[b]RZ: Dlaczego scjentolodzy są groźni?[/b]
o. Tomasz Franc: Bo dążą do stworzenia człowieka i świata według swoich założeń. Scjentologia jest według nich idealną receptą na wszystko: politykę, gospodarkę, zdrowie, psychikę. Wchodząc do tego rodzaju grupy, odchodzimy od ogólnych norm społecznych i otrzymujemy inne wytłumaczenie świata, inną propozycję rozwoju człowieka, przy jednoczesnym absolutnym mentalnym podporządkowaniu organizacji. Członkowie grupy dzielą świat na tych, którzy są scjentologami, i na tych, których należy do nich zwerbować.
[b]Wysyłanie książek do bibliotek to dobry sposób na werbunek?[/b]
To jest nie tyle werbunek, ile próba oswojenia ludzi z tym, że istnieją. Próba zaistnienia w odbiorze społecznym.
[b]Zarzuca się scjentologom, że uzależniają i wykorzystują finansowo członków sekty. We Francji trwa w tej sprawie proces.[/b]
W każdym kraju, w którym się pojawiają, dochodzi w końcu do odsłonięcia tych mechanizmów. Każdy stopień związania z grupą kosztuje. Kosztowne są szkolenia, kursy terapeutyczne, oczyszczanie itd. Współpracownicy sekty korzystają z wytworzonych przez nią metod terapii, materiałów, testów, urządzeń. Trudno znaleźć metody obiektywizujących wyniki ich psychoterapii. To m.in. w USA powód sporu środowiska psychiatrów i psychoterapeutów ze scjentologami.
[b]Kogo głównie werbują?[/b]
Koncentrują się na pozyskaniu osób zajmujących kierownicze stanowiska, od których wiele zależy. Pozyskiwanie osób z show-biznesu ma głównie ocieplić wizerunek sekty w mediach, pomóc dotrzeć do młodzieży, uwiarygodnić ich działalność. Kiedy trzy lata temu scjentolodzy organizowali w Polsce tzw. tournée dobrej woli, otrzymaliśmy informację, że próbowali zachęcić stołecznych policjantów do darmowych szkoleń z zakresu komunikacji i rozwiązywania konfliktów.