Przedstawione w środę przez Naczelną Prokuraturę Wojskową stenogramy były prawdopodobnie najciekawszymi dowodami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej, jakie ujrzały światło dzienne w ostatnich miesiącach.
Mimo to wywołały one powściągliwą reakcję opinii publicznej. Dzień później temat był już niemal nieobecny nie tylko w głównych mediach. Informacje na ten temat trudno było znaleźć nawet w prawicowych portalach, na co dzień obficie informujących o każdym aspekcie smoleńskiej katastrofy. Po konferencji wojskowych prokuratorów swoją, jak zwykle, zwołał Antoni Macierewicz, krytykując śledczych, ale nawet ta aktywność wiceprezesa PiS, który rzadko ostatnio prezentował się w mediach, nie wywołała zwyczajowych reakcji.
Czyżby katastrofa smoleńska nie budziła już emocji? Czyżby wyczerpało się związane z nią polityczne paliwo? Tuż przed piątą rocznicą tragedii z 10 kwietnia mogłoby to oznaczać istotną zmianę w polskiej polityce.
Podział smoleński oczywiście nie zniknie. Na temat przyczyn tragedii większość Polaków ma wyrobione zdanie. Jedni uważają, że był to wypadek – tak jak zostało to opisane w raporcie zespołu b. szefa MSW Jerzego Milera. Inni – głównie wyborcy PiS – dopatrują się w śmierci prezydenta i delegacji wybitnych Polaków udziału osób trzecich.
Tyle tylko, że temperatura tego sporu wydaje się obniżać. Z pewnością rocznica odnowi część smoleńskich emocji, lecz nie będą miały one z pewnością takiego natężenia jak wcześniej. Będą raczej przypominały spór o wydarzenia historyczne niż o coś, co ma wpływ na codzienność. Można też przyjąć, że wzrośnie liczba osób, które nie będą chciały się opowiedzieć po żadnej ze stron smoleńskiego sporu, przez co sprawa ta nadal będzie tracić znaczenie w codziennych debatach politycznych.
Skoro większość Polaków już i tak ma zdanie na temat katastrofy, żadne nowe dokumenty nie mogą zmienić ich nastawienia. Zwłaszcza że im więcej czasu upływa od tragedii, tym bardziej szczegółowe i skomplikowane są sprawy, o które spierają się eksperci obu stron.