Do końca roku niemiecki przewoźnik zwróci jeszcze miliard euro. To wszystko są pieniądze, jakie linia otrzymała w czerwcu 2020 w ramach pakietu ratunkowego z Funduszu Ekonomiczno Stabilizującego. Cały pakiet pomocowy wyniósł 9 mld euro i uratował linię przed bankructwem podczas pandemii COVID-19. W zamian za to niemieckie państwo przejęło udziały w przewoźniku, jako cichy udziałowiec.

Od samego początku prezes Grupy Lufthansa, Carsten Spohr podkreślał przy każdej okazji, że dla niego punktem honoru jest jak najszybsze zwrócenie tych pieniędzy. — Zdecydowanie wolę pozyskać pieniądze z rynku, niż brać je od podatników. I niezmiennie pozostaniemy wdzięczni za to, że Lufthansa mogła ustabilizować swoją sytuację finansową dzięki pieniądzom podatników. Interwencja państwa uratowała ponad 100 tysięcy miejsc pracy — mówił Spohr w zeszłym tygodniu w Bostonie podczas WZA Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).

Czytaj więcej

Lotnisko Gatwick płaci pracownikom, którzy siedzą w domu

Powszechnie wiadomo, że Carsten Spohr chce się uwolnić od państwowych udziałów jak najszybciej. Jego celem jest zakończenie tych transakcji i pozbycie się państwowego udziałowca jeszcze przed odejściem Angeli Merkel. Bo kiedy władzę straci CDU, nowy rząd wcale nie musi być tak przyjazny. Niemiecka lewica nie była przekonana, że przewoźnika trzeba koniecznie wspierać i to tak gigantyczną kwotą.

Przy tym Lufthansa spłaca państwową pożyczkę znacznie wcześniej, niż planowano. — Jest to możliwe, bo kolejne kraje otwierają granice i to znacznie szybciej, niż tego oczekiwaliśmy. Dlatego właśnie możemy być w tej chwili większymi optymistami jeśli chodzi o naszą przyszłość — mówił w Bostonie Carsten Spohr.

Rząd nadal posiada 14 proc udziałów w przewoźniku. Mają one zostać sprzedane w ciągu dwóch lat po podwyższeniu kapitału, pod warunkiem, że ciche udziały zostaną wcześniej spłacone. Od pieniędzy pożyczonych od państwa Lufthansa płaci odsetki, a ich wysokość będzie gwałtownie wzrastać w nadchodzących latach.