Mimo międzynarodowych sankcji i zamknięcia nieba nad UE dla samolotów z Rosji całkowicie nie zniknęły one z polskiego nieba. Unijne przepisy pozwalają na wyjątki, m.in. na loty humanitarne. Jednak Rosjanie od początku nadużywają tego statusu.

-Przewoźnik Pobieda samolotem, który był w trakcie przeglądu w czeskiej Ostrawie, miał polecieć lotem "humanitarnym" po przeglądzie. Rejs został odrzucony. Dodatkowo okazało się, że samolot jest zarejestrowany na Bermudach, które wprowadziły swoje sankcje, więc ten lot również z tego powodu nie mógł się odbyć— powiedział Onetowi Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Dwa razy od wybuchu wojny rosyjskim przewodnikom udało się zdobyć taką zgodę:

2 marca samolot Rossiya-Airlines wystartował z Moskwy-Szeremietiewa i poleciał nad Polską do Sofii. Samolot wracał z Bułgarii do rosyjskiej stolicy dzień później. Lot miał status "humanitarian". Również odbył się częściowo w polskiej przestrzeni powietrznej.

3 marca "humanitarny" lot wykonały linie Aerofłot z Moskwy do Budapesztu. Maszyna wróciła ze stolicy Węgier 4 marca. Jak informowało Polskę węgierskie ministerstwo innowacji i technologii, status lotu "potwierdziła rosyjska ambasada w Budapeszcie", a także węgierskie MSZ.

Loty z Bułgarii i Węgier odbyły się za zgodą polskich władz. Urzędnicy z Budapesztu i Sofii informowali Warszawę, że mają one charakter "humanitarny" bądź "repatriacyjny". Od początku marca żaden lot "humanitarny" nie uzyskał już polskiej zgody. Kolejne wnioski wciąż jednak wpływają. Chodzi np. o lot cargo z ładunkiem ubrań z Jekaterynburga na Uralu do Budapesztu, który miałby się odbyć w kwietniu.

Czytaj więcej

Rosyjski samolot przeleciał nad Polską