„Kupię meldunek czasowy na terenie mazowieckiego" – takie ogłoszenia można znaleźć niemal na każdym portalu z anonsami. Zmienia się tylko miejsce, w którym ogłoszeniodawca chce się zameldować.
– Potrzebuję meldunku na trzy miesiące. Jest mi potrzebny do rejestracji w urzędzie pracy. Po porównaniu kilku ofert proponuję 200 zł – odpowiada na pytanie „Rz" pan Paweł.
Są i tacy, którzy płacą o tysiąc złotych więcej. Powód fikcyjnego meldunku może być różny.
– To na przykład rejestracja pojazdu, wystąpienie o środki unijne czy ubieganie się o prawo jazdy – mówi Krzysztof Biernat, radca prawny i wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Gdyni, współautor komentarza do ustawy o ewidencji ludności.
Coraz popularniejszy jest też meldunek w sąsiedztwie dobrze przygotowanej na przybycie sześciolatków szkoły czy gimnazjum, którego absolwenci dostają się do najlepszego liceum w mieście. A że w ten sposób uczy się dziecko, że oszustwo się opłaca, to już inna sprawa.
Proceder rzadko wychodzi na jaw. – Kiedy właściciel lokalu oświadcza, że dana osoba w nim mieszka, nie mamy podstaw tego kwestionować, nawet jeśli pod danym adresem mieszka wiele osób – mówi Halina Stobierska z gdańskiego Urzędu Miasta.
Ryzyko pójścia do więzienia za fikcyjny meldunek jest więc niewielkie, choć jest to przestępstwo.
– To wyłudzenie poświadczenia nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego i grozi za nie kara do trzech lat więzienia – mówi Ewelina Milan, wykładowca Uczelni Łazarskiego.
Do pociągnięcia do odpowiedzialności dochodzi jednak w tych sprawach rzadko i jedynie w skrajnych przypadkach. Rekordzistka, która zameldowała u siebie aż 430 cudzoziemców, musiała zapłacić ?1 tys. zł grzywny i pokryć koszty sądowe. Karę pozbawienia wolności orzeczono w zawieszeniu.