Reklama

Żenujący spektakl w kościele Sióstr Wizytek

Duchowni mają obowiązek upominania wiernych, którzy błądzą. Nawet sprawujących władzę.

Aktualizacja: 12.08.2015 18:00 Publikacja: 11.08.2015 21:00

Prezydent Bronisław Komorowski przyjął komunię świętą po podpisaniu ustawy o in vitro 31 lipca 2015

Prezydent Bronisław Komorowski przyjął komunię świętą po podpisaniu ustawy o in vitro 31 lipca 2015 r., podczas uroczystości w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego

Foto: EAST NEWS

Księża, którzy podczas mszy świętej w warszawskim kościele Sióstr Wizytek przeprosili Bronisława Komorowskiego, wyświadczyli byłemu prezydentowi niedźwiedzią przysługę. Potraktowali go bowiem jak niepoczytalnego człowieka, który nie podlega braterskim upomnieniom, gdyż – jak mogłoby z tego wynikać – nie zdaje sobie sprawy z wyrządzanego zła. Tak to przynajmniej wyglądało, pod warunkiem, rzecz jasna, że założymy, iż kapłani ci mieli jak najlepsze intencje.

Szczucie wiernych na biskupów

Tymczasem w mediach krytycznych wobec Komorowskiego po doniesieniach o tym, co się wydarzyło podczas czwartkowego nabożeństwa, od razu pojawiły się pełne oburzenia opinie, że duchowni odcięli się od episkopatu. Okazało się jednak, iż była to nadinterpretacja, która jest poniekąd skutkiem prowadzonej przez „Gazetę Wyborczą" kampanii szczucia wiernych na biskupów. Hierarchom dostaje się mocno od „GW" ostatnio między innymi za to, że nie szczędzą oni cierpkich słów byłej głowie państwa. Powód to podjęcie przez Komorowskiego kilku kontrowersyjnych decyzji, w tym zwłaszcza podpisanie ustawy o in vitro, która przewiduje – niedopuszczalną w świetle nauczania Kościoła – możliwość uśmiercania nadliczbowych zarodków.

Jak więc było naprawdę? Ksiądz Aleksander Seniuk wyjaśnił na łamach „Wyborczej", zachwyconej zasianiem w warszawskiej świątyni fermentu, że w wygłoszonej przez siebie homilii bynajmniej nie przeciwstawiał siebie i pozostałych koncelebransów – księdza Andrzeja Lutra, księdza Stanisława Opielę i księdza Kazimierza Sowę – episkopatowi. Wersję tę potwierdził w TVN 24 ksiądz Sowa.

Przypomnijmy zatem dokładnie inkryminowany fragment homilii: „My nie jesteśmy episkopoi (biskupi), my jesteśmy tylko prezbiteroi (kapłani), a jednak czujemy się odpowiedzialni na naszą miarę za te niesprawiedliwości rzucane na pana". Duchowni chcieli tym samym zakomunikować, że w odróżnieniu od (a nie w przeciwieństwie do) biskupów nie formułują stanowiska, które w rozmaitych sprawach zajmuje Kościół w Polsce, ponieważ nie mają takiej władzy, i dlatego mogą sobie pozwolić na wyrozumiałość wobec Komorowskiego. Z tego możemy wnioskować, że – wbrew sugestiom „GW" – czarnym bohaterem tego przekazu nie był episkopat. W takim razie kto nim był?

Tu warto przytoczyć jeszcze jeden fragment homilii: „W ostatnim czasie spotkało pana, panie prezydencie, wiele niesprawiedliwości, także bardzo podłych. I, niestety, były one wypowiadane przez ludzi, których nazywamy ludźmi Kościoła. Zostały przez nich samych wypowiedziane i innych, z ich błogosławieństwem. Słowa, które nigdy nie powinny się pojawić w ustach takich ludzi".

Reklama
Reklama

Nienawiść i pogarda

Kapłanom chodziło zatem generalnie o rozlewające się w przestrzeni publicznej (w mediach, na portalach społecznościowych) epitety pod adresem Komorowskiego, szczególnie po tym, gdy podpisał on ustawę o in vitro. W przypadku zaś „ludzi Kościoła" mieli na myśli takie osoby jak ojciec Tadeusz Rydzyk, który w Radiu Maryja porównał środowiska intelektualne przyklaskujące byłemu prezydentowi do niemieckiej profesury wspierającej Adolfa Hitlera.

Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Z jednej strony nie obowiązuje w nim odpowiedzialność zbiorowa, z drugiej jednak – każdy grzech popełniony przez któregoś z jego członków to rana zadana wspólnocie. W tym kontekście katolik nie może być obojętny wobec zła, które wyrządzają jego bracia w wierze, bo uderza ono także, a może przede wszystkim, w sam Kościół. Księża więc uznali, że mają za co Komorowskiego przepraszać. Żadne zachowania byłego prezydenta – tak samo jak i każdego człowieka – nie dają bowiem katolikowi prawa do tego, żeby okazywać mu w mniej lub bardziej bezpośredni sposób nienawiść czy pogardę.

Problem polega jednak na tym, że rolą kapłanów jest również braterskie upominanie wiernych, gdy ci błądzą i wchodzą na ścieżkę grzechu. Niestety, można domniemywać, że z racji koneksji środowiskowych i sympatii politycznych księża przepraszający Komorowskiego nie chcieli tego robić, bo przecież byłemu prezydentowi mogłoby się zrobić przykro. W efekcie mieliśmy do czynienia z żenującym spektaklem, którego ciągiem dalszym było przypominanie zasług tego polityka z okresu działalności w opozycji niepodległościowej i solidarnościowej.

Ksiądz Sowa na łamach „Wyborczej" oznajmił: „wszyscy, którzy byliśmy w czwartek przy ołtarzu, znamy prezydenta trochę dłużej i może nawet trochę lepiej niż niektórzy biskupi. I pamiętamy, że w latach 80., gdy nikt nie miał takiej wielkiej odwagi, uczył historii w seminarium duchownym. Paradoksalnie, wychowywał księży".

Taka logika to jednak sprowadzanie problemu do absurdu. Kierując się bowiem nią, trzeba byłoby na przykład przyjąć, że bohaterstwo marszałka Petaina w okresie I wojny światowej przesłania jego późniejszą kolaborację z III Rzeszą. Tymczasem każdy człowiek jest przecież zmienny: Szaweł mógł się stać Pawłem, ale możliwa jest i droga w odwrotnym kierunku. A poza tym nie słychać, żeby osoby podkreślające dawne zasługi Komorowskiego stosowały taką samą taryfę ulgową chociażby wobec Antoniego Macierewicza, polityka, który jako działacz KOR i „Solidarności" też może się poszczycić chwalebną przeszłością.

Przypomnijmy, Komorowski do ostatniego dnia swojego urzędowania bronił decyzji podjętej przez siebie w sprawie ustawy o in vitro. W przedostatnim dniu w TVN 24 został zapytany przez Justynę Pochanke o to, co ma do powiedzenia w związku z oświadczeniem arcybiskupa Andrzeja Dzięgi, przewodniczącego Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski. Konkretnie chodziło o następujący fragment tego dokumentu: „jeśli ktoś świadomie i dobrowolnie opowiedział się przeciw godności człowieka przez głosowanie lub podpisanie ustawy legalizującej procedurę in vitro, a chciałby przystępować do Komunii świętej, najpierw powinien pojednać się z Bogiem i wspólnotą Kościoła przez sakrament pojednania, wyrazić żal za popełniony grzech, postanowić poprawę i dokonać zadośćuczynienia. W tym przypadku musi być pewność, że dana osoba zmieniła opinię i przyznaje się do popełnionego błędu. W omawianym przypadku trzeba pamiętać, że grzech popełniony publicznie, jakim jest udział w stanowieniu prawa naruszającego godność życia ludzkiego, stanowi szczególną formę zgorszenia. Z tej racji taka osoba powinna ze swej strony powstrzymać się od przystępowania do Komunii świętej, dopóki nie zmieni publicznie swego stanowiska".

Reklama
Reklama

Bezczelność czy głupota

W odpowiedzi Komorowski powtarzał swoją mantrę o tym, że jest za przyjaznym rozdziałem Kościoła od państwa, i dał do zrozumienia, że oświadczenie biskupa Dzięgi to pojedynczy głos, który jego jako katolika w żaden sposób nie wiąże. I tylko można się zastanawiać, czy były prezydent wykazał się w tym momencie bezczelnością czy głupotą.

Sprawowanie przez katolika władzy nie zwalnia go bowiem z kierowania się w swoich decyzjach nauczaniem Kościoła. Są sytuacje, w których musi dać świadectwo i obwieścić: „Non possumus". Jeśli z jakichś przyczyn nie stać go na taki krok, to nie powinien być politykiem. I to należało Komorowskiemu w kościele Sióstr Wizytek uświadomić, a nie poprzestać na skierowanych do niego słowach otuchy. W rezultacie księża wyrządzili byłemu prezydentowi wielką krzywdę, utwierdzając go w przekonaniu, że podpisując ustawę o in vitro, nie uczynił niczego złego. A zarazem dali powód do tego, żeby wysuwać pod ich adresem zarzuty o dyskredytowanie biskupów i dzielenie Kościoła.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama