Reklama

Otello nie jest Murzynem

Olsten przekonuje w Narodowym, że mężczyźni wolą nienawidzić, niż kochać. Szekspir był facetem, to go wykastrowała

Publikacja: 12.05.2008 01:35

Otello nie jest Murzynem

Foto: Rzeczpospolita

Agnieszka Olsten na Scenie przy Wierzbowej lubi wytykać mężczyznom niedojrzałość. W Ibsenowskiej „Norze” udowodniła, że Helmer jest dzieckiem wymagającym opieki żony, teraz przedstawia egoistyczną miłość Otella, która przemienia się w morderczą zazdrość.

Helmer i Otello są niedojrzali, ale bałbym się umieścić w jednym szeregu z nimi Szekspira. Tymczasem Olsten, by przedstawić kobiecy dramat Bogu ducha winnej Desdemony, zgrzeszyła brakiem zaufania do autora i okroiła mu tekst. Stworzyła ciekawy portret zazdrości, ale ulegając kobiecym emocjom, zapomniała dosztukować tło i sklecić ramy. Dlatego oglądamy luźny cykl scen na wybrany temat połączonych niezwykle uczuciową, narracyjną muzyką Bartłomieja i Marcina Olesiów.

Nie chcę być podejrzliwy jak Otello, ale mam wrażenie, że Olsten patrzy na związki mężczyzn i kobiet z uprzedzeniem, ideologicznie, by nie powiedzieć: feministycznie. Sceniczny świat dzieli się na kobiece dobro i męskie zło. W tym biało-czarnym ujęciu tylko Otello Jerzego Radziwiłowicza nie jest czarny. Dosłownie. Reżyserka nie pomalowała twarzy wybitnemu aktorowi (który gra zazdrosnego starszego mężczyznę i ofiarę Jagona), jakbyśmy żyli w czasach, gdy obcość kulturowa, rasizm i nieufność wobec obcego to problemy dawno rozwiązane.

Nie usłyszymy, jak Maur przeszedł na chrześcijaństwo ani o tym, że Szekspirowska tragedia zaczyna się, gdy wenecki wódz zamiast Jagona awansował Kasja. To wszystko nie było reżyserce potrzebne, by wypreparować z tragedii studium o zazdrości i innych złych emocjach, które są dla mężczyzn podnietą większą niż miłość. Pokazała to w najmocniejszej scenie spektaklu: gdy Otello i Jagon rozmawiają o rzekomej zdradzie Desdemony, wyją i charczą jak dzikie zwierzęta, oddając się apokaliptycznej męskiej kopulacji. Tak zdaniem reżyserki wygląda ciemne jądro męskości, testosteron w czystej postaci.

Przeraża ją również męska fascynacja złem u Jagona. Znakomity Mariusz Bonaszewski od pierwszej sceny gra tak, jakby przepełniał go jad i parzyły wnętrzności. Jagon Olsten dygocze i odczuwa dziką rozkosz, manipulując ludźmi. Potrzebuje intrygi jak powietrza.

Reklama
Reklama

Dla reżyserki ważne są też jego słowa o tym, że człowiek zawsze jest panem swojego losu i nawet zło wybiera świadomie. Albo dobro, jak Desdemona. Grająca ją Agnieszka Warchulska jest piękną, otwartą i kochającą dziewczyną w letniej kremowej sukience, która tuli się do męża, jest spragniona jego miłości i obecności. Nie wyrzeka się uczuć, nawet gdy ten nazywa ją k… Kocha do końca. I taka powinna być miłość, jak w hymnie z listu świętego Pawła do Koryntian, tymczasem życie bywa inne, zdaje się utyskiwać Olsten. Zamiast kochać, wolimy ulegać złym emocjom, rozkręcać spiralę agresji, nie umiejąc – jak Otello – nad nimi zapanować.

Ta refleksja jest największą wartością nierównego spektaklu. Gdy na scenie gasną światła, reflektory kierują się na widownię. Wtedy każdy z nas może się przejrzeć w lustrzanej scenografii.

William Shakespeare „Otello” w przekładzie St. Barańczaka, reżyseria Agnieszka Olsten, oprac. dramaturgiczne Bartosz Frąckowiak, Teatr Narodowy, Scena przy Wierzbowej, premiera 10 maja

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama