kwestia przeżytych lat, dystansu do siebie i wydarzeń. I zawsze ma czas. Jej opowieści, trochę chaotyczne i przypadkowe, budują nasz obraz świata. Prawdziwy, niezmącony masową kulturą. Dobra babcia tworzy w nas kapitał na całe życie.
[b]Kochająca?[/b]
Bezwarunkowo. Ale stawiająca granice. Jej akceptacja wad wnuków nie oznacza przyzwolenia na wszystko, także na bezstresowe wychowanie.
[b]Powiedział pan kiedyś, że babcia to z definicji ocean cierpliwości.[/b]
I empatii. To jedyny słuchacz w rodzinie. Jej cierpliwość przeciwważy impulsywność i popędliwość. Ciepło, łagodność to taki „duch babciowania”. W teorii, bo nikt nie uczy nas dobrego wypełniania społecznych ról.
[b]Ról? Dziadek ma inną rolę?[/b]
Oczywiście! Dziadek to autorytet i szacunek – jeśli na nie zasłużył. Dba o rodzinę jako całość, przekazuje tradycje. To raczej on wprowadza wnuki w świat polityki czy filozofii.
[b]A jeśli dziadkowie są daleko i widują się z wnukami rzadko?[/b]
Trzeba postawić na telefon czy Internet. I jakość wspólnego czasu. Dopóki można. Moment prawdy i tak przyjdzie, bo starość wymaga opieki. Prędzej czy później.
A to zawsze, podkreślam, jest obowiązkiem dzieci.
[b]A jak nie mają czasu albo siły?[/b]
To niech znajdą! Przez wzgląd na siebie. Nasze dzieci obserwują, jak obchodzimy się z własnymi rodzicami.
Po cichu, ale bacznie. Jeśli poddamy ich „eutanazji”, w swoim czasie i my spodziewajmy się utylizacji.