[b]Rz: Sąd Najwyższy oddalił kasację ministra sprawiedliwości od wyroku sądu, który umorzył sprawę zomowca Ireneusza K. oskarżonego o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka. Uznał, że sprawa się przedawniła. Czesław Kiszczak, któremu postawiono zarzuty utrudniania śledztwa dotyczącego śmierci maturzysty, też na razie nie został skazany. To klęska wymiaru sprawiedliwości?[/b]
[b]Grzegorz Majchrzak:[/b] Niewątpliwie sprawa śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka to jedna z większych porażek wymiaru sprawiedliwości po 1989 r. Fakt, że milicjanci, którzy go bili, zostali uznani za winnych, nie rozwiązuje problemu. W dodatku przez lata polski wymiar sprawiedliwości nie radził sobie z wykonaniem zasądzonej im kary. Przeszkodą była np. rzekoma depresja jednego z funkcjonariuszy. Ale trzeba też podkreślić, że to jedna z nielicznych spraw z okresu PRL, gdzie jest szansa na ukaranie tych, którzy ochraniali milicjantów bijących Przemyka i mataczyli w śledztwie. Mam nadzieję, że dojdzie do ich procesu i zostaną skazani.
[b]Jest zatem szansa, że za sprawę Przemyka odpowie też Kiszczak? Łatwiej pociągnąć go do odpowiedzialności niż w innych sprawach z czasów stanu wojennego?[/b]
Mam taką nadzieję, bo w sprawie Przemyka zachowała się obszerna dokumentacja. Przetrwała zresztą przypadkowo, bo miała być zniszczona. Pozwala ona na postawienie zarzutów generałowi. Trzeba jednak pamiętać o praktyce.
Przez lata sądy nie mogły skazać zomowców strzelających do górników z kopalni Wujek, bo nie potrafiły ustalić, który milicjant strzelał. W końcu znalazł się sąd, który uznał, że są podstawy do skazania członków plutonu specjalnego ZOMO. Ale trwało to wiele lat. Pamiętam, jak mecenas Maciej Bednarkiewicz, pełnomocnik matki Grzegorza Przemyka, mówił, iż łatwiej byłoby skazać milicjantów za nieudzielenie pomocy maturzyście, niż wskazać, który z nich go pobił. Tak to wygląda.