Korwin-Mikke we wpisie na Facebooku powołuje się na zasadę "is fecit cui prodest" (łac. uczynił ten, komu przyniosło to korzyść) i podkreśla, że zestrzelenie cywilnego boeinga było dla Rosji fatalne, dlatego - jeśli samolot zestrzelili Rosjanie - "można mówić tylko o tragicznym błędzie – a nie świadomej odpowiedzialności".

Lider partii KORWiN podkreśla jednocześnie, że "nie wiadomo na pewno, co zaszło". I dodaje, że nie można wykluczyć iż "zestrzelenia dokonali Ukraińcy", ponieważ cała sytuacja była "ciosem w plany Moskwy".

"Twierdzenie, że po dwóch latach badań na podstawie szczątków wykryto z jakiego dokładnie punktu wyleciała rakieta to duży optymizm" - zauważa Korwin-Mikke.

"Jestem jednym z nielicznych ludzi, którzy w pierwszej chwili zakładali, że zrobili to Ukraińcy. Nie dlatego, że jestem pro-rosyjski, tylko z powodu tej zasady: Uczynił ten, komu przyniosło to korzyść" - podkreśla polityk.

A osoby, które od początku o zestrzelenie boeinga oskarżały Rosję Korwin-Mikke porównuje do śledczych, którzy po zamordowaniu kobiety, której majątek dziedziczy skłócony z nią mąż, o morderstwo oskarżają wujka tracącego ćwierć majątku, który "był Rosjaninem".

"A Rosjanie powinni byli tego faceta, co wystrzelił, postawić pod sądem" - kończy Korwin-Mikke dodając jednak, że nie jest to proste, ponieważ separatystyczne republiki - Doniecka i Ługańska - "słuchają Moskwy wtedy, gdy im jest to wygodne".

W katastrofie samolotu pasażerskiego, do której doszło w lipcu 2014 roku nad Ukrainą, zginęło 298 osób, w tym 193 Holendrów. Na pokładzie byli również m.in. obywatele Malezji, Indonezji, Australii i Wielkiej Brytanii. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur.