Rz: Przez dziesięciolecia pamięć o Powstaniu Warszawskim nie była przez władze pielęgnowana. Jak doszliśmy do tego, że dziś obchody rocznicy jego wybuchu są tak spektakularne, wywołują żywe emocje, angażują tysiące ludzi?
Dr hab. Dariusz Gawin, historyk idei: Zmiana nastąpiła w III Rzeczypospolitej. To wtedy przywrócono pamięć o powstańcach. Były obchody 50. rocznicy wybuchu powstania, na które zaproszono gości z zagranicy. Przyjechał wtedy prezydent Niemiec Roman Herzog, którego wizyta była oczywiście ważna, ale też pokazała, jak długa jeszcze droga do polsko-niemieckiego pojednania. Herzog został przecież zapamiętany z tego, że pomylił Powstanie Warszawskie z powstaniem w getcie z 1943 r.
Tamto upamiętnienie odbywało się według dosyć tradycyjnego rytuału. Nie wypracowano jeszcze nowych form i głównie polegały na oficjalnych przedsięwzięciach – na apelach, składaniu wieńców. Tak naprawdę nie zmieniały psychologicznego i kulturowego wymiaru pamięci o powstaniu.
Dlaczego?
Wtedy próbowano dużo zmienić, ale jednocześnie zupełnie inaczej niż dziś rozkładano akcenty. Rok 1994 to był sam początek wolnej Polski. Rozumiem pewien żal, jaki czują ludzie zaangażowani wtedy w organizację obchodów rocznicy powstania, bo często pomija się ich wysiłek, ale myślę, że gdyby współczesna publiczność zobaczyła tamte uroczystości i porównała je z tymi, które już sama pamięta z ostatnich lat, to zobaczyłaby wyraźne różnice. Oczywiście w 1994 r. organizatorzy obchodów włożyli w nie wiele wysiłku, wykazali się dobrą wolą i to należy im oddać, ale prawdziwe zmiany w stosunku do przeszłości oraz w sposobie manifestowania szacunku dla niej, w oddawaniu hołdu powstańcom i w ogóle w polityce historycznej związane są dopiero z 60. rocznicą wybuchu powstania, z 2004 r.