Bogusław B. mieszka przy ul. Fabrycznej, prowadzi skład budowlany. Wczoraj o godz. 7 zauważył na płocie swojej posesji reklamówkę. Gdy zajrzał do torby, zobaczył, że w środku jest granat. Niezwłocznie wezwał policję.
Funkcjonariusze zamknęli ok. 400-metrowy odcinek drogi. Na miejsce wezwali karetkę pogotowia oraz policyjnych pirotechników. Ci ocenili, że w reklamówce jest granat z zapalnikiem oraz pojemnik z benzyną.
– Właściciel posesji miał szczęście, że nie doszło do eksplozji. Koktajl Mołotowa miał spotęgować skutki wybuchu granatu. Mogłoby dojść do pożaru domu – mówi policjant.
Pirotechnicy wywieźli ładunek na poligon w Zielonce, tam został zdetonowany.
Bogusław B. zeznał, że już kilka dni temu usłyszał groźby.
– Pojawili się u niego dwaj mężczyźni i kazali oddać 40 tys. zł rzekomego długu, który miał zaciągnąć u wspólnika – mówi jeden ze śledczych. Teraz ten wątek badają policjanci. – Jesteśmy zaskoczeni tym, co się stało. W ostatnich miesiącach nie mieliśmy sygnałów od przedsiębiorców o jakimkolwiek zagrożeniu – przyznaje Krzysztof Wnuk, zastępca burmistrza Marek.
Bogusław B. miał już do czynienia z przestępcami. Trzy lata temu grozili mu bandyci związani z marecką grupą Andrzeja P. ps. Salaput (od ponad roku siedzi w więzieniu).
Chcieli od niego wymusić haracz za ochronę. W tamtym czasie w Markach, Radzyminie i Sulejówku doszło do kilku bandyckich podpaleń. Przestępcy podkładali ogień m.in. pod sklepy, zakłady fryzjerskie, hurtownie, skład budowlany, piekarnię, drukarnię oraz luksusowy samochód jednego z przedsiębiorców. Policja odnotowała wówczas także dwa uprowadzenia dla okupu.
W Markach zrobiło się spokojnie, gdy ponad dwa lata temu policjanci rozbili gang „Salaputa” i zatrzymali ok. 30 jego wspólników.– Teraz przestępcy zaczynają wychodzić z aresztu – mówi śledczy.