Recenzja: Msza za miasto Arras

W monodramie „Msza za miasto Arras" odbijają się jak w lustrze upiory naszej współczesności.

Aktualizacja: 01.06.2015 19:55 Publikacja: 01.06.2015 19:44

Janusz Gajos w pozornie beznamiętnej relacji wydobywa grozę całej opowieści

Janusz Gajos w pozornie beznamiętnej relacji wydobywa grozę całej opowieści

Foto: Teatr Narodowy/Krzysztof Bieliński

Treść dostępna jest tylko dla naszych subskrybentów.

Skorzystaj z oferty letniej na dostęp do treści rp.pl jedynie za 5,90 zł za pierwszy miesiąc!

Subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.
Kultura
Polska Ifigenia w Salzburgu
Materiał Promocyjny
Sprawdź najlepsze oferty OC na rynku
Plus Minus
Joaquin del Paso: W Łodzi odbijały się filmy, które znałem
Muzyka klasyczna
Grające drzewo - hommage dla Pendereckiego
Literatura
Urodziny Białoszewskiego
Materiał Promocyjny
Implementacja dyrektywy Omnibus – nowe reguły w transakcjach z konsumentami
Malarstwo
Metamorfozy na Wawelu
Muzyka popularna
Mity powracają też w jazzie