Belgijska stolica była wczoraj sparaliżowana przez taksówkarzy, którzy protestowali przeciwko planom władz zalegalizowania tzw. ridesharing, czyli usług wspólnych przejazdów. Dostępne są one dzięki amerykańskiej firmie Uber, która poprzez aplikację na smartfony kojarzy właścicieli aut z potencjalnymi pasażerami.
Taksówkowe korporacje boją się taniej konkurencji – w Brukseli kurs za pośrednictwem Uber jest średnio dwa razy tańszy niż ten oferowany przez jedną z dwóch zaledwie korporacji taksówkarskich. A jakość usług i uprzejmość kierowców działają na korzyść usług świadczonych przez firmę zarejestrowaną w San Francisco.